Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Przerwa w szkole - opis sytyuacji

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Na ten moment czekało przez długie czterdzieści pięć minut kilkaset uczniów z pewnego liceum ogólnokształcącego w Warszawie. Dzwonek! Pani z chemii, którą z racji dość charakterystycznego nosa jej wychowankowie pieszczotliwie zwykli nazywać „Pinokiem”, resztkami sił próbowała przekrzyczeć pakujących się nastolatków i wytłumaczyć zadane do domu ćwiczenia.

Niestety, Tomek z Piotrkiem już zawzięcie omawiali swoje plany dotyczące najbliższych dwudziestu minut i ani w głowie im było przysłuchiwać się wywodom kościstej chemiczki.

W sąsiedniej sali uczniowie cały czas tkwili w swoich ławkach, gdyż za niewłaściwe zachowanie potężny, zwykle rubaszny, jednak w tym momencie srogi przedstawiciel braci polonistycznej zaordynował przedłużenie lekcji o dodatkowe pięć minut. Józek nerwowo przebierał palcami i z niepokojem patrzył na Adama, który odwzajemniał pełne niepewności i napięcia spojrzenie koledze. Przecież teraz powinni być na boisku za szkołą!

Na szkolnej murawie zaczynało przybywać ludzi. Ta długa przerwa była planowana od wielu dni. To dzisiaj bowiem miał odbyć się decydujący mecz ostatecznie potwierdzający dominację klasy IIIC nad IIIE. Grunt, że przedstawiciele obu grup uznawani byli za najlepszych w szkole specjalistów od futbolu, a dzisiejszy dzień miał rozstrzygnąć, komu przypadnie pierwszeństwo.

Piotrek prężnym krokiem przechadzał się po boisku powoli stwierdzając, że odniósł zwycięstwo walkowerem, gdyż Józek póki co nie pojawiał się na horyzoncie. Po części rozczarowany brakiem możliwości konfrontacji, po części ucieszony łatwą wygraną dumnie prężył pierś naśmiewając się z tchórzostwa przeciwników. Jednak między jedną a drugą przechwałką Piotrek zorientował się, że drużyna przeciwnika pojawiła się na boisku. To zawzięty polonista zatrzymał ich dłużej w klasie!

Kapitanowie drużyn przywitali się z szacunkiem i wylosowali pierwszeństwo do wstępnego rzutu.

Na zrobionych z opon samochodowych trybunach zasiadły najładniejsze dziewczęta w szkole, za ich plecami ciekawie całej akcji przyglądali się przedstawiciele młodszych klas gimnazjalnych. Było więc dla kogo grać! Tym bardziej, że koleżanki przygotowały na tę okazję specjalne okrzyki, a nawet niewielkie transparenty zachęcające futbolistów do zwiększonych wysiłków.

Mecz był przewidziany na maksymalnie dwadzieścia minut, dlatego trzeba było skupić wszystkie swoje siły i doprowadzić do przewagi już w pierwszej części meczu. Na początku przewaga wyraźnie należała do IIIE. Piotrek zręcznie dryblował i wymijał przeciwników, a dzięki jego podaniom udało się strzelić pierwszego w tym meczu gola! Nastoletni futboliści byli wniebowzięci i z satysfakcją patrzyli na niepocieszonych, pełnych chęci zemsty uczniów IIIC.

Istotnie nie pozostali oni dłużni, gdyż nie minęło wiele czasu, a pod przewodnictwem Józka dzielnym piłkarzom udało się wyrównać i uzyskać wynik 1:1! wszystko dzięki zdecydowanej postawie Adama, który nie pozwolił zastraszyć się wyższemu i roślejszemu koledze, który próbował zatarasować swoim wielkim cielskiem drogę raczej wątłemu chłopcu, a nawet uciec się do faulu.   

Przerwa nieuchronnie zbliżała się do końca, a wynik cały czas pozostawał na niezmiennym poziomie. Wtem pojawiła się chemiczka ze swym nabożnym wyrazem twarzy i wysoko zadartym nosem. „Pinokio!...” - rozległy się przytłumione szepty przerażenia, gdyż nauczycielka była zdeklarowaną przeciwniczką sportu i co ważniejsze – wychowawczynią chłopców z IIIE.

Spojrzawszy na brudnych, spoconych chłopców natychmiast zarekomendowała powrót do klasy. Rozczarowani chłopcy wiedzeni myślą o wizycie na dywaniku u srogiej pani dyrektor już mieli opuszczać boisko, gdy nagle z drugiej strony murawy pojawił się brzuchaty polonista, który najpierw uśmiechnął się jowialnie do swojej koleżanki z gabinetu nauczycielskiego, a potem z pasją grzmotnął: „Do boju!!!”

Przerażona chemiczka nie wiedziała, co robić, gdyż wychowawca IIIC zruciwszy przyciasną marynarkę wbiegł na swych krótkich nóżkach na boisko i począł wspierać swoich wychowanków w sportowych zmaganiach. Pinokio bezradnie spojrzała na dyszącego, wywracającego się i turlającego polonistę, obrzuciła spojrzeniem rozentuzjazmowaną widownię, rzuciła na trawę dziennik i zeszyt uwag i nieco przygarbiona, podreptała na boisko ku ogólnej uciesze zgromadzonej publiczności oraz zawodników z IIIE.

Mecz stał się dwa razy bardziej zacięty, gdyż polonista niczym taran przedzierał się przez bloki szczuplejszych młodzieńców, a chemiczka dzięki swojej zręczności i sprytowi była w stanie obronić każdą piłkę, jaka jej się nadarzyła.

Ta niepozorna kobiecina znakomicie radziła sobie na boisku i w przedostatniej minucie meczu strzeliła gola skonsternowanym i zadziwionym takim obrotem sytuacji wychowankom z IIIC.

Tego zawzięty polonista nie mógł przeboleć! Rozjuszony natarł na bramkę przeciwnej drużyny i nic już nie było w stanie pokrzyżować jego planów, kiedy z zaskakującą lekkością, odwrotnie proporcjonalną do jego rzeczywistej tuszy, zdołał umieścić piłkę w bramce przeciwników!

Było już sporo po godzinie dwunastej, kiedy to zacząć miała się kolejna lekcja. I kto wie, jak skończyłby się ten pojedynek humanistów ze ścisłowcami, gdyby nie deszcz, który najpierw nieśmiało, a później bez żadnych oporów zaczął obmywać zaciętych graczy z kurzu oraz błota i zawzięcie wyganiać z boiska.

Ten dzień przeszedł do historii liceum jako całkowite pojednanie klasy IIIE oraz IIIC, a Pinokio i Brzuchacz chyba po raz pierwszy od rozpoczęcia ich karier nauczycielskich uścisnęli sobie dłonie.

Podobne wypracowania