Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Kazimierz Przerwa-Tetmajer „Lubię, kiedy kobieta...” - opracowanie, interpretacja, analiza erotyku

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Erotyk pt.: „Lubię, kiedy kobieta...” był skandalem obyczajowym w ówczesnych czasach. Rzadko kto ośmielał się ukazać z taką dosłownością akt seksualny, tym bardziej, że ówczesna moralność była odmienna od tej XXI-wiecznej. Kobiety dopiero walczyły o równouprawnienie oraz możliwość traktowania swojej seksualności na poziomie równym z mężczyznami. Oznaczało to, że jawne opowieści o kobiecym erotyzmie mogły być uznane za niesmaczne, gorszące i jak najgorzej świadczące o ich bohaterce.

Przerwa-Tetmajer w pewien sposób przełamuje kanon purytanizmu, jednak nie przedstawia kobiety wyemancypowanej. W jego wierszu jest ona istotą podległą mężczyźnie, któremu z kolei przypisane są przymioty umysłu oraz inteligencji. To kobieta przedstawiona jest jako ta, której dominantą są uczucia, żądze i emocje. Mężczyzna z chłodem odnosi się do kontaktu z kobietą i jest w stanie na tyle zdystansować się do przeżywanej chwili, by opisywać ją obiektywnie i niejako „z zewnątrz”.

Wiersz podzielony został na cztery strofy, które odpowiadają czterem fazom aktu seksualnego: od wzbierającego pożądania, poprzez kulminację, po wypoczynek. Przedstawione są wycinki scenek, w których kobieta pełni główną rolę, mężczyzna, choć opisujący, pozostaje dla niej jedynie tłem. Zauważyć należy, iż kobieta została przedstawiona fragmentarycznie: jej rozchylone usta, zamglone oczy, czy naprężone dłonie dają świadectwo o stanie, w jakim znajduje się bohaterka. Są to te części ciała, które obserwuje mężczyzna przytulający kobietę. Mamy więc wrażenie, iż to my jesteśmy obserwatorami zmian zachodzących w kobiecie.

Podmiot liryczny nie oddaje się uniesieniu w zbliżeniu z kobietą, ale obserwuje ją na tyle uważnie, że może później przelać swoje wnioski na papier. Notuje zmiany w kolorycie jej cery, delikatne rozchylenie ust, zauważa zmieniony oddech i odwracanie wzroku. Uczestniczy więc w intymnym kontakcie, ale myślami jest „na zewnątrz”, nie zatapia się w zbliżeniu tak, jak czyni to jego partnerka. Kobieta przedstawiona jest także jako istota, która uważa ujawnianie swoich pragnień jako coś niestosownego. Wstyd, o którym wspomina podmiot liryczny jest nieodłącznym atrybutem kobiety, która walczy ze swoimi pragnieniami i zapewne koniecznością bycia dostojną, szacowną, czcigodną niewiastą: „I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania/ przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania/ zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia, gdy szuka ust a lęka się słów i spojrzenia (...)”. Zapewne wpojone reguły zachowania zabraniają kobiecie być świadomą swoich pragnień i je akceptować, dlatego akt seksualny oraz czerpana z niego przyjemność odbierane są przez nią jako coś wstydliwego i niewłaściwego.

Podmiot liryczny nie widzi w tym żadnego problemu, co więcej – lubi ów kobiecy niepokój w sobie, nie zauważając tendencji do takiego myślenia. Różnice między obiema płciami są tu jasno zarysowane: kobieta całą sobą oddaje się uczuciu, jest emocjonalna, w chwili zbliżenia popęd jest dla niej najważniejszy, daje się ogarnąć pożądaniu. Mężczyzna natomiast to symbol wyważenia, rozsądku i opanowania. Wie, jakie wrażenie wywiera na kobiecie, jest świadomy swojej męskości i czerpie z tego przyjemność i poczucie dumy. Jego domeną jest intelekt, dlatego po zbliżeniu z kobietą jego myśli przenoszą się w inne, mniej „przyziemne” rejony: „(...) a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata/ w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata”.

Wiersz składa się z czterech jednakowych strof, które mają po cztery wersy, a każdy pisany jest trzynastozgłoskowcem ze średniówką po siódmej sylabie. Rymy występują dokładne, żeńskie, parzyste. Pojawia się tu wiele przerzutni, epitetów, paralelizmów składniowych, a także pleonazm, tautologia, inwersja.

Podobne wypracowania