Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Dalsze losy Zenka Wójcika - opowiadanie. „Ten obcy” Irena Jurgielewiczowa

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Zenek siedział w przedziale, wyraźny niepokój rysował się na jego twarzy. Co chwilę nerwowo zerkał za szybę pędzącego po szynach pociągu. Miarowy stukot zdawał się chcieć uśpić jego czujność. Doktor Zalewski powiedział, że jego wujek z niecierpliwością oczekuje przyjazdu zagubionego bratanka. Do tej pory nie mógł w to uwierzyć.

Wstał z wygodnego siedzenia, aby rozprostować nogi. Myślał teraz tylko o tym, co powie wujowi Antosiowi, gdy go zobaczy. Czy będzie musiał wszystko jeszcze raz tłumaczyć. Przecież wszyscy wiedzieli, że w domu Zenka nie można było wytrzymać – te nieustanne kłótnie, bójki z ojcem-alkoholikiem. Dlatego porzucił coś, co ogólnie nazywa się domem. Nie miał najmniejszego zamiaru tam wracać czy też odnawiać kontaktów z tym człowiekiem.

Życie z wujem mogłoby być dla niego początkiem nowego życia. Trzy ostatnie dni, które spędził przy żniwach jeszcze w Olszynach, wydały mu się snem. Oddał zarobione pieniądze Uli. Później nie mieli czasu ze sobą rozmawiać. Wszystko działo się tak szybko, że zapomniał podziękować Julkowi, Marianowi, Uli i Pestce. Obiecał napisać do nich list, zajmie się tym, kiedy tylko będzie miał więcej wolnego czasu.

Pociąg pędził naprzód. Za pięć minut dotrze do Tczewa, gdzie z pewnością oczekuje go wujek. Zenek powoli zaczął wychodzić z przedziału. Wyjrzał przez uchylone okno i dojrzał białą tabliczkę informującą, że dojeżdżają do dworca głównego w Tczewie. Maszyna zaskrzypiała przeraźliwie, gdy maszynista hamował, aż w końcu pociąg ustał w miejscu. Zenek zebrał się na odwagę i na drżących nogach niemal wyskoczył na peron.

Nie było wielkiego tłumu, toteż prawie natychmiast zobaczył wujka. Pierwsze, co przyszło mu na myśl to to, że mężczyzna w średnim wieku z krótkim czarnym zarostem na twarzy, jest bardzo podobny do jego ojca. Zasadniczą różnicą pozostawało to, iż wuj Antoś był szczupły i nosił schludny ubiór. Zenek podszedł do uśmiechniętego pana i przedstawił się najlepiej jak umiał.

Wuj okazał się bardzo sympatycznym człowiekiem. Szybko znaleźli ze sobą wspólny język. Nie mieli zbyt wiele czasu, gdyż Antoś był zapracowany. W drodze odebrał chłopca ze stacji. Zmierzał właśnie na miejsce budowy mostu. Postanowił od razu wziąć ze sobą bratanka, który już wcześniej wyrażał chęci do pracy przy tym ogromnym przedsięwzięciu. Zenek oglądał plac budowy w niemym zachwycie. Każdy tutaj odpowiedzialny był za coś innego. Jedni przeliczali, na jakich wysokościach ułożyć tę i tę część mostu, drudzy zajmowali się obsługą maszyn i dźwigów, trzeci znowu rysowali ołówkiem szkice, na których roiło się od cyfr i rachunków.

Zenek uśmiechnął się do siebie. Został posadzony przy tych właśnie szkicach. Jakiś pan z wielkim, pomarańczowym kaskiem na głowie przedstawił mu sposób działania. Wuj Antoś stał z boku i z dumą patrzył na zaradnego bratanka. Bystry chłopiec szybko odnalazł się w nowym otoczeniu, zdawać by się mogło, że czuł się tutaj jak ryba w wodzie. Zachwyt chłopca nie miał końca. Nie mógł uwierzyć, że spełniło się jego najskrytsze marzenie. Nie musiał się już bać krzyków pijanego ojca. Wziął się za podliczanie słupków i kolumn liczb.

Wiedział, że jest uzdolniony matematycznie. Chciał pokazać wujowi, że jest godzien zacząć wszystko od nowa, że to, co zdarzyło się ostatnimi czasy, nie ma znaczenia. Wszystko oprócz Uli. Uśmiechnął się do siebie, myśląc, że gdyby go teraz widziała, byłaby z niego niezmiernie dumna. Dlatego też po ciężkim dniu w pracy, usiadł za drewnianym biurkiem we własnym pokoju i przy blasku wieczornej świecy zaczął pisać list do przyjaciół z Olszyny. Wiedział, że teraz naprawdę ma to, czego chciał – dostał nową szansę.

Podobne wypracowania