Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania
Strona główna Język angielski Story about bad luck - Opowiadanie o pechu

Story about bad luck - Opowiadanie o pechu

It seems to me as it happened yesterday. I was looking through the window waiting for my friend, when my mum shouted from the kitchen:
- David! Uncle Billy is on the phone!

I ran downstairs like the wind. Billy has been living in Australia for 10 years. Last year he promised to find a summer job for me there, so then I could come and visit him.
- Everything is set – said Billy. – You just need to apply for the visa. It is not supposed to be a problem for you, you are still a student.
-Actually this year I graduated... – I thought.
-Don’t worry about the flight. As I promised, I will take care of it – he added.

I couldn’t believe it! I was supposed to go to Australia for the whole three months. I was so excited that I totally forgot about the contract that I had signed a week before with some British company...

The day of the interview with the consul I was so nervous that I couldn’t eat. My dream could finally come true. Everything depended on these few minutes of our conversation.
- You did your best – said my mum. – Now everything is up to him – she added pointing to the sky.

Fatefully, I wasn’t meant to be in Australia... Well, at least not at this time....

Tłumaczenie

Wydaje mi się, jakby to było wczoraj. Patrzyłem przez okno, czekając na mojego przyjaciela, kiedy nagle moja mama wykrzyknęła z kuchni:
- Dawid! Wujek Billy dzwoni.

Zbiegłem jak szalony ze schodów. Billy mieszkał w Australii od dziesięciu lat. W zeszłym roku obiecał mi, że znajdzie mi tam wakacyjne zajęcie, więc będę mógł do niego przyjechać.

- Wszystko załatwione – powiedział Billy. – Musisz tylko złożyć podanie o wizę, ale to nie powinien być problem, zważając na fakt, że masz status studenta.
- Właściwie, w tym roku ukończyłem studia... – pomyślałem.
- Lotem się nie przejmuj. Tak jak obiecałem, ja się tym zajmę – dodał.

Nie mogłem w to uwierzyć. Miałem jechać do Australii na całe trzy miesiące. Byłem tak podekscytowany, że zupełnie zapomniałem o kontrakcie, jaki podpisałem z pewną brytyjską firmą kilka dni wcześniej.

W dniu rozmowy z konsulem byłem tak zdenerwowany, że nie mogłem jeść. Mój sen miał wreszcie się ziścić. Wszystko zależało od tych kilku minut.
- Zrobiłeś, co do ciebie należało – powiedziała mama. – Teraz wszystko zależy od niego – dodała, wskazując niebo.

Niestety, nie było mi dane odwiedzić Australię. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Nie dostałem wizy i płakałem jak dziecko z tego powodu przez całą noc. Wydawało mi się to takie niesprawiedliwe, byłem tak rozczarowany... Ale najlepsze miało dopiero przyjść.

Kilka dni później pojechałem na plażę, by zrelaksować się w towarzystwie najlepszych przyjaciół. George i Nathan lubili wypić po kilka piw, dlatego to ja byłem kierowcą – trzeźwym jak dziecko. W drodze powrotnej mieliśmy wypadek. Mimo, że nikt nie ucierpiał, samochód był do kasacji. Po tym wydarzeniu nie mogłem już nigdzie wychodzić, bo mój portfel świecił pustkami. Później przypomniałem sobie o kontrakcie z brytyjską firmą. Pracowałem dla nich już wcześniej, ale praca niezbyt przypadła mi do gustu:
- Co gorszego może się jeszcze zdarzyć? – pomyślałem. Wiedząc, że desperacko potrzebuję pieniędzy, zdecydowałem się wyjechać.

Kiedy czekałem na lotnisku w Londynie na szefa, który miał mnie odebrać, dostałem telefon z biura:
- Pan Nowak? Przykro nam, ale w zespole w Londynie nie ma dla pana wakatu, ale nie ma się czym denerwować. Może pan objąć to samo stanowisko w Irlandii.
- W Irlandii? Czy pani sobie ze mnie żartuje? – zapytałem poirytowany. Byłem wykończony. – Jak się tam dostanę?
- Proszę się nie martwić, panie Nowak. Pana szef odbierze pana z lotniska i zawiezie prosto do Dublina. Jestem pewna, że polubi pan swoich nowych współpracowników.

Pomyślałem sobie: „To tylko koszmar, Dawid. Za chwilę obudzisz się w swoim łóżku w Australii z kieszeniami wypełnionymi po brzegi dolarami”. Ale tak się nie stało. Po dwunastu godzinach jazdy zorientowałem się, na co się właściwie zdecydowałem. Miałem pracować z trzema innymi chłopakami i dziewczyną. Przez pierwszą noc wciąż śniłem o mojej wyprawie… I wtedy dopadła mnie miłość…

Anna była Amerykanką o uroczym uśmiechu. Spodobała mi się od samego początku. Jej spojrzenie było tak głębokie, a jej osobowość absolutnie wyjątkowa. Kiedy byłem obok niej, czułem się szczęśliwy jak nigdy przedtem. Była wszystkim, czego kiedykolwiek potrzebowałem.

Dziś Anna i ja mieszkamy w Stanach Zjednoczonych. W Australii byliśmy zeszłej zimy i to tam planujemy pobrać się za kilka miesięcy. Odkąd ją spotkałem, wiem, że nic nie dzieje się w życiu bez przyczyny. Teraz rozumiem, dlaczego „on” nie chciał, bym wtedy wyjechał do Australii. Mój skarb czekał na mnie gdzie indziej.

Podobne wypracowania