Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Zbigniew Herbert „Przepaść Pana Cogito” - interpretacja i analiza wiersza

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

„Przepaść Pana Cogito” jest jednym z utworów składających się na najmocniej chyba kojarzony z nazwiskiem Zbigniewa Herberta cykl, który doczekał się swojej publikacji w 1974 roku jako tom zatytułowany – po prostu – „Pan Cogito”. Bohaterem tego cyklu jest jednostka bardzo specyficzna: nie konkretny człowiek z określonymi uwarunkowaniami biograficznymi i psychologicznymi, ale raczej „everyman”, który porusza w swoich rozważaniach problemy uniwersalne, ponadczasowe, które towarzyszą ludzkiemu życiu niezależnie od okoliczności dziejowych.

W całym cyklu konkretne zjawisko, jakie stanie się tematem wiersza, wymieniane jest zwykle już w tytule i podobnie stało się również w przypadku rozpatrywanego utworu. Opowieść o przepaści poprzedza tutaj stwierdzenie: „W domu zawsze bezpiecznie”, będące  niebyt wyszukanym truizmem. Podmiot liryczny werbalizuje ów oczywisty, choć nie zawsze zgodny z prawdą fakt, aby stworzyć nastrój kontrastu dla opisanej w dalszej wypowiedzi przepaści, którą Pan Cogito napotyka za progiem swojego „bezpiecznego domu”: „gdy rankiem Pan Cogito/ wychodzi na spacer/ napotyka – przepaść”.

Już w pierwszej strofie poeta zaznacza jej specyficzna błahość i trywialność tej sytuacji. Jej rozmaite aspekty zostaną przedstawione w dalszych partiach tekstu – przepaść,  której  przeciwstawiono poczucie bezpieczeństwa, nie budzi przerażenia. W upersonifikowanej formie towarzyszy codziennemu życiu bohatera: „przystaje przed piekarnią/ w parku przez ramię Pana Cogito/ czyta z nim gazetę”.

Jej charakter określony zostaje przez zestawienie z koncepcjami dwóch wielkich myślicieli, którzy odegrali ogromną rolę w kształtowaniu się egzystencjalizmu: „nie jest to przepaść Pascala/ nie jest to przepaść Dostojewskiego”.

To, co za progiem swego domu spotyka Pan Cogito, nie jest więc zawieszeniem pomiędzy dwiema otchłaniami – nicością i nieskończonością – jakie otaczają człowieka w koncepcji Pascala, ani mroczną przepaścią zła i zepsucia, którą w ludzkiej duszy dostrzegał Dostojewski. Ta, o której opowiada wiersz: „jest to przepaść/ na miarę Pana Cogito”.

Egzystencjalny niepokój zostaje tym samym „skrojony” na miarę współczesnych czasów pozbawionych dawnej dramaturgii, dostosowany do słabości i nijakości nowoczesnego człowieka zanurzonego w prostej, powtarzalnej i pozbawionej emocji egzystencji. Tytułowa „przepaść” jest tu elementem wprowadzającym niepotrzebne zamieszanie do spokojnego życia, przypomina „uciążliwą egzemę”, której trudno się pozbyć. Jednocześnie jest także: „za płytka żeby pochłonęła/ głowę ręce i nogi”.

Pan Cogito pozostaje wobec tego w sytuacji pewnego rodzaju zawieszenia – nie może wyeliminować ze swego życia nieprzyjemnego, zaburzającego komfort uczucia, ale okazuje się ono zbyt słabe na to, by dać mu się pochłonąć. Bohater podejmuje więc decyzję, by „hodować” swoją przepaść aż „dojrzeje” i „stanie się poważna”.

Widać w tym koncepcie sporo ironii, być może nawet sarkazmu, ze strony podmiotu lirycznego – opisywany przez niego bohater staje się śmieszny w staraniach o to, by swej egzystencji nadać dramatyzmu i powagi spod znaku Pascala i Dostojewskiego. „Ja” mówiące zdaje się twierdzić, że we współczesnych mu czasach jest to niemożliwe. Pan Cogito nie wie bowiem jaką jego przepaść pije „wodę”, nie rozumie więc jakiego typu emocje mogą doprowadzić człowieka to tak poważnego zwątpienia i pesymizmu, jakie odnajdujemy w dziełach prekursorów egzystencjalizmu. Dla niego „przepaść” jest jedynie niejasnym, niepokojącym przeczuciem, że gdzieś na dnie ludzkiej duszy czai się Conradowskie „jądro ciemności”, które dla spokoju można by zasypać „paroma garściami piasku”. Pan Cogito nie podejmuje tego kroku, troskliwie pielęgnując swoją przepaść: „(…) kiedy/ wraca do domu/ zostawia przepaść/ za progiem/ przykrywając starannie/ kawałkiem starej materii”.

Dlaczego bohater tekstu nie chce zrezygnować z towarzystwa uciążliwej „przepaści”? Być może podświadomie zdaje sobie sprawę z tego, że to właśnie jej obecność odróżnia egzystencję człowieka od bezrefleksyjnej, skupionej jedynie na naturalnych instynktach egzystencji zwierząt. Być może pewna część jego natury pragnie tej „duchowej komplikacji”, nie mogąc znieść stagnacji, powtarzalności codziennego życia pozbawionego wielkich wzlotów i upadków. Pretendująca do obiektywizmu odpowiedź na to pytanie musi jednak zacząć się od „być może” ponieważ – podobnie, jak w przypadku pozostałych utworów z wielkiego cyklu Herberta – w rzeczywistości każdy z nas musi odnaleźć ją w samym sobie, poszukać własnego wytłumaczenia tytułowej „przepaści” i  powodów, dla których nigdy nie zostaje zasypana kilkoma garściami piasku.

Podobne wypracowania