Mój tata - opis

Mój tato jest wysokim szatynem o przenikliwych, brązowych oczach. Prawie wcale nie zmienił się od czasów mojego wczesnego dzieciństwa, a nawet od czasów swojej własnej młodości, udokumentowanej licznymi zdjęciami, których zawsze pełne były szuflady naszego rodzinnego domu. Nadal bardzo przypomina tamtego wysportowanego i wiecznie roześmianego chłopaka z wąsikiem, z którego nigdy nie zrezygnował na dłuższą metę.

Jedyną zmianą w jego wyglądzie było pojawienie się okularów, które nadały jego twarzy nieco poważniejszy wyraz, choć bliskie mu osoby nadal nie mogą oprzeć się wrażeniu, że jest w nich coś z maskarady – jakby mały chłopiec próbował za pośrednictwem grubych oprawek udawać dorosłego w podwórkowej zabawie...

Młodzieńczy wygląd współgra także z duchową witalnością taty, któremu energii mógłby pozazdrościć niejeden nastolatek. To on mobilizuje mnie do uprawiania rozmaitych sportów, wynajdując jednocześnie dla siebie samego coraz to nowe sposoby rekreacji. Latem niemal codziennie wyprawia się na wycieczki rowerowe na pobliskie wzgórza, pływa we wszelkich otwartych dla plażowiczów zbiornikach wodnych, z ogromną przyjemnością chodzi także po górach, pomimo, że wszystkie polskie szczyty zna od bardzo dawna. Późną jesienią oboje z niecierpliwością wyglądamy pierwszych opadów śniegu, które dadzą sygnał do ostrzenia nart i wytyczania nowej trasy zjazdów.

Drugą, po sporcie, wielką pasją mojego taty jest muzyka. Sporą część salonu w naszym domu zajmują regały wypełnione zarówno płytami kompaktowymi, jak i analogowymi, a nawet zapomnianymi już dziś zupełnie kasetami, dającymi przegląd wieloletnich inspiracji muzycznych mojego taty. Dzięki niemu nasz dom zawsze wypełniała jakaś przyjemna melodia, inna w ciągu dnia, inna pod wieczór, żywsza w lecie, spokojniejsza w leniwe, zimowe popołudnia.

Tato jest także wielkim smakoszem i najwierniejszym wielbicielem talentu kulinarnego mojej mamy. Sam również lubi gotować, upatrując w przyrządzaniu autorskich dań coś w rodzaju sztuki, i rzeczywiście – czasami jego natchnienie daje arcysmaczne efekty. Tym, co od lat rozbawia całą rodzinę, jest jego ogromna słabość do słodyczy, którą przejęłam po nim razem z genami. Jako dziecko zawsze mogłam liczyć na znalezienie czekoladki w kieszeni jego kurtki, razem wykradaliśmy też ciasteczka ukrywane przez mamę na najwyższych półkach kredensu.

Pomimo młodzieńczej radości życia i łakomego korzystania z jego uroków mojemu tacie nie brak też dużego poczucia odpowiedzialności – za siebie samego i rodzinę. Bardzo starał się, aby mnie i mojemu rodzeństwu nigdy niczego nie zabrakło, ucząc nas jednocześnie, że drogą do każdego rodzaju sukcesu (materialnego, edukacyjnego itp.) jest zawsze ciężka praca. Tym, co podoba mi się w nim najbardziej, jest umiejętność pogodzenia rozsądnego podejścia do materialnej strony bytu z wielką radością, jaką czerpie z małych przyjemności, zarażając nią wszystkich, którzy znajdą się w orbicie jego oddziaływania.