Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Opowiadanie o miłości nastolatków - napisz opowiadanie miłosne

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Zdarzyło się to, kiedy wszyscy – to znaczy ja, Sylwia i Paweł – jeździliśmy jeszcze na wakacje do moich dziadków na wieś. Mieliśmy wtedy po 16 lat i kochaliśmy to miejsce pachnące jabłkami i całkowitą wolnością. To był ostatni nasz wspólny wyjazd tam i pierwszy tak szczególny dla Sylwii.

Trzeciego dnia pobytu, gdy już trochę zdążyliśmy nacieszyć się wylegiwaniem na słońcu, wiejskim mlekiem i masłem i siedzeniem przez pół dnia w jeziorze, babcia podczas podwieczorku, podjadając maliny ze śmietaną, oznajmiła nam:
- Słuchajcie moje łakomczuchy, umówiłam się z panią Lewandowską, wiesz Lidka – mówiąc to, spojrzała na mnie. – Tą, która mieszka obok wielkiego dębu, pod numerem 53. Macie jutro z rana zjawić się u niej i nazbierać parę kilo czereśni, będziecie mieć na kilka dni, a i my z dziadkiem chętnie posmakujemy tych pyszności Lewandowskiej.
- O której mamy tam iść? Mam nadzieję, że będziemy mogli się trochę wyspać – zaniepokoił się o swoją długość snu Paweł.
- Nic się nie martw Pawełku, o czwartej rano nie zerwę z spod kołder – podśmiewała się babcia, zadowolona, że będzie miał ją kto wyręczyć w zrywaniu jej ulubionych owoców.
- No to o której, babciu? – chciałam koniecznie wiedzieć, bo i ja wolałam poleniuchować trochę dłużej, ale znając babcię, mogła mieć różne pomysły.
- Pójdziecie, jak się wyśpicie. Ot i już.

I tak właśnie zrobiliśmy. Następnego dnia zaraz po śniadaniu i kilku kilometrach drogi staliśmy na podwórku pani Lewandowskiej. Sąsiadka wypytała nas oczywiście najpierw o szkołę, wakacje, po czym zaopatrzyła w skrzynki i skierowała do sadu.

Po jakiejś godzinie zrywania i podjadania owoców dołączył do nas chłopak:
- Jestem Alek – przedstawił się. – Wnuk właścicielki tego czereśniowego sadu – zażartował.
- Sylwia – powiedziałam krótko w odpowiedzi. – Wnuczka państwa Witkowskich, a to Sylwia i Paweł, moi przyjaciele ze szkoły.

Do dziś pamiętam, jak oni na siebie spojrzeli, Sylwia i ten nieznajomy chłopak. Wtedy dopiero uwierzyłam we frazę „coś zaiskrzyło między nimi”. I faktycznie, te fluidu, które sobie wysyłali, były prawie namacalne. Para zakochanych od pierwszego wejrzenia nie mówiła do siebie zbyt dużo tego pierwszego, „czereśniowego” dnia. Oboje byli trochę onieśmieleni, ale wyraźnie czuło się między nimi to radosne i zarazem niepokojące napięcie, które zapowiadało coś niezwykłego.

No a potem zaczęli się spotykać. Na początku Alek przychodził do nas i chodził z nami wszędzie, gdzie akurat się wybieraliśmy. Wieczorami, gdy ja i Paweł byliśmy już w pokojach, Alek i Sylwia albo gadali na ganku jeszcze przez kilka godzin, albo szli na spacer nad jezioro i tam patrzyli w gwiazdy i trzymali się za ręce.

Według Sylwii, z której czasem udało mi się wydusić coś na temat jej nowego chłopaka, Alek był zupełnie inny niż wszyscy chłopcy, których znała. Słuchając tego myślałam, że to typowa postawa zakochanej – klapki na oczach i idealizowanie. Dziś już wiem, że to nie była tylko ślepa miłość nastolatki, dla której ukochany jest bez skazy.

Czas pobytu u dziadków skończył się i nim się obejrzeliśmy – trzeba było wracać. Razem z Pawłem myśleliśmy, że letnia miłość Sylwii wygaśnie szybciej, niż się zaczęła. Ale myliliśmy się. Nie tylko się nie skończyła, ale przetrwała do dziś.

- Halo?
- Będziesz moim świadkiem na ślubie?
- Sylwia, co ty, oświadczył się?!
- Pobieramy się w czerwcu, ta sama data, jak w dniu kiedy się poznaliśmy! – usłyszałam w słuchawce samo szczęście.
- Pewnie, że będę świadkiem i w przygotowaniach też pomogę – obiecałam z gorliwością.

I tak właśnie skończyła się rozpoczęta wtedy, w wakacje miłosna przygoda Sylwii.

Podobne wypracowania