Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Krzysztof Kamil Baczyński „Z lasu” - interpretacja i analiza utworu

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Wiersz Krzysztofa Kamila Baczyńskiego pt.: „Z lasu” powstał pod koniec czerwca 1944 roku, niewiele ponad miesiąc przed śmiercią poety w czasie walk w Powstaniu Warszawskim.

Tytułowy las zostaje tutaj zanimizowany, a jednocześnie porównany do dźwięku, co już na samym początku wprowadza do przestrzeni świata przedstawionego zarówno walor ruchowy, jak i akustyczny:
„Las nocą rośnie jak jezior poszum.”
Służy to kreacji specyficznego, mrocznego nastroju całego wiersza, w którym upersonifikowane
„Otchłanie puste z ciemności płoszą
krzyk zły, wysoki jak ze snu.”
W dalszych partiach tekstu owa przestrzeń jawi się wyraźnie jako pole bitewne pełne „ludzi i wozów” oraz „broni chrzęstu”. Z „obcością i złem” tej przestrzeni kontrastują postaci oczekujące na wejście do lasu:
„Żołnierze smukli. Twarzyczki jasne”.
Czeka tam na nich apokalipsa spełniająca się już w tle:
„lądy się łamią, sypie się złoto
i chyba pancerz ziemi za ciasny
pęka, rozsadza i grzmi, i grzmi.”
Tocząca się wojna została tu ukazana w kategoriach końca świata, jest bowiem rzeczywistą apokalipsą, ostateczną zgubą dla młodych, niewinnych żołnierzy skazanych na ów mroczny los, za którym
„nie nadąża chłopięce ciało”.
Owi bohaterowie byli bowiem pierwotnie przeznaczeni do czegoś innego: do beztroski młodości, jej uroków, miłości, jasności i szczęścia, wojna przekreśliła jednak ten zapis w księdze ich życia, zastępując go „ciemnością, co stoi i grzmi”. Podmiot liryczny pyta o zasadność takiego losu i sens składanej w ten sposób ofiary z młodzieńczego życia:
„O moi chłopcy, jakże nam światy
odkupić jedną rozdartą duszą?”

Żołnierze, do których grupy podmiot liryczny zalicza samego siebie, jawią się tu jako kozły ofiarne całego świata, zmuszone do odkupienia jego grzechów czystością i pięknem własnych dusz, ich heroiczną ofiarą.

Apokalipsa tymczasem zbliża się coraz bardziej i spełnia na naszych oczach:
„Las nocą rośnie. Otchłań otwiera
usta ogromne, chłonie i ssie.”
Czekającą w jej otchłani śmierć podmiot liryczny porównuje w eliptycznym zdaniu do bólu i poczucia bezsensu, jakie towarzyszy ojcu w sytuacji utraty ukochanego dziecka:
„To tak jak dziecko, kiedy umiera,
i tak jak ojciec, który żyć musi.”
Pod postacią ojca skupia się więc ogół tych, którzy pozostaną – rodzin, przyjaciół i ukochanych owych młodych żołnierzy stojących nad przepaścią. Ślad po nich zostaje jedynie w owych cierpiących sercach, ostatnim obrazem wiersza jest bowiem wizja pustki, jaka zaistnieje po spełnionej apokalipsie:
„Przeszli, przepadli; dym tylko dusi
i krzyk wysoki we mgle, we mgle.”

Podobne wypracowania