Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Tadeusz Różewicz „Walentynki (poemat z końca XX wieku)” - interpretacja i analiza wiersza

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

„Walentynki (poemat z końca XX wieku)” to wiersz Tadeusza Różewicza, który ukazał się w tomie „Zawsze fragment”. Poeta podejmuje w nim refleksję na temat kultury masowej, którą utożsamia jako jedno z najdziwniejszych i najbardziej komercyjnych świąt – walentynki.

Utwór podzielony jest na 3 części. Charakteryzuje się nieregularnym metrum oraz językiem bardzo zbliżonym do potocznego. Poeta posługuje się rozmaitymi środkami i chwytami stylistycznymi. Obok epitetów (np. „wielkie domy”, „czerwone serduszko”) i metafor (np. „głos kobiecy przesiąknięty / słodzikiem pedagogicznym”) pojawiają się także różnego rodzaju wyrażenia potoczne („słuchałem ćwierkania / pani redaktorki radia bzdet”) oraz dźwiękonaśladowcze (np. „kikiriki”, „cip cip cip”). To pomieszanie stylów w doskonały sposób oddaje istotę kultury masowej, w której warstwy tego, co poważne i wartościowe mieszają się z tym, co jest tych przymiotów pozbawione.

W wierszu Tadeusza Różewicza refleksje podmiotu lirycznego zainicjowane zostają przez obcowanie z kulturą masową. Wszystko rozpoczyna się od słuchania „czarnej skrzynki” – radia. Określenie to można uznać nie tylko za metaforyczne ukazanie odbiornika, ale także za zaznaczenie, że radio, podobnie jak czarna skrzynka w samolotach, stało się rejestratorem życia kulturalnego. To właśnie stamtąd podmiot liryczny dowiaduje się o walentynkach. Następnie rozpoczyna się długi wywód na temat stanu współczesnej kultury.

„Amerykanie kupują Amerykanom” – wzorce przychodzą z zagranicy, są bezmyślnie przejmowane. Tradycja narodowa jest coraz mocniej wypierana, najpopularniejsze staje się to, co da się sprzedać. Wszystko przybiera kształt serduszek, miłość staje się hitem komercyjnym. Postrzega się ją w kategoriach marketingowych, nie chodzi już o prawdziwą warstwę uczucia, ale o to, co można z niego wydobyć i zaoferować masowemu odbiorcy. Żeby pokazać powagę sytuacji, podmiot liryczny w iście reportażowy sposób przedstawia historię zamordowanego dziecka. Miłość jest zdewaluowana – ojciec zabija potomka, ponieważ ten płakał. Matka pojmuje, że mężczyzna źle się zachował, ale nadal go kocha. W takim razie na pierwszy plan wysuwa się fizyczny aspekt miłości, namacalny. Świadczą o tym serduszka, prezerwatywy itp.

W drugiej części podmiot liryczny opowiada o kolejnych walentynkach, tym razem mają one miejsce rok później – w 1995. Ponownie refleksja nad stanem ludzkości wychodzi od słuchania „czarnej skrzynki”. Postać mówiąca opowiada o ludzkim pędzie i zatraceniu wartości. Wszystko podporządkowane jest zasadzie konsumpcji, czym więcej – tym lepiej. Ludzie stają się brutalni, „homo sapiens / potrafi inną istotę / doścignąć zabić / obedrzeć ze skóry i zjeść”. To przecież zaprzeczenie istoty człowieka myślącego, sprowadzenie go do zwierzęcia. Następnie podmiot liryczny podejmuje kwestie rozpadania się autentycznych związków w rodzinach. Opowiada o chłopcu, który bardzo chciałby, by tatuś mieszkał z nim w domu. Będzie to „jakiś tatuś”, niekoniecznie prawdziwy. Bycie odpowiedzialnym rodzicem już dawno stało się „niemodne”. Teraz nawet mówi się innym językiem – „anglo – amerykańskim”.

W trzeciej części utworu pojawiają się Lary i Penaty – dobrotliwe duchy opiekuńcze domowego ogniska z mitologii rzymskiej. Obecnie żyją w betonowych blokach, są przestraszone i zakurzone. Tak naprawdę nie mają się już czym opiekować. Ludzie w swoim dzikim pędzie schodzą się i rozchodzą. Nikt się nie stara, każdy liczy na kolejną szansę od losu. Wszystkie dawne wartości są coraz bardziej zdegradowane, zmniejsza się rola ojca w rodzinie, zmniejsza się siła więzi międzyludzkich.

„Walentynki (poemat z końca XX wieku)” to dzieło bardzo wymowne. Poeta ukazuje postępującą degradację kultury i człowieka. Ludzie zachowują się jak kury (o czym świadczy wers „cip cip cip dziewczynki”), pędząc bezmyślnie za ziarnem, które wskazują im inni. Miłość z uczucia stała się dobrym interesem. Jedyną autentyczną wartością, jaka za nią podąża jest pieniądz (za pluszowe serca itp.). Osłabiona zostaje rodzina, przestaje opierać się na autentycznych wartościach, w życiu dzieci pojawiają się „jacyś tatusiowie”.

Wizja roztoczona przez Tadeusza Różewicza jest przerażająca. Pokazuje on ludzkość jako zbitą masę identycznych jednostek, pędzących za tym, co akurat okazuje się modne. Osłabione są autentyczne wartości, wszystko jest wymienne, wszystko można kupić. Zdecydowanie nie jest to świat, z którym poeta pragnie się utożsamiać. Stąd ta druzgocąca krytyka końca XX wieku.

Podobne wypracowania