Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Tadeusz Konwicki „Mała apokalipsa” - tragizm w „Małej apokalipsie” Konwickiego. Opracowanie

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Tragizm w utworze Tadeusza Konwickiego „Mała apokalipsa” rozgrywa się na co najmniej kilku płaszczyznach dotycząc nie tylko pojedynczych postaci, ale i całego kraju, Polski. Powieść, wydana pod koniec lat siedemdziesiątych w wydawnictwie opozycyjnym, opowiada o pisarzu, który ma dokonać samospalenia przed budynkiem Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, by zaprotestować przeciwko włączeniu Polski do ZSRR i polityce polskich władz. Książka opisuje jeden dzień z życia głównego bohatera, dzień który ma być jego ostatnim – od rana aż do wieczora, kiedy ma popełnić samobójstwo. Ostatecznie nie wiadomo, czy narrator – bo przebieg zdarzeń poznajemy z perspektywy bohatera – zdecydował się na ten desperacki krok.

Tragizm „Małej apokalipsy” to przede wszystkim tragizm głównego bohatera. To taki bohater mimo woli, wybrany do samobójczej misji przez kolegów opozycjonistów. Narrator początkowo nie chce brać na swoje barki tego zadania, broni się przed nim, ale stopniowo oswaja się z losem, jaki go czeka. Tragizm bohatera polega na jego bierności, mężczyzna żyje tak, że jego życie przepływa obok niego. Samotnie koczuje w zapuszczonym mieszkaniu w centrum Warszawy z widokiem na Pałac Kultury i Nauki. Od lat nie może stworzyć niczego wartościowego, jego życie polega na obserwowaniu mijających chwil i zachowań innych, ludzi lub zwierząt. Narrator od lat mówi o śmierci, epatuje nią znajomych, dlatego koledzy z opozycji wybierają go do samobójczej misji. Nazywanie bohatera opozycjonistą jest również na wyrost – dawno podpisał kilka petycji w obronie represjonowanych kolegów, a jego związki z przeciwnikami politycznymi systemu są luźne. Bierność bohatera pogłębia jednocześnie jego tragizm, bo autor książki sugeruje, że samobójcą tak naprawdę mógłby zostać każdy – narrator nie jest nikim wybitnym czy wyjątkowym.

Tragiczne są także inne postacie książki – to głównie zobojętniali na wszystko szarzy ludzie kłębiący się na ulicach Warszawy i spieszący do swoich spraw. Tragiczne jest to, że przyzwyczaili się do życia w takim systemie jak komunizm i nie robią nic, by go zmienić. Oczywiście to wymagałoby odwagi cywilnej, której im zapewne brakuje. Tragiczno-śmieszne są postaci napotykane przez narratora w czasie wędrówki po Warszawie – sąsiad, wysokiej rangi dygnitarz partyjny, który decyduje się na zrobienie striptizu w czasie wizyty gościa z ZSRR, wydając tym samym wyrok na siebie, trafia do szpitala dla psychicznie chorych. Tragiczna i groteskowa jest postać pracownika administracji odwiedzającego mieszkanie narratora, by zakręcić gaz – to  cwaniak, przyzwyczajony do wszystkiego, którego nic już nie zdziwi i nie zaskoczy. Nie rozumie, nie zdaje sobie sprawy z tego, że żyje w nienormalnym świecie. Podobnie jak Kolka Nachałow, handlujący czym popadnie i mający szerokie znajomości lub pani Gosia, kupująca niedokończone filmy i dorabiająca do nich zakończenia. Oni wszyscy dostosowali się do świata, który rządzi się totalnym absurdem i nie jest zależny od jakichkolwiek praw, ale od woli komunistycznych władców i ich popleczników ze Wschodu.

Tragizm powieści polega wreszcie na opisaniu losu Polski. To kraj zmierzający do katastrofy, podległy obcemu mocarstwu, czego ukoronowaniem ma być trwająca właśnie wizyta przywódcy partii z ZSRR. Komunistyczna Polska to kraj brudny i szary, ze zniszczoną i rozpadającą się infrastrukturą. Nawet pogoda dostosowała się do absurdalnych reguł – w książce mamy lipiec, a na przemian pada i wieje, świeci słońce, a nawet pojawia się grad.

Podobne wypracowania