Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Andrzej Bursa „Jedenastoletni zakochany” - interpretacja i analiza wiersza

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Wiersz „Jedenastoletni zakochany” jest w dorobku Andrzeja Bursy utworem wyjątkowym – nie ma w nim brutalności i dosadności typowej dla utworów tego poety, zaś zarysowana tu sytuacja ujmuje swym liryzmem i delikatnością.

Wiersz został wystylizowany na dialog dwóch osób – tytułowego „jedenastoletniego zakochanego” i dorosłego mężczyzny występującego w formie pewnego rodzaju mentora, korzystającego z przynależnego mu autorytetu. Podmiot liryczny pozostaje ukryty, pełniąc rolę narratora, który nie wypowiada się bezpośrednio głosem żadnej z osób dialogu ani nie opowiada się po żadnej z jego stron.

Sytuacja liryczna zostaje dokładnie rozrysowana już w pierwszych wersach, kiedy starsza z osób dialogu pyta: „Beksa płaksa.../ Dlaczego płaczesz?”, otrzymując natychmiast jasną, szczerą i po dziecięcemu naładowaną emocjami odpowiedź: „Moja miła wyjechała daleko/ I już więcej jej nie zobaczę...”. Jej kształt zaskakuje jednak przez wzgląd na charakter rozmówcy – dziwi nieco nazywanie przez jedenastoletniego chłopca przedmiotu swojej fascynacji „moją miłą”. Zasygnalizowany w ten sposób konflikt stanie się osią całego dialogu, w którym osoba dorosła będzie próbowała udowodnić swojemu rozmówcy, iż poniekąd – przez wzgląd na swój wiek – nie ma prawa do tego typu emocji.

Powiada: „Masz jeszcze czas na rozterki duszy”, prawo do nich jest bowiem zastrzeżone przez świat dorosłych. Cierpienia „przeznaczone” dla dzieci mają ograniczać się do stłuczonych kolan i „brania w skórę”, jakie tytułowy bohater wiersza znosi dzielnie i bez płaczu. Dorośli pragną bowiem wierzyć, że tylko takie problemy mogą nękać istoty uważane za niepełne w sensie emocjonalnym. Czy jednak mamy podstawy do takich przekonań? Starszy bohater dialogu nie dostarcza nam na to żadnych dowodów, nie wywodzi w żaden logiczny sposób, dlaczego prawdziwa miłość i związane z nią cierpienie są nieosiągalne dla jedenastoletniego człowieka. Nie daje swemu rozmówcy żadnych pozytywnych wskazań, potęgując jedynie jego poczucie zagubienia stwierdzeniem: „Jesteś za duży żeby płakać/ A za mały żeby kochać”.

Stojąc pośrodku drogi między dzieciństwem a dorosłością, chłopiec nie ma więc prawa do emocji żadnego z tych dwóch światów. Wedle dorosłego rozmówcy uczucia powinny mieć swoje miejsce i czas, poddawać się logicznej systematyzacji i mieć swój „termin przydatności”.

Konflikt pomiędzy dorosłym a jedenastolatkiem możemy przenieść na płaszczyznę uniwersalną – każdy z nas bywa czasami „jedenastoletnim zakochanym”, który doświadcza emocji zarezerwowanych pozornie dla innego świata. Uczucia nie dają się jednak przyporządkować do żadnych przedziałów wiekowych ani konkretnych funkcji społecznych, ogarniając nas częstokroć wbrew naszej woli, w sposób dla nas samych nieoczekiwany. Świat zewnętrzny jest zaś jak ów starszy rozmówca, uparcie dążąc do wtłoczenia nas w sztuczne schematy i przypisania nam określonej roli. Jak powiedziałby Gombrowicz – „gęby”.

Każdy z nas jest więc w swoim indywidualizmie emocjonalnym tak pozbawiony zrozumienia, samotny i w pewnej mierze śmieszny jak ów chłopiec, który: „[błąka się] po oziębłym globie/ Wielkie dziury obnosząc w pończochach/ I czerwone odstające uszy”.

Podobne wypracowania