Tolkien „Władca Pierścieni” - Najciekawsza według ciebie przygoda Bilba Bagginsa - opis

Bilbo Baggins stał się głównym bohaterem powieści stanowiącej wprowadzenie do najszerzej znanej we współczesnej literaturze, bijącej rekordy popularności fantastycznej sagi ujętej w trylogię zatytułowaną „Władca Pierścieni”.

W „Hobbicie” poznajemy go jednak jako bohatera „mimo woli”, w świat baśniowych stworów i fascynujących przygód zostaje bowiem wciągnięty przez czarodzieja Gandalfa, którego propozycji wspólnej podróży nie potrafi odmówić. Na początku lektury byłam sceptyczna wobec tolkienowskiego świata niemal tak samo, jak Bilbo. Z obawą spoglądałam na rozmiary woluminów, jakie miały doprowadzić mnie do finału opowieści, podobnie jak mały hobbit długo opierałam się też ostatecznej decyzji o wyruszeniu w podróż pod Samotną Górę. Do jej podjęcia przekonały mnie jednak już pierwsze stronice powieści, które wciągnęły mnie w fantastyczny świat tak samo przebiegle, jak słowa Gandalfa nakłoniły Bilba do porzucenia wygodnego domu i stawienia czoła licznym przygodom. Najciekawszą okazała się więc dla mnie już pierwsza z nich, stanowiła bowiem nie tylko przygodę Bilba, ale również moją – jako nowego członka tolkienowskiej „społeczności”.

Rzecz działa się niedługo po ustaleniu planu wyprawy i wyruszeniu w drogę. Gandalf opuścił wtedy swoich podopiecznych, zostawiając ich samych w gęstniejącym lesie, który wzbudzał w skromnym hobbicie coraz większy niepokój. Rozbicie obozu i rozpalenie ogniska okazały się niemożliwe, a rozpacz Bilba spotęgowała ostatecznie utrata zapasów, kiedy niosący je koń spłoszył się i wpadł z całym ładunkiem do pobliskiej rzeki. Mały bohater poważnie pożałował wtedy swojej lekkomyślności, z nostalgią myśląc o błogim cieple niosącym się z kominka, przy którym ogrzewał się każdego wieczoru w swoim domku.

Kiedy podróżnicy zastanawiali się skąd wziąć pożywienie, jeden z nich dostrzegł palące się nieopodal ognisko, przy którym zasiadały trzy trolle. Towarzysze Bilba osądzili jednogłośnie, iż to właśnie on, ze względu na swój mały wzrost i złodziejskie umiejętności, powinien zbliżyć się do stworów i wybadać, czy można wykraść od nich coś do zjedzenia. Hobbit długo bronił się przed podjęciem tak ryzykownej misji, widząc jednak, że został przegłosowany, zaczął rozmyślać o tym, co na jego miejscu zrobiłby prawdziwie odważny bohater. Dojrzał wtedy sakiewkę wystającą z kieszeni jednego z trolli, postanowił więc wykraść ją niepostrzeżenie, korzystając z nieuwagi kłócących się olbrzymów, woreczek okazał się jednak zaczarowany i zapiszczał gdy tylko Bilbo zaczął wyciągać go z kieszeni trolla. Hobbit został schwytany przez potwory i w wielkim przerażeniu wydał swoich towarzyszy, potwierdzając, że nie podróżuje sam. Po krótkim „polowaniu” trolle złapały wszystkie krasnoludy, w tym czasie filigranowy Bilbo zdołał jednak oswobodzić się i uciec.

Przez kilka następnych godzin trolle kłóciły się ze sobą o sposób przyrządzenia i pożarcia swoich zdobyczy, odpychane tajemniczym głosem od konsensusu. Wreszcie o świcie zamieniły się w głazy. Zza krzaków wyłonił się wówczas Gandalf, który – jak się okazało – podżegał kłótnię trolli z ukrycia, teraz zaś doradził oswobodzonym podróżnikom, by udali się do pobliskiej jaskini. Tam, dzięki sprytowi Bilba, który w odpowiednim momencie wykradł z kieszeni jednego z trolli klucz, dostali się do skarbca, gdzie odnaleźli złoto, zapas jedzenia na dalszą podróż i spory arsenał broni. Hobbit wybrał z niego dla siebie nóż, który – z racji niewielkich rozmiarów Bilba – miał doskonale służyć mu za miecz, budząc w nim ducha wojownika i dodając odrobiny odwagi, na jakiej do tej pory ciągle mu zbywało. Jaskinia okazała się również doskonałym schronieniem, w którym Bilbo i krasnoludy nareszcie wypoczęli, zbierając siły do dalszej wyprawy i kolejnych fascynujących przygód.