Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Andrzej Bursa „Pedagogika” - interpretacja i analiza wiersza

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Okres osobistego i twórczego dojrzewania Andrzeja Bursy przypadł na czasy smutnego PRL-u, kiedy egzystencja przeciętnego Polaka ograniczała się zwykle do codziennej walki o przetrwanie, zdobycie podstawowych artykułów spożywczych i szukanie pokątnych rozwiązań, które mogłyby jakkolwiek polepszyć warunki bytowania. W odczuciu młodego poety – otaczająca ze wszystkich stron beznadzieja powodowała duchową stagnację jednostki i jej stopniowy moralny rozkład, który to w swojej twórczości Bursa obrazował za pomocą operowania estetyką brzydoty, celowo nadając wierszom bardzo surową formę, nie stroniącą od dosadności, język zbliżony do tego słyszanego na co dzień.

Taką strategią posłużył się w utworze „Pedagogika”, którego podmiot liryczny ubiera maskę surowego nauczyciela, udzielającego czytelnikowi lekcji z przedmiotu, jaki posłużył za tytuł dzieła. Już w pierwszym wersie wysuwa zasadniczą dla swej wypowiedzi tezę: „Z dziećmi trzeba surowo”, której realizacja ma dokonać się za pośrednictwem powracającego kilkakrotnie w postaci refrenu „łacha”. Kolokwialnie określona odzież kiepskiej jakości pełni tu rolę substytutu dla czegoś, co moglibyśmy podarować dziecku w normalnych okolicznościach. Jednak w sytuacji, jaką opisuje podmiot liryczny, okazuje się darem zbyt drogocennym. Ów „łach” pełni wobec tego rolę symbolu dla ogółu substytutów, jakie wedle porad „ja” mówiącego powinny zastąpić prawdziwe wartości – jak choćby rodzicielską czułość, troskę, starania o zniwelowanie braków materialnych w życiu dziecka.

Są to wartości gotowe do „użytkowania”, jak wspomniany w tekście płaszcz, podmiot liryczny radzi jednak, by zatrzymać je na lepszą okazję i zastąpić byle czym, tak, aby nie zepsuć małego człowieka żadnym nadmiarem. To „niewiele”, jakie możemy dać dziecku bez obaw o niepedagogiczne zachowanie, to i tak zbyt wiele, podmiot liryczny powiada bowiem:
„ten łach to moja praca
moje wyprute żyły (...)
moje stracone złudzenia
moje niedoszłe posłannictwo
moje złamane życie
moja martwa perspektywa”.

Wymienia typowe pretensje, jakie sfrustrowany i rozczarowany swoim życiem rodzic kieruje w stronę dziecka, szukając w jego pojawieniu się usprawiedliwienia dla własnej nieudolności. Owe pretensje mają być również usprawiedliwieniem dla znikomej wartości tego, co przekazujemy dzieciom – skoro sami musieliśmy poświecić swoje szczęście dla potomka, to on również nie powinien być szczęśliwy.

Uwidacznia się tutaj bardzo typowa dla epoki PRL-u mentalność, wedle której poszukiwania przyczyn wszechogarniającej nędzy i beznadziei rozpoczynano zawsze od czynników i osób zewnętrznych, nie chcąc widzieć ich w samym sobie. Najprościej było winić i karać jednostki najbardziej bezbronne, nie potrafiące przeciwstawić się oskarżeniom i walczyć o swoje prawa, zaś na końcu „łańcucha bezbronności” – w każdej epoce i w każdym społeczeństwie – stały zawsze dzieci. Dlatego też podmiot liryczny właśnie ich przykład wybrał sobie dla opisu emocjonalnego rozkładu patronującego współczesnej mu sytuacji.

Z całą pewnością możemy stwierdzić, iż jego intencją było napiętnowanie egoizmu i braku normalnych ludzkich więzi opartych na pozytywnych emocjach, czego kwintesencją stały się porady wystosowane na zasadzie odwrócenia: z wiersza dowiadujemy się tak naprawdę o tym, jak nie należy postępować z dziećmi i czego nie możemy mieć im za złe. Jednocześnie możemy domyślać się, iż wypowiedź podmiotu lirycznego z sarkazmem odnosi się do sformułowań, jakie częstokroć był zmuszony wysłuchiwać od domorosłych pedagogów PRL-u.

Podobne wypracowania