Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Opowiadanie o niezwykłej przygodzie

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Niezwykłe wydarzenie, które mi się przytrafiło, miało miejsce nad morzem, gdzie zostałem zaproszony przez ciocię Jadzię, siostrę mamy.    

Pierwszy tydzień tam spędzony nie wyróżniał się niczym szczególnym. Razem z kuzynem co dzień z rana biegliśmy na plażę, żeby znaleźć dobre miejsca, nim tłum turystów i tubylców pozajmuje każdy metr piasku. Popołudniami graliśmy w siatkówkę plażową, a po kolacji przychodził czas na rowery albo snucie się po mieście i zwiedzanie najciekawszych miejsc.

Słońce już powoli dawało sygnały, że niedługo zajdzie, gdy dwa dni przed wyjazdem szedłem plażą, a Szary – pies kuzyna – aportował rzucane mu patyki. W pewnym momencie zobaczyłem butelkę dryfującą kawałeczek od brzegu. Coś w jej wyglądzie nie dawało mi spokoju, bo była przezroczysta, a w środku widać było wyraźnie, że coś się znajduje. Wyciągnąłem znalezisko z wody i szybko umościłem się na piasku, żeby czym prędzej wyjąć zwitek papieru, który skrywała butelka.

Nie mogłem uwierzyć, że trzymałem w ręku czyjś list. Znalazłem najprawdziwszy list w butelce, co zdarza się tylko w bohaterom książek i filmów. Problem w tym, że nie mogłem z tego listu odczytać ani słowa, a nawet nie miałem bladego pojęcia, jaki to język. Słowa były długie i nie przypominały żadnego ze znanych mi języków, choć miałem pewne podejrzenia, że może pochodzić ze Skandynawii.

Drogę do domu wujostwa pokonałem w rekordowym tempie, co bardzo podobało się Szaremu.
- Robert, chodź ze mną do pokoju! – krzyknąłem od progu do siedzącego w kuchni kuzyna.
- Co jest, pali się?
- Nie pali, tylko mam prawdziwą bombę, nie uwierzysz!

Kuzyn faktycznie nie mógł uwierzyć, że znalazłem coś takiego w naszym morzu i strasznie chciał wiedzieć, jakie tajemnice zawiera kartka z butelki, ja zresztą też. Oczywiście z pomocą przyszedł Internet. Po jakimś czasie okazało się, że mamy do czynienia z językiem islandzkim! Byliśmy w szoku, że list w butelce przepłynął taki szmat drogi, aż z dalekiej zimnej Islandii.

Mieliśmy trochę problemów z przetłumaczeniem islandzkiego tekstu. Ja zostałem u cioci i wujka o tydzień dłużej, żeby poznać tajemnicę, którą skrywała znaleziona kartka. Z pomocą przyszedł wujek, który ma różne znajomości, któregoś dnia wrócił z pracy z gotowym tłumaczeniem.
No chłopcy, tu macie treść waszego znaleziska – uśmiechnął się tajemniczo wujek, gdy dawał nam w niecierpliwe ręce wyczekiwany tekst.

Jakie było nasze zdumienie, gdy zamiast na jakieś niepojące, tajemnicze wyznania mieszkańca dalekiej wyspy, patrzyliśmy na najzwyklejszą listę zakupów. W jednej chwili mój nastrój wilka morskiego, który podbija dalekie lądy i znajduje skarby, prysł. Przez następne dni rodzinka miała temat do żartów z tajemniczego listu, który okazał się dobrym żartem jakiegoś pomysłowego Islandczyka. 

Podobne wypracowania