Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Napisz opowiadanie - Dalsze losy Tomka Sawyera

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Tomek i Huckelberry Finn długo znajdowali się w centrum uwagi całego miasteczka Sankt Petersburg. Wiadomość o tym, jak dzięki swojej odwadze udało im się dowieść prawdy na temat morderstwa doktora Robinsona, szybko obiegła okoliczne wioski i osady. Huck nic sobie z tego nie robił. Uciekał ze szkoły, kiedy tylko mógł – najwygodniej spędzał czas pod gołym niebem, żując tytoń. Niekiedy wyciągał na swoje eskapady także Tomka Sawyera. Kiedy szum wokół nich nieco ucichnął, tak jak Tomek obiecał – chłopaki założyli bandę rabusiów.

Kilka dni temu zorganizowali swój pierwszy napad z prawdziwego zdarzenia. Celem rabunku był sklep niejakiego pana Mitcha. Wszystko było zaplanowane od a do zet, chociaż Huckelberry opowiadał się za tym, żeby po prostu wpaść do sklepu, ukraść co popadnie i uciec, gdzie pieprz rośnie, zanim pan Mitch zorientuje się, co się stało i zacznie ich gonić. Tomek nie podzielał zdania Hucka, dlatego uknuł misterną intrygę. Joe potakiwał na wszystkie pomysły przywódcy bandy rabusiów, więc decyzją większości, wszystko miało być wykonane tak, jak Sawyer wymyślił. Chłopcy nie mogli doczekać się rabunku.

Było lato, a ten dzień był niezwykle słoneczny. Połowa miasteczka ukrywała się przed zaduchem w mieszkaniach i domkach. W sklepie pana Mitcha nie było żywego ducha i stary sklepikarz zastanawiał się, czy aby nie zamknąć sklepu. Popołudnie było tak senne, może uciąłby sobie krótką drzemkę? Joe, Huck i Tomek tylko na to czekali. Pan Mitch wywiesił na drzwiach plakietkę, która dumnie ogłosiła wszem i wobec, że sklep jest zamknięty. Rabusie odczekali jeszcze kilkanaście minut. Przez duże szklane okna widać było drzemiącego pana Mitcha.

Leżał na fotelu bujanym akurat obok celu ich wyprawy – paczki tytoniu dla Hucka, butelki oranżady dla Joego oraz jabłek dla Tomka. Wszystko miało się odbyć tak, aby sklepikarz nie zorientował się, że został okradziony, zanim chłopcy opuszczą teren zbrodni. Jak przypuszczali, sędziwe drzwi sosnowe były zamknięte od strony wewnętrznej kluczem. Huck miał jednak wprawę w otwieraniu najbardziej opornych zamków zwykłą spinką do włosów, bądź przy małej pomocy igły. Huckelberry przystąpił do dzieła. Nie minęła chwila, jak w zamku głośno kliknęło.

Uradowanym chłopcom zaczęło udzielać się podniecenie. Bali się, że zostaną nakryci, ale jednocześnie wiedzieli, że przeżyli już znacznie bardziej niebezpieczne przygody niż napad na sklep.

- Udało nam się wsadzić do pudła prawdziwego zabójcę doktora Robinsona, to i z rabunkiem pójdzie nam jak po maśle – przekonywał kilka dni wcześniej Tomek. – W końcu jesteśmy bohaterami!

Banda rabusiów, której do tej pory nie nadali odpowiedniej nazwy (padały najbardziej skrajne pomysły: „Krwawi bandyci”, „Niepokonani rabusie”, „Kieszonkowcy z Sankt Petersburga”), szybko przekroczyła próg sklepu. Trzeba było uważać, bowiem podłoga w niektórych miejscach skrzypiała przeraźliwie. Chłopcy niemal bezszelestnie poruszali się pomiędzy półkami pełnymi towarów. Tomek czuł wyraźnie bicie swojego serca. Huck wydawał się jak najbardziej opanowany – on do tego typu rzeczy bardzo przywykł, w końcu żył z kradzieży.

Sawyer wyciągnął rękę po jabłka i nagle podskoczył z przerażenia. Ciszę popołudniowego lata przerwał ostry brzęk tłuczonego szkła. To oczywiście Joe zbił butelkę, kiedy sięgał po oranżadę. Tylko przez ułamek sekundy chłopcy nie wiedzieli, co dalej. Złapali, co mogli i nim budzący się pan Mitch zdołał wszcząć raban, czmychnęli z łupem w stronę ich nowej kryjówki. Chłopcom udało się ukraść kilka jabłek, tytoń i dodatkowo garść cukierków.

Podobne wypracowania