Lenistwo jest źródłem wszelkiego zła - opowiadanie

W pewnym parku znajduje się pewna ławeczka, na której każdego dnia siada dwóch mężczyzn. Pan Marek wychodzi z domu o 10, kupuje gazetę i kieruje się w dobrze znane miejsce. Jego towarzysz - pan Zdzisław - pojawia się tam piętnaście minut później, gdyż musi odprowadzić wnuczkę do szkoły. Kiedy już tam siedzą mają doskonały widok na ludzi pędzących za swoimi codziennymi sprawami. Któregoś dnia ich uwagę przykuł młody mężczyzna regularnie przemierzający miasto z czarnym neseserem.

Minęło kilka dni zanim panowie nasłuchując plotek i wypytując znajomych ustalili kim jest ta postać. Pan Zdzisław dowiedział się w sklepie, że każdego dnia kupuje on cztery bułki i szczypiorkowy ser topiony. Przy tym zawsze jest uprzejmy, ale nigdy za bardzo się nie rozgaduje, ponieważ żyje w pośpiechu. Pan Marek usłyszał natomiast od córki, że mężczyzna ten pracuje w urzędzie miejskim, gdzie jego kariera zawrotnie się rozwija.

Wiosna mijała bardzo szybko. Po żółtych kwiatach forsycji nie było już śladu, a słońce coraz mocniej przedzierało się przez soczyście zielone liście. Wspomniany mężczyzna każdego dnia swym pośpiesznym, lekko podrygującym krokiem przemierzał te same chodniki. W większy upał chodził do pracy w samej koszuli, ale jego pojawienie się w polu widzenia dwóch starszych panów było pewne, oczywiście z wyjątkiem niedziel i sobót.

Któregoś dnia mężczyźni nie dostrzegli na ulicy podrygującej sylwetki urzędnika. Zaczęli rozmyślać nad tym, co mogło stać się z mężczyzną. Pan Marek obstawiał, że przeniesiono go do większego miasta, gdzie mógłby wykazać się swoimi umiejętnościami, bo co też może być do zrobienia w takiej mieścince. Pan Zdzisław spekulował, że może stres wpłynął na pogorszenie jego zdrowia i mężczyzna leży teraz w szpitalu. Obydwoje jednak się mylili. Urzędnik nadal każdego ranka wychodził do pracy, ale docierał do niej swoim nowym samochodem. Starszym panom nie zajęło wiele czasu, by ustalić nowy fakt z życia obserwowanego.

Któregoś letniego dnia mieszkańców miasteczka zelektryzowała wiadomość o budowie nowego ronda. Jak zawsze, obywatele podzielili się na dwie grupki - tych, dla których była to wieść wspaniała i tych stojących po drugiej stronie. Okazało się, że nad projektem tej wielkiej inwestycji czuwać miał urzędnik obserwowany przez panów Marka i Zdzisława.

Przyszła jesień. Liście kuliły się pod promieniami słońca, a noce coraz częściej zaznaczały swą obecność szronem. Pan Zdzisław i pan Marek nadal spotykali się na swojej ławeczce. Któregoś dnia zobaczyli, że w ich stronę podrygującym krokiem zmierza jakiś mężczyzna. Rozpoznali urzędnika, którego wcześniej widywali na chodniku, a później w nowym, klimatyzowanym samochodzie.
- Pan dzisiaj nie w pracy? - spytał pan Marek.
- A skąd pan wie, że ja w ogóle pracuje?
- Wie pan, to małe miasteczko, często widuje się kogoś na ulicy, a potem można łatwo połączyć fakty. Pan akurat każdego ranka wychodził z czarnym neseserem i szedł do urzędu.
- Ale już nie chodzę. A chce pan wiedzieć dlaczego? Przecież i tak się pan dowie, to małe miasteczko. Nie chodzę, bo myślałem sobie, że co to jest to maleńkie rondo. Myślałem, że mogę pracować tak jak wcześniej, kiedy zajmowałem się jakimiś drobnostkami. Kilka godzin wypełniania a potem kilka godzin luzu. I czytałem sobie książki, czytałem sobie gazety, aż któregoś dnia, właśnie z prasy, dowiedziałem się, że dziennikarze ustalili, iż nie ma szans na dotrzymanie terminu budowy i rozliczenia. Cóż, nie kontrolowałem się, nie przykładałem się, więc teraz mam za swoje.
- Ale rondo będzie? - spytał pan Zdzisław.
- Będzie, będzie. Teraz sprowadzili jakiegoś specjalnego urzędnika, który ma się wszystkim zajmować.
- A co będzie z panem?
- Chyba wyjadę z tego miasteczka. Lada dzień wszyscy dowiedzą się, że nie przykładałem się do pracy, a kto zechce zatrudnić leniwego pracownika?