Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Stanisław Lem „Przyjaciel Automateusza” - streszczenie, opracowanie. Stanisław Lem „Bajki robotów”

Stanisław Lem,Bajki robotów, literatura współczesna, opracowanie

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Bajka Stanisława Lema pt.: „Przyjaciel Automateusza” to przezabawna opowieść o przyjaźni, którą zawiązał pewien robot, i która wywarła ogromny wpływ na jego całe życie.

Otóż, tytułowy Automateusz miał wyruszyć w daleką, niebezpieczną podróż, wcześniej jednak chciał znaleźć sobie jakiegoś towarzysza, który dzieliłby z nim trudy wyprawy, służył pomocą i radą. Robot usłyszał o pewnym wynalazcy, który stworzył urządzenie zwane elektrycznym przyjacielem. Postanowił zakupić więc jednego i razem z nim ruszyć w drogę. Wynalazca sprzedał mu elekroprzyjaciela, i zachwalając jego zalety, włożył w ucho Automateuszowi; przyjaciel bowiem był maleńki jak ziarnko grochu, miał jednak zaprogramowany doskonały elektryczny rozum, który zawsze miał służyć robotowi w potrzebie. Był bardzo funkcjonalny, bo wystarczyło go włożyć do ucha i zatkać watą, by z niego nie wyleciał i już był z nami przez całe życie, poza tym był także nieśmiertelny i niezniszczalny.

Automateusz, uradowany nowym zakupem, wyruszył w podróż. Wuch, bo tak miał na imię jego towarzysz, opowiadał mu przez całą trasę niezliczone ilości zabawnych historii i budził go rano łagodnym śpiewem. Ta sielanka trwała do chwili, gdy okazało się, że robot musi część drogi przepłynąć okrętem. Którejś nocy na morzu rozpętała się straszna burza, która zniszczyła łódź i zatopiła jej załogę. Sam Automateusz tylko cudem przeżył i na ratunkowej szalupie dopłynął do małej, samotnej wysepki. Nazajutrz, kiedy ocknął się po tej tragicznej przygodzie, uświadomił sobie swoje okropne położenie. Wtedy też usłyszał Wucha szepczącego mu do ucha słowa otuchy. Automateusz odetchnął z ulgą, że jest przy nim elektroprzyjaciel, który na pewno zaradzi coś na to beznadziejne położenie. Wuch zaczął się głęboko zastanawiać nad możliwym ratunkiem dla robota. Niestety wyspa była bardzo mała, praktycznie nie było na niej nic prócz kilku kamieni, a zewsząd otaczała ją słona, wstrętna woda. Na odległość kilkuset kilometrów nie było widać nic prócz bezbrzeżnego oceanu.

W tej rozpaczliwej sytuacji elektroprzyjaciel nie znalazł lepszego rozwiązania jak przyspieszenie własnej śmierci przez robota. Dał mu nawet najszybszy sposób na to, jak to bezboleśnie wykonać – wystarczyło tylko wciągnąć do płuc dużą ilość słonej wody i po prostu utopić się. Ta iście „przyjacielska” rada wyprowadziła z równowagi Automateusza. Na nic zdały się logiczne wywody Wucha, że jest to jedyny sposób, by w miarę szybko i bezboleśnie zakończyć swoją gehennę. Zapobiegnie to mękom głodowym i powolnej śmierci w skwarze słońca, jak również cierpieniom spowodowanym przez pomieszanie rozumu. Automateusz był wściekły. Jedyną rzeczą, której teraz pragnął, było pozbycie się przyjaciela, który nie przestawał głosić swoich mów o korzyściach szybkiego umierania. Automateusz chciał jednak żyć i argumenty Wucha zupełnie nie trafiały mu do przekonania, co więcej –  każde kolejne słowa coraz bardziej go irytowały. Chciał zniszczyć Wucha i próbował wszystkich dostępnych sposobów, by dokonać tej sztuki. Jego elekroprzyjaciel był jednak nieśmiertelny i niezniszczalny, dlatego nic sobie nie robił z agresywnych działań swojego towarzysza.

Po usilnym uderzaniu głową o kamienie, Automateuszowi udało się wydostać z ucha uprzykrzonego kompana. Potem wypróbował na nim najcięższe kamienie, jednak ziarenko wciąż pozostawało w nienaruszonym stanie. Wuch nie mógł zrozumieć, dlaczego Automateusz wyżywa się na nim za jego „dobre rady” i obwinia go za zaistniałą sytuację, jednak starał się wytłumaczyć działania przyjaciela. Najbardziej robota denerwowało to, że kiedy on będzie musiał zginąć, Wuch będzie sobie dalej tkwił przez tysiące lat w nienaruszonym stanie, aż któregoś dnia doczeka się ratunku.

Nagle, gdy robot odpoczywał po kolejnej próbie pozbycia się Wucha, przed jego oczyma pojawił się okręt. Automateusz oszalały z radości zaczął wrzucać kamienie do wody i krzyczeć z całej siły, by zwrócić na siebie uwagę załogi. Okazało się, że był to okręt ratunkowy, który przetrząsał tereny w poszukiwaniu rozbitków, powiadomiony o katastrofie ich łodzi. Automateusz był uratowany. Postanowił zabrać ze sobą Wucha i spontanicznie wetknął go sobie  z powrotem do ucha.

Po dobiciu do lądu zauważono zmiany, jakie zaszły w zachowaniu robota. Ciągle mówił do siebie, trzepał głową, dłubał w uchu. Z czasem zaczął kupować materiały wybuchowe i ciężkie maszyny. Widziano również, jak sporządził wielką cementową kulę, wywiózł ją do kopalni i strącił w jej szyb ów kloc betonowy. Narrator powątpiewa, by było to wszystko do końca prawdą: „(...) Trudno uwierzyć, aby przez całe lata nosił jeszcze w sercu urazę do elektroprzyjaciela, któremu tak wiele przecież zawdzięczał”.

Bajka ukazuje, jak bardzo trudną potrafi być przyjaźń, a w szczególności – rady udzielane przez naszych powierników, którzy nierzadko okazują się pseudo-przyjaciółmi. Lem zwraca również uwagę, że nawet z rozpaczliwej sytuacji można wyjść zwycięsko i nigdy nie należy tracić nadziei, bo zawsze istnieje szansa na ratunek, nawet w najmniej spodziewanym momencie może uśmiechnąć się do nas los.

Podobne wypracowania