Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Dobro i zło - „Mistrz i Małgorzata” Bułhakowa jako powieść filozoficzna o moralności. Opracowanie

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Ponadczasowość powieści Bułhakowa wynika przede wszystkim z poruszanej w niej tematyki filozoficznej i moralnej. Dzieło rosyjskiego artysty stanowi wypowiedź na temat miejsca Boga i religii w życiu człowieka, na temat miłości i wolności, a także jest rozważaniem o współistnieniu dobra i zła, winy, kary i przebaczenia. Efekt ten osiąga autor zestawiając dwa plany wydarzeń, moskiewską rzeczywistość lat trzydziestych XX wieku i proces Jeszui Ha–Nocri, rozgrywający się na początku naszej ery, a także – poprzez zderzenie realności z fantastyką.

Już w pierwszym rozdziale dyskutowany jest problem istnienia Boga. W Związku Radzieckim obowiązywał ateizm, władza zwalczała wszelkie przejawy religijności. Oficjalny pogląd głosił, że Boga nie ma i taką wersję zobowiązani byli głosić także artyści. To dlatego Berlioz krytykuje poemat Iwana Bezdomnego. Poeta napisał bowiem utwór, w którym przedstawia postać Jezusa. I choć obraz to bardzo niepochlebny, sam fakt uznania istnienia postaci znanej z Biblii był nieprawomyślny. Do dyskusji literatów włącza się Woland podający się za obcokrajowca. Paradoksalnie, to właśnie szatan przekonuje zagorzałych ateistów, że Jezus istniał twierdząc, że był nawet świadkiem jego sądu.

Ponadto Woland odwołuje się do wyższego porządku, pyta na przykład: „Jak człowiek może czymkolwiek kierować, skoro pozbawiony jest nie tylko możliwości planowania na choćby śmiesznie krótki czas, no, powiedzmy, na tysiąc lat, ale nie może ponadto ręczyć za to, co się z nim samym stanie następnego dnia”. Chwilę później przepowiada Berliozowi rychłą tragiczną śmierć przez odcięcie głowy. Spełnienie tej przepowiedni jest niczym argument na istnienie Boga. Człowiek ma niewielki wpływ na swoje losy, kieruje nim i jego losami w dużej mierze potężna siła. Nawet zdaniem Wolanda lepiej i „łatwiej” jest żyć wierząc w Boga, bo wówczas człowiek nie czuje się taki samotny i bezsilny wobec losu.

Niezwykle istotne jest w „Mistrzu i Małgorzacie” zagadnienie dobra i zła. Już samo motto zaczerpnięte z „Fausta” Goethego naprowadza na tę tematykę. Mefistofeles z „Fausta” mówi o sobie: „Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro”. Podobnie jest z Wolandem, który przybywa na ziemię i wbrew sobie czyni więcej dobra niż zła. Zło i dobro to dwie kategorie etyczne, które nie mogą bez siebie istnieć. Doskonale tłumaczy to Woland Mateuszowi Lewicie, posługując się metaforą światła i cienia: „Bądź tak uprzejmy i spróbuj przemyśleć następujący problem – na co by się zdało twoje dobro, gdyby nie istniało zło, i jak by wyglądała ziemia, gdyby z niej zniknęły cienie? Przecież cienie rzucają przedmioty i ludzie. Oto cień mojej szpady. Ale są również cienie drzew i cienie istot żywych. A może chcesz złupić całą kulę ziemską, usuwając z jej powierzchni wszystkie drzewa i wszystko, co żyje, ponieważ masz taką fantazję, by się napawać niezmąconą światłością? Jesteś głupi”. Uosobieniem tej „niezmąconej światłości” jest postać Jeszui Ha-Nocri, który każdego nazywa dobrym człowiekiem, do nikogo nie żywi nienawiści, nawet do swoich oprawców. Zostaje skazany na śmierć za głoszenie prawdy, za to, iż pragnął lepszego świata.

Dla tematyki moralnej ów drugi plan, plan wydarzeń w Jerozolimie, ma szczególne znaczenie. Główną rolę odgrywa tu Piłat, prokurator Judei. To on ostatecznie zatwierdza wyrok śmierci na człowieka, w którego winę nie wierzy. Ulega naciskom arcykapłana, nie chcąc narażać swej pozycji i popaść w konflikt z władzą cesarską. Piłat stchórzył, strach jest jego grzechem głównym; w przeciwieństwie do Ha-Nocri nie ma odwagi bronić swoich przekonań, staje się niewolnikiem systemu panującej władzy. Ponosi za to karę, do końca życia, a potem także po śmierci, dręczą go wyrzuty sumienia. W zaświatach wciąż na nowo przeżywa swoje tchórzostwo i cierpi samotność: „Prawie od dwóch tysięcy lat siedzi on na tym szczycie i śpi, ale kiedy nadchodzi pełnia księżyca, dręczy go, jak widzisz, bezsenność. (...) Powtarza, że nawet przy księżycu nie może zaznać spokoju i że przyszło mu zagrać niedobrą rolę. Mówi tak samo zawsze, ilekroć nie śpi, a kiedy śpi, śni mu się ciągle to samo – pasmo księżycowego światła, którym chciałby iść i rozmawiać z więźniem Ha–Nocri, ponieważ, jak utrzymuje, nie zdążył czegoś dopowiedzieć wówczas, dawno temu, czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan. Ale, niestety, nie udaje mu się wejść na tę drogę, nikt też do niego nie przychodzi. Więc, cóż robić, musi rozmawiać sam ze sobą. A zresztą, człowiek musi mieć przecież jakieś urozmaicenie, więc swój monolog o księżycu często uzupełnia stwierdzeniem, że nade wszystko w świecie nienawidzi własnej nieśmiertelności i swej niebywałej sławy”.

Ale ostatecznie i jemu zostaje wybaczone. W przeciwieństwie do Mateusza Lewity, który jest prawy, ale nie potrafi wybaczyć, Jeszua w ostatniej scenie, która jest wizją Iwana Bezdomnego, zaprzecza, by jego śmierć miała miejsce z winy Piłata, tym samym ostatecznie odpuszcza mu jego winy, jego grzech uznaje za niebyły. Zło zostaje wybaczone.

Zło w „Mistrzu i Małgorzacie” jest wynikiem ludzkich działań, przede wszystkim tchórzostwa i podporządkowania się nieludzkiemu systemowi, który dyktuje człowiekowi, jak powinien postępować. Ale, jak twierdzi Jeszua: „na świecie nie ma złych ludzi”; są tylko tacy,  których skrzywdził los i zboczyli z właściwej drogi.

Podobne wypracowania