Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Gustaw Herling-Grudziński „Inny świat” - interpretacja, znaczenie epilogu

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

„Inny świat” kończy opowiadanie byłego więźnia obozu w Witebsku, który pragnie uzyskać zrozumienie swoich czynów.

Grudziński pierwszy raz spotkał go w obozie w Witebsku w 1940 roku. Początkowo odnoszono się do niego nieufnie, gdyż nie wiadomo było kto jest donosicielem, a komu można zaufać. Nowy więzień również nie należał do rozmownych i nie szukał towarzystwa. To od niego dowiedziano się, że Paryż padł. Po tym wyznaniu więzień ukrył twarz w dłoniach i zapłakał. Inni również poczuli, że ich nadzieja zaczyna się rozwiewać.

Po kilku tygodniach Grudziński poznał go bliżej. Usłyszał jego historię. Nieznajomy studiował w Paryżu architekturę, a tuż przed wybuchem wojny wrócił do Polski, gdyż w głębi serca uważał się za Polaka. Jednak zapytany o narodowość odpowiedział: „Jewriej”. To słowo zadecydowało o tym, że ominęła go amnestia, która objęła Polaków w obozach sowieckich. Jego wyrok przedłużono o następne dziesięć lat. Dzięki swojemu wykształceniu został dziesiętnikiem w brygadzie budowlanej. To dawało mu nieco uprzywilejowaną pozycję, mógł zamieszkać w baraku technicznym.

W tym czasie zdarzyła się historia, która nie dawała mu spokoju, miał wyrzuty sumienia. Otóż, w jego brygadzie pracowało czworo Niemców, którzy byli doskonałymi pracownikami i unikali rozmów na tematy polityczne. Wówczas Rosjanie mścili się na Niemcach za klęski na froncie. Zażądano od  niego by złożył fałszywe oskarżenia, o tym, że słyszał owych Niemców rozmawiających o bliskim nadejściu Hitlera, jeśli by tego nie zrobił, zagrożono, że wróci do ciężkiej roboty przy wyrębie lasu. Zrobił to. Niemców rozstrzelano.

Były więzień prosił Grudzińskiego o zrozumienie. Wiedział, że inni, którzy nie przeżyli obozu, których nie doprowadzono do tego stanu zezwierzęcenia, nie zrozumieją i będą nim pogardzać. Jednak miał nadzieję, że od Grudzińskiego, który był jego współwięźniem, który to samo przeżył, usłyszy słowo: „rozumiem…”. Tak się jednak nie stało.

W całej opowieści o przeżyciach z obozu Grudziński swoją postawą potwierdzał, że nawet w takiej rzeczywistości można uchronić cząstkę człowieczeństwa. W obozie bohaterskie odruchy były czymś wręcz nienaturalnym. Grudziński zaprzyjaźnił się z Kostylewem. Kiedy okazało się, że Kostylew jest na liście kołymskiej, co było w sowieckich obozach pracy odpowiednikiem niemieckiej „selekcji do gazu”, Grudziński ofiarował się pojechać zamiast niego. Jego prośba została przyjęta zdziwieniem. Naczelnik nie zgodził się mówiąc, że obóz to nie „sentimientalnyj roman”. Innym razem Grudziński oddał swoją porcję zupy głodnemu, znajdującemu się na skraju szaleństwa człowiekowi nazywanego „zabójcą Stalina”.

Kiedy człowiek wystawiony jest na próbę ostateczną, trudno go winić, że próbował ratować siebie, swoje życie. Karą są późniejsze wyrzuty sumienia i niezrozumienie. Gustaw Herling-Grudziński dał przykład swoja postawą. Pokazał, że można zachować spokojne sumienie, nawet więcej można zachować godność jeśli postępuje się według elementarnych zasad moralnych. Inne, nieludzkie czasy wymuszają zachowania nieetyczne. Słabość człowieka polega na strachu przed głodem, bólem, cierpieniem, przed śmiercią. Dehumanizacja postawy zamienia ludzi w zwierzęta. Wybierając prostszą drogę ludzie w obozach często stawali się jak ich oprawcy.

Podobne wypracowania