Krytyka wad ludzkich w satyrach Ignacego Krasickiego

Głupota, pijaństwo, rozpolitykowanie, ślepe zapatrzenie we wzorce pochodzące z obcych państw - to wady współczesnych Polaków. Jak się okazuje, kilkaset lat temu podobne przywary mieli nasi przodkowie. Mówią o tym satyry napisane przez Ignacego Krasickiego, znakomitego twórcę epoki oświecenia. Były to czasy, kiedy wierzono, że literatura, słowo pisane, może odmienić los kraju, pobudzić uczucia patriotyczne, wpłynąć na ludzkie postawy. Satyra to utwór wierszowany, posługujący się ironią i humorem, w krzywym zwierciadle przedstawiający wady bohaterów. W krzywym zwierciadle, by nawet mało pojętny czytelnik domyślił się, o co chodzi. Ignacy Krasicki zaczął tworzyć swoje satyry już po tym, kiedy zasłynął jako autor bajek, krótkich utworów wierszowanych, zawierających morał i także opisujących różne ludzkie wady.

Satyry mają dłuższą formę niż bajki i pozwoliły na lepsze rozwinięcie kunsztu poety. W „Żonie modnej” Krasicki wyśmiewa model wychowania kobiet, polegający na wpajaniu im, że najlepsze, najwykwintniejsze jest to, co pochodzi z zagranicy, natomiast polska tradycja jest godna zapomnienia i potępienia. Tytułowa żona modna to kobieta, która po wyjściu za mąż całkowicie zmienia majątek ziemski swojego męża. Gruntownie przebudowuje dom, tak by znalazło się w nim miejsce na buduar, oddzielne sypialnie, dodatkowe miejsce dla służby, ogromny salon dla sporej liczby gości i jeszcze kilka pomieszczeń, nieodzownych, zgodnie z zagranicznymi wzorcami, dla nowoczesnej pani domu. Przebudowany zostaje także ogród, na wzór tych opisywanych w utworach sentymentalnych. Przerażony małżonek nie śmie przeciwstawić się swojej wybrance, choć on też nie jest bez winy. Ożenił się z nią, nie poznając jej wcześniej, wystarczyło, że w posagu wniosła cztery wsie, leżące obok majątku przyszłego męża. Krasicki gani nie tylko kosmopolityzm, czyli zapatrzenie na obce wzory, ale i chciwość, która zgubiła szlachcica.

„Pijaństwo”, jak wskazuje sam tytuł, to utwór skupiający się na opisywaniu zgubnych skutków nadużywania alkoholu. Poznajemy przeżycia pewnego szlachcica, który kilkudniowe picie przypłacił utratą zdrowia, ale wcale nie zamierza przestać. Ironia utworu polega na tym, że Krasicki bardzo barwnie i umiejętnie przedstawia szkody, jakie nałóg wywołał u opowiadającego - bóle głowy, nudności, kłótnia i bójka z sąsiadem - a jednocześnie utwór kończy się stwierdzeniem bohatera: „Napiję się wódki”. Nie widać poprawy, picie alkoholu stało się pewną obyczajową normą, mimo świadomości skutków, jakie powoduje.

„Do króla” to kpina z sarmatyzmu i sposobu myślenia zatwardziałych sarmatów, czyli szlachty sprzeciwiającej się jakimkolwiek zmianom w Polsce i odwołującej się do źle pojętej tradycji. Krasicki przytacza szereg zarzutów pod adresem króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, formułowanych właśnie przez szlachtę, jednocześnie szukając argumentów na ich potwierdzenie, co powoduje, iż zarzuty stają się absurdalne. Krytycy monarchy mają mu za złe, że jest za młody. Słusznie, ironizuje Krasicki, przecież w zmarszczkach i siwiźnie mieszka rozsądek i mądrość. Król nie jest cudzoziemcem i pochodzi ze szlachty, co sprawia, że większość z tych, którzy wcześniej uważali monarchę za równego sobie, teraz niechętnie i nieszczerze będą oddawać mu honory.

Wreszcie król jest mecenasem sztuki, lubi otaczać się uczonymi i artystami, co krytycy też uznają za jego wadę. Krasicki przypomina monarchę, który nie umiał pisać i czytać a odnosił zwycięstwa w bitwach. Takie władcę zapewne chciałaby szlachta. Na koniec równie śmieszny argument – król jest zbyt dobry. Stanisław August powinien źle traktować swoich poddanych, wtedy by go kochali. Absurdalności tego argumentu nie trzeba uzasadniać.

W satyrze „Świat zepsuty” Ignacy Krasicki wskazuje z kolei na przyczyny upadku obyczajów i moralności, jaki dostrzegał w społeczeństwie polskim. Chodzi o odwrócenie się, zerwanie z dobrą tradycją czasów gdy liczył się honor, męstwo i prawda. Autor ciekawie określa też źródło zepsucia - otóż złe obyczaje, mody i nawyki rozprzestrzeniają się, jego zdaniem z Warszawy. Podobną opinię wyrazi zresztą Krasicki w powieści „Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki”.