List do autora powieści „Chłopcy z Placu Broni” Ferenca Molnara z prośbą o inne (szczęśliwe) zakończenie książki

Szanowny Panie Molnarze!

Na początku chciałabym serdecznie Pana pozdrowić i zapytać o zdrowie. Kilka dni temu, kiedy na dworze padał deszcz, postanowiłam sięgnąć do biblioteczki po jeszcze nie przeczytane książki. Przypadkiem natknęłam się na powieść napisaną przez Pana - na „Chłopców z Placu Broni”. Zaciekawiła mnie już sama okładka utworu, więc zaczęłam czytać.

Ta lektura bardzo mnie poruszyła. Szczególnie zaś jej zakończenie. Bardzo zaprzyjaźniłam się z wszystkimi postaciami pojawiającymi się na kartach Pańskiej książki i wzruszyłam się głęboko, kiedy przyszło mi się pożegnać z głównym bohaterem utworu - Ernestem Nemeczkiem. Piszę do Pana w sprawie takiego zakończenia Pańskiego dzieła.

Zastanawiałam się, czy jednak, pomimo wszystko, nie mógłby Pan napisać szczęśliwego zakończenia. Ernest Nemeczek to jedna z ciekawszych i oryginalnych postaci, na jaką trafiłam kiedykolwiek spośród wszystkich książek, które udało mi się przeczytać. Szczerze się do niego przywiązałam, bo był taki prawdziwy, wprost wypowiadał moje emocje na głos. Najbardziej spodobała mi się scena, w której bronił honoru nie tylko swojego, ale i wszystkich chłopców z Placu Broni. Kiedy to wytknął błędy zdrajcy - Erebowi, kiedy miał odwagę stanąć przed wrogami i śmiał powiedzieć im prawdę prosto w oczy bez obawy o życie.

Bardzo mi szkoda, że ten bohater został uśmiercony. Upatrywałam w nim następcę Janosza Boki - przewodniczącego chłopców z Placu Broni. Żal mi było również ubogich rodziców Nemeczka, którym po śmierci synka nie zostało już nic. Zakończenie tego utworu jest bardzo pesymistyczne, a przecież w samych chłopcach było tyle optymizmu, zapału i energii do walki o to, co się im należało- o ojczyznę. Teraz zdaje mi się, że wszystkie ich trudy poszły na marne.

Rozumiem także, że sprawiedliwości musiało stać się zadość, dlatego zarówno chłopcy z Placu Broni, jak i Czerwone Koszule z Ogrodu Botanicznego stracili swój kraj lat dziecinnych - Fermiego i załogę wygnano z ogrodu, gdyż zachowywali się zbyt głośno, chłopców z Placu Broni przepędzono, bo planowano już tam postawienie kamienicy. Wydaje mi się to trochę brutalnym zakończeniem - to jak całkowite obdarcie dzieci z ich świata zabaw.

Oczywiście rozumiem Pańskie zamysły, ale może zastanowi się Pan chociaż nad napisem alternatywnego zakończenia, w której obóz chłopców z Placu Broni oraz Czerwonych Koszul kontynuuje swoją dziecięcą walkę albo też godzą się ze sobą i razem bawią na Placu Broni. To tylko moje propozycje, ale byłoby naprawdę warto zastanowić się nad czymś mniej drastycznym, bo jest to według mnie zbyt pesymistyczne zakończenie - pozbawiające czytelnik nadziei na to, że może być lepiej, że dzieckiem można pozostać na zawsze przynajmniej duchowo.

Niemniej jednak cała książka Pańskiego autorstwa wywarła na mnie ogromne wrażenie. Nigdy wcześniej nie czytałam tak oryginalnie stworzonej fabuły, w której od początku do końca można być pewnym jednego - zaskakujących zwrotów akcji oraz wzruszających wydarzeń pozostających w człowieku nawet po przeczytaniu ostatniej strony.

Jeszcze raz zwracam się do Pana z ogromną prośbą o napisanie szczęśliwego zakończenia do książki „Chłopcy z Placu Broni”. Pozdrawiam Pana serdecznie i życzę zdrowia

Ania Kowalska