Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Filozoficzne treści w „Rozmowie Mistrza Polikarpa ze Śmiercią”

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Bardzo znana francuska pisarka stwierdziła kiedyś: „Kto nie jest filozofem, nie jest człowiekiem”. Podstawy logiki pozwalają na wysunięcie oczywistego wniosku, a mianowicie - każdy człowiek jest filozofem. Dość oczywiste stwierdzenie miało być prztyczkiem w nos dla tych wszystkich, którzy szczycą się osiągnięciami typu „nie przeczytałem w życiu ani jednej książki”. Ale jak odnieść się do tej filozoficznej myśli wiedząc, że filozofem może być nie-człowiek?

Dzieło średniowiecznego anonimowego poety pt.: „Rozmowa Mistrza Polikarpa ze Śmiercią” powstało wraz z końcem piętnastego wieku, a zatem - również z końcem średniowiecza, czasem przemian w myśleniu, w podejściu do świata, ludzi i filozofii. Badacze zajmujący się tymi dziejami snują przypuszczenia, że autorem polskiej wersji utworu - którego łaciński tytuł brzmi „Colloquium inter Mortem et Magistrum Policarpum” - mógł być Mikołaj ze Zwierzyńca. To najdłuższe pisane wierszem dzieło naszego rodaka żyjącego w wiekach średnich stanowi odbicie wątpliwości, chęci poznania świata i dociekań filozoficznych ludzi czasu przemian. Jest traktatem filozoficznym z dużą domieszką humoru i makabrycznej ironii, oddającym dialog dwóch osób: człowieka wykształconego, światłego, o ciętym języku - Mistrza Polikarpa i Śmierci - postaci pełnej grozy, personifikacji najbardziej „aktualnych” trendów grozy. Zarówno Śmierć, jak i Mistrz zdradzają zamiłowanie do filozofii, do kształtujących się dopiero teorii, które stanowią połączeniu swoistego egzystencjalizmu i teizmu.

Teizm nie jest niczym niezwykłym: trudno było o odważnego, który w czasie, gdy jeszcze płonęły stosy Inkwizycji, nie był chrześcijaninem. Cała reszta to zaś nuta kpiarstwa i sarkazmu ujęta w ramy filozoficzne.

Śmierć w wiekach średnich, wiekach - jak przyjęło się myśleć - ciemnoty i zacofania, znacznie częściej niż obecnie spotykała ludzi zdrowych, pełnych sił fizycznych. Niekiedy zbierała ona swoje żniwo wśród całych ludzkich zastępów (plagi, epidemie). Wyjaśnienie jest jedno, dziś oczywiste, wówczas więcej niż niedorzeczne: higiena czy raczej - jej brak. Wojny zawsze - jak mawiają demografowie - normują kwestię przeludnienia, ale to epidemie są palcem Bożym. Można przypuszczać, że w czasach ograniczonej informacji i znikomej wiedzy była śmierć zjawiskiem prawie codziennym. W czasach, gdzie średnia wieku nie przekraczała czterdziestu lat, zwłoki przez jakiś czas musiały leżeć w domach, a większa ulewa była w mocy wydobyć na powierzchnię pochowanych, śmierć musiała być mniej straszna niż obecnie. Ale również - bardziej nieuchronna.

Chęć odkrycia tajemnicy śmierci (a więc równocześnie i życia) nurtowała wielu, w tym bohatera dialogu, Mistrza Polikarpa. Owa przyszła do niego pod postacią skromnie odzianych, rozkładających się zwłok, gdy zabiegał o szansę jej ujrzenia. Mądry Polikarp, gdy dochodzi do wspomnianego spotkania, kieruje apel do ludzkości, by ta posłuchała, jak okrutna jest śmierć. Po demonstracji siły, jaka następnie ma miejsce, Śmierć odpowiada na najważniejsze pytanie Mistrza, mianowicie - dlaczego pozbawia ludzi życia. Nie obeszło się, rzecz jasna, bez typowego: czy można ją przekupić? Jak sama dowodzi,  nie ma przed nią ucieczki, sprawiedliwie traktuje wszystkich, nie ma względu na wiek, płeć czy pochodzenie. Kosą zagarnia wszystkich - mądrych i głupich, uczonych i tępych, chorych i zdrowych, zamożnych i ubogich. Nie ma względu na imiona i nazwiska. Zabierze i Judasza, i Annasza, i Kajfasza. Wykładnia filozoficzna jest wyjątkowo prosta: Śmierć uczciwie obdarowuje każdego.

Śmierć jest groźna, bezwzględna, nawet okrutna, na pewno zaś straszna, ale - w gruncie rzeczy - sprawiedliwa i rzetelna. Jest mistrzem w swoim fachu. Bywa nawet dowcipna, zwłaszcza wtedy, gdy mówi o tym, co w gruncie rzeczy jest największą bolączką autora: o szynkarzach, którzy „chrzczą” alkohol i księżach o obwisłym wolu. Nie omieszka ona zakpić także z Mistrza Polikarpa.

Filozofia średniowiecza, jak już napisano, była wybitnie prosta. Prócz nurtów wszem i wobec istniejących jako naturalne - takich jak tomizm, franciszkanizm, augustynizm - istniał teizm. I na tym kończyło się spektrum filozoficzne. Każdy, kto chciał być ponad to, kto miał zapędy naturalistyczne (jak deiści czy szemrani rozpruwacze, z których po kilku wiekach mieli się wywodzić chirurdzy) albo materialistyczne (jak Kopernik czy Galileusz), był bardzo źle widziany w społeczeństwie. Był jego chorobą i wrogiem, robakiem, który je trawi i którego trzeba się pozbyć.

Franciszkanizm czy tomizm (pierwszy nurt filozoficzny zawdzięcza nazwę św. Franciszkowi z Asyżu, drugi - św. Tomaszowi z Akwinu) oczywiście różnią się od siebie. Jednakże ich trzon pozostaje zasadniczy: wierz w Boga i słuchaj tych, którzy wskazują ci do Niego drogę. A ktokolwiek uważałby inaczej - „anatema sit” (hasło soborowe: „niech będzie przeklęty”). Filozofia średniowiecza to, mówiąc najprościej, teizm - wiara w Boga i Kościół, która otrzymuje jedynie różne wersje. Potwierdza to de facto jeden z końcowych fragmentów, jaki wypowiada Śmierć: „Śluz Bogu we dnie i w nocy, ujdziesz mąk przy tej pomocy”.

Nade wszystko zaś - wszelką prawdą (również tą filozoficzną) rządziło niepodzielnie „memento mori”. Ta myśl nieprzerwanie skłania i bardzo sugestywnie zachęca do stałej troski o styl życia, stan duszy. Jeśli przeżyjesz swoje życie godnie, tak, by podobało się Bogu, nie masz się co lękać. Śmierć okazuje się wtedy przejściem czy też przemianą, a nie końcem życia. Znajdujemy zatem nutkę optymizmu w tej rozmowie. Nawet Śmierć potrafi się czasami uśmiechnąć, a już na pewno – nie stroni ona od filozofii, bo i filozofia nie stroni od niej.

Podobne wypracowania