Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

„Dzieci z Bullerbyn” - opowiadanie. Opowiadanie o przygodzie z wybranym bohaterem książki

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Lisa zawsze miała dużą wyobraźnię. Nie znałam drugiej tak miłej i pomysłowej dziewczynki. Pewnego dnia miałyśmy razem bardzo ciekawą przygodę. Działo się to w czasie upalnego lipcowego dnia. Jak zwykle nudziłyśmy się niemiłosiernie, ale znając Lisę, wiedziałam, że szybko coś wymyśli. Postanowiłyśmy pójść nad pobliski strumyk i pochlapać się w zimnej wodzie. Upały doskwierały tak bardzo, że nawet w cieniu było ponad dwadzieścia osiem stopni Celsjusza. Jedynym ratunkiem było pozostanie w domu, jak zrobiła to reszta gromadki z Bullerbyn albo właśnie ożywcza kąpiel w strumyku w cieniu wielkich lip.

Jako że miałyśmy mnóstwo wolnego czasu, nie spieszyłyśmy się z naszą kąpielą. Lisa skakała z kamienia na kamień, mocząc przy tym nogi. Naraz zamarła w bezruchu. Coś najwidoczniej przykuło jej uwagę, bo wpatrywała się w miejsce nieopodal jej stóp. Przechyliła głowę, po czym wskoczyła do potoku i podniosła coś z ziemi. Podeszłam jeszcze bliżej, aby się dokładniej przypatrzeć nowej zdobyczy mojej małej przyjaciółki.
- Co to takiego? – zapytałam, patrząc na zbitkę szarych piór.
- Pisklę – odparła Lisa. – Musimy je uratować!

Najwyraźniej szary ptaszek wypadł z gniazda, a nie umiał latać, aby móc tam wrócić z powrotem. Obie wpadłyśmy na pomysł, aby zanieść nieszczęsne zwierzątko do domu i poradzić się rodziców Lisy, co mogą z nim zrobić i jak mu można ewentualnie pomóc. Prędko pobiegłyśmy do Zagrody. Mama Lisy piekła w kuchni ciasteczka. Tata Lisy czytał popołudniową gazetę. Kiedy zobaczył niewielkie pisklę w rękach Lisy, bardzo się tym przejął.

Powiedział, że zwierzątko natychmiast trzeba zawieźć do weterynarza, aby ten je zbadał i powiedział im, jak mogą się o niego zatroszczyć. Na wycieczkę do weterynarza, do którego znowu nie było tak blisko, chcieli wybrać się wszyscy – Olle, Lasse, Anna, Britta i Bosse, jednak tata powiedział, że mogę pojechać tylko ja i Lisa, bo my znalazłyśmy ptaszka i mu pomogłyśmy.

Droga do lekarza zabrała nam kilka godzin. Przez cały ten czas biedna Lisa spoglądała co chwila na zwierzątko w obawie, że wyzionie ducha zanim znajdzie się u specjalisty. W końcu, gdy udało nam się dotrzeć na miejsce, pan weterynarz powiedział, że zwierzątko ma złamane skrzydło i trzeba będzie je obandażować. Dodał, że wszystko wskazuje na to, że ptaszek wyjdzie z tego cały i zdrowy i że nie musimy się już o niego martwić. Lisa odetchnęła.

Pan weterynarz powiedział, że musimy włożyć pisklę z powrotem do gniazda. Nakazał też, aby gniazdo trochę podbudować – w taki sposób, żeby mały ptaszek już nigdy więcej z niego nie wypadł. Lisa bardzo się tym przejęła. Widziałam ją wczoraj, jak z drobnych gałązek robiła nowe, bardzo duże gniazdo. Pomógł jej w tym tata. Po południu tata Lisy rozstawił wielką drabinę koło lipy, z której spadł ptaszek, wyjął ze starego gniazda inne małe pisklaki i starannie przełożył je do nowego, bardziej bezpiecznego domku. Trwało to kilkanaście minut.

Po tym wydarzeniu dzieci, a w szczególności Lisa i ja, często zaglądałyśmy do gniazda, aby sprawdzić, jak się miewa Szarak (takim imieniem moja mała przyjaciółka go ochrzciła). Po kilku tygodniach można już było zdjąć z jego skrzydełka bandaż, który utrudniał mu poruszanie i próby latania. W kilka dni później zobaczyłyśmy, jak po raz pierwszy wylatuje z gniazda samodzielnie. Wciąż był to lot trochę nieporadny, ale przynajmniej uratowałyśmy małemu życie.

Podobne wypracowania