Czesław Miłosz „Piosenka o końcu świata” - interpretacja i analiza wiersza

Wiersz Miłosza „Piosenka o końcu świata” składa się z czterech wersów nierównej długości, rymowanych nieregularnie.

Wiersz, typowo dla autora, pozornie wydaje się bardzo nieskomplikowany, niesie jednak bardzo istotne przesłanie filozoficzne. Sposób opisu świata przedstawionego buduje wrażenie pewnej łatwości, sielankowości: oto pszczoła krąży nad kwiatami, ludzie zajęci są wykonywaniem codziennych czynności, w morzu pluskają się wesołe delfiny. Wszystko wydaje się na swoim miejscu, „wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć”. Słowem, wszystko jest tak, jak być powinno. A przecież mowa o końcu świata, więc może, mimo wszystko, nie tak powinien on wyglądać?

Koniec świata wygląda jednak u Miłosza tak, jak każdy inny dzień. Nie ma nic wspólnego z apokaliptycznymi obrazami gniewu, potępienia, rozpaczy – nie jest dniem wyjątkowym; wszystko dzieje się tak, jak działo się zawsze. Tak naprawdę nikt nie zauważa, że to koniec świata – wszyscy zajęci są swoimi sprawami, a pijak zasypia wprost na trawniku. Niektórzy ludzie wydają się zawiedzeni – czekali na inny koniec świata, na anielskie trąby, znaki na niebie, przynajmniej gromy i błyskawice. Ten zwykły dzień zupełnie nie przystaje do ich wyobrażeń. Są bardzo rozczarowani.

W tym właśnie miejscu możemy odnaleźć prawdziwe znaczenie wiersza. Ludzie w nim przedstawieni – zarówno ci  zawiedzeni, jak i ci, którzy niczego nie zauważyli – nie zdają sobie sprawy, że koniec świata to nie jeden moment. Bowiem jest to proces, który najprawdopodobniej rozpoczął się już dawno (być może wraz z początkiem świata?). Nikt nie wierzy w nadejście końca świata, ponieważ nikt nie widzi zauważalnych jego symptomów. Tylko zajęty prozaicznym przewiązywaniem pomidorów siwy staruszek, ludowy mędrzec, wie, że „innego końca świata nie będzie”.