Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

„Ferdydurke” Witolda Gombrowicza - Józio bohaterem zniewolonym przez formę?

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Trzydziestoletni Józio, niczym bohater Prousta, snuje rozmyślania nad swoim życiem tuż po przebudzeniu się, a może jeszcze w półśnie. Niczym bohater „Boskiej komedii” Dantego, będąc „w życia wędrówce na połowie czasu” wciąż czuje się niedojrzały. Jego życie nie potoczyło się w sposób przewidziany, zgodny z pożądanym schematem. W jego wieku powinien mieć stałą pracę i jakieś osiągnięcia, powinien być poważnym i szanowanym człowiekiem o ustalonych poglądach. A jest autorem jednej książki, niezbyt przychylnie przyjętej przez krytykę i czytelników. Sam tak określa swoją sytuację: „chodziłem po kawiarniach i barach, spotykałem się z ludźmi zamieniając słowa, czasem nawet myśli, ale sytuacja była niewyjaśniona i sam nie wiedziałem, czym człowiek, czym chłystek; i tak na przełomie lat nie byłem tym, ani owym - byłem niczym - a rówieśnicy, którzy już się pożenili oraz pozajmowali określone stanowiska nie tyle wobec życia, ile po rozmaitych urzędach państwowych, odnosili się do mnie z uzasadnioną nieufnością”.

Być może ta niedojrzałość, a w każdym razie jej subiektywne odczucie, sprowadziło na Józia dziwną przygodę, mianowicie nadzwyczajne przeniesienie w czasie do lat szkolnych. Za sprawą profesora Pimki bohater trafia do szkolnej ławy. Jego status nie jest do końca jasny, nie wiadomo, czy przeniósł się w czasie i ma lat szesnaście, czy też jako trzydziestolatek nadrabia zaległości w „dojrzewaniu”, a może to tylko gra z czytelnikiem, w której Józio jest bohaterem i autorem swojej nowej powieści. Powieści, w której rozprawi się z formą i zrealizuje swoje pragnienie: „Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się! Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony mi!”.

Józio ma świadomość istnienia formy, postrzega ją jako zło, jako ograniczenie hamujące jego autentyczność i indywidualność, dlatego wypowiada jej walkę. W „Ferdydurke”  odnajdziemy trzy takie próby przełamania obowiązujących schematów, które kończą się zawsze ucieczką, chaosem i wreszcie założeniem kolejnej maski. Najpierw bohater trafia do szkoły, gdzie przekonuje się, że edukacja młodzieży to nic innego jak jej „upupianie”. Dojrzałość nie jest tu rozumiana, jako samodzielność, niezależność osądów, czy zdolność krytycznego myślenia, ale jako podporządkowanie się formie. Od uczniów oczekuje się, że będą niewinni, infantylni, że posłusznie będą powtarzać wdrażaną im gotową wiedzę w postaci formułek. Nauczyciele dyktują im, co ich zachwyca, a co wzrusza. Nawet emocje i uczucia zostają im narzucane przez formę. Józio też zaczyna się jej poddawać, umieszczony przez Pimkę w szkole, zakłada maskę ucznia i trudno mu się z tej roli wydostać. Jako uczeń Józio znów boi się profesora, okazuje mu szacunek i grzeczność, choć wewnętrznie odczuwa absurd całej sytuacji.

Próbując uniknąć zdziecinnienia, jakie narzuca szkoła i ulegając urokowi pensjonarki, przenosi się do domu Młodziaków. Jednak początkowa fascynacja Zutą: „świat mój się zawalił, już nie widziałem świata poza cudnym światem nowoczesnej pensjonarki, sport, gibkość, hardość, łydki, nogi, dzikość, dancing, statek, kajak - to była nowa kolumnada mej rzeczywistości!”, rozbija się o formę. To, co początkowo wydaje się naturalnością, po bliższym poznaniu okazuje się jedynie inną maską. Forma jest wszechobecna, choć w mieszczańskim domu narzuca inne schematy niż w szkole. Kiedy Józio odkrywa, że nowoczesność i pozorna naturalność Zuty też są maską, wyzwala się spod jej uroku i ucieka „do parobków”.

W ziemiańskim dworku także panuje forma, której Józio zaczyna się podporządkowywać. Mimo usilnej walki z gębą, Józio wciąż zakłada kolejne maski. Zakończenie ukazuje, że człowiek nie ma innego wyjścia. Uciekając od Hurleckich, bohater porywa Zosię, pannę, która zajmowała się głównie czekaniem na miłość. Porwanie jest niejako spełnieniem jej oczekiwań i Józio znów wchodzi w narzuconą mu rolę, tym razem kochanka. I choć pragnął się szybko pozbyć niechcianej towarzyszki, całuje ją, bo jak stwierdza: „musiałem ucałować swoją gębą jej gębę, gdyż ona swoją gębą moją ucałowała gębę”. Kolejny raz walka z formą kończy się porażką. Życie wśród ludzi wymaga założenia maski, nie da się tego uniknąć, choć każda maska destruktywnie wpływa na ludzką tożsamość. Człowiek nie może być do końca sobą, zawsze jest kimś, kim chce go widzieć drugi człowiek. Nawet Józio, który wszak był świadomy istnienia formy i chciał z nią walczyć, ulega jej wielokrotnie. Liczy się ze zdaniem innych, martwi go opinia krytyków, Pimki czy Zosi. Jak sam stwierdza: „nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę, a przed człowiekiem schronić się można jedynie w objęcia innego człowieka. Przed pupą zaś w ogóle nie ma ucieczki”.

Podobne wypracowania