Stefan Żeromski „Przedwiośnie” - znaczenia tytułu powieści. Opracowanie

Tytuł utworu jest zawsze istotną jego częścią – zapowiada tematykę oraz ułatwia interpretację.

Na poziomie dosłownym tytuł powieści Stefana Żeromskiego odnosi się, jak łatwo to dostrzec, do pory roku charakterystycznej dla klimatu umiarkowanego, w tym klimatu Polski. Jest to okres przejścia z okresu zimowego do wiosennego, pora dopełniająca pozostałe z cyklu rocznego. Nie jest to jednak jeszcze wiosna w pełni. Przedwiośnie jako pora klimatyczna nie kojarzy się jeszcze z kwitnącymi kwiatami, bujną zielenią i ciepłem; to czas wahań pogody, zmiennej temperatury, a także nastroju. Trwa walka między trwającą zimną porą roku, a budzącą się wiosną, stąd owe zmienności. Charakteryzują je dobrze porzekadła typu: „W marcu jak w garncu” i „Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata”.

Taką właśnie porę uchwycił Żeromski w swojej powieści. Widzimy ja oczyma głównego bohatera, Cezarego Baryki, który samotnie przyjeżdża do Polski i obserwuje kraj. Wizja ta nie jest zbyt optymistyczna i odstraszyłaby niejednego człowieka po raz pierwszy przybywającego do nieznanego państwa: „Przepływała tam rzeczka, w stromych brzegach wijąca się wśród niziny. Śniegi już stajały i pierwsza trawka, szczyk rzadki, bladozielony, rozpościerać się poczynała nad bystrą wodą. Po tej to ledwo widocznej runi tańczyli na bosaka chłopcy-nędzarze przygrywający sobie na ustnej harmonijce. Bose ich stopy migały nad błotem, które już zdołały ubić na dogodne do tańca klepisko. Przedwiośnie zdmuchnęło już z dachów bud najbliższych i lód śnieg (…). Pourywane rynny, dziurawe dachy, spleśniałe ściany kryła już nieśmiertelna artystka, wiosenka nadchodząca (…). Usiłowała osłonić nikłymi swymi kolory to wstrętne widowisko, które na jej tle pełnym wieczyście nieśmiertelnego piękna ludzie rozpostarli: miasteczko polsko-żydowskie. Cezary patrzał posępnymi oczyma na grząskie uliczki, pełne niezgruntowanego jeziora, na domy rozmaitej wysokości, formy, maści i stopnia zapaprania zewnętrznego, na chlewy i kałuże, na zabudowania i spalone rumowiska”.

Autor „Przedwiośnia” wyzyskał motyw tej pory roku w interesujący sposób, metaforycznie przedstawiając w ten sposób sytuację Polski w kilka lat po odzyskaniu niepodległości. Było to właśnie przedwiośnie – stan przejściowy. Nagła radość i euforia po wskrzeszeniu państwa szybko się skończyła, a pozostały problemy, z którymi trzeba będzie się borykać jeszcze długo, zanim nadejdzie okres stabilizacji i szczęścia ogólnego, czyli właśnie wiosny. Trzeba pracować nad tym, by państwo się prawdziwie odrodziło, pokonało wszelkie trudności, bo sam fakt odzyskania wolności nie świadczy jeszcze o tym, że wszystko jest już tak, jak powinno być. Ojczyzna bowiem staje przed kłopotami natury ekonomicznej, społecznej, politycznej: istnieją problemy pozostałe po zaborach, kwestia monety państwowej, reformy agrarnej i inne.

Astronomicznym porom roku była przypisywana różna symbolika. Wiosna to czas młodości, radości, beztroski, a także czas zrywów narodowych, czas rewolucji, manifestacji i zmian. Przedwiośnie w tym kontekście to jeszcze okres niedojrzałości, niezdolności do wielkiego czynu. W stanie „przedwiośnia” znajduje się również główny bohater, wdając się w romanse i wykazując się nieodpowiedzialnością. Nie ma jeszcze ukształtowanych poglądów i błądzi po omacku przez życie.

Znaczenie tytułu jest więc rozległe, przede wszystkim metaforyczne. W gruncie rzeczy jego wymowa jest jednak optymistyczna – wiosna kiedyś w końcu nadejdzie. Uparcie wierzy w to Gajowiec: „I my sami nie wiemy jeszcze, co i jak, gdyż dopiero wczesny wiosenny wiatr powiał w nasze twarze. To dopiero przedwiośnie nasze. Wychodzimy na przemarznięte role i oglądamy zagony. Bierzemy się do własnego pługa, do radła i motyki, pewnie że nieumiejętnymi rekami. Trzeba mieć do czynienia z cuchnącym nawozem, pokonywać twardą, przerośniętą caliznę. (…) Wierzymy, że doczekamy się jasnej wiosenki naszej…”