Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

„Tajemniczy ogród” - dalsze losy dzieci z książki Frances Hodgson Burnett

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Od kilku dni w posiadłości Misselthwaite panowało wielkie ożywienie. „Collin Craven potrafi chodzić!” – ta informacja przekazywana z ust do ust pomiędzy wszystkimi domownikami stała się najważniejszą wiadomością ostatnich dni. Mary, Dick i Colin świętowali jeszcze huczniej – biegali za kolorowymi motylami, wciąż zajmowali się tajemniczym ogrodem, który tak naprawdę nie był już tajemniczy, ale wciąż należał tylko do nich. Mary nadal strzegła klucza do ogrodu. Nikt nie wchodził tam bez jej pozwolenia, nikt też nie śmiałby tego zrobić – w końcu to ona nadała mu nowy, niepowtarzalny kształt.

Codziennie przychodzili tutaj pielęgnować kwiaty, grabić jesienne liście, wykopywać cebulki roślin, które na wiosnę miały ponownie przeobrazić się w kolorowy dywan kwiatowy. Colin pracował najciężej. Wyciskał z siebie siódme poty. Był zmotywowany tym, że jego ojciec postanowił wrócić do posiadłości i zaopiekować się zapomnianym synem. Wszystkie swoje interesy powierzył zaufanemu zarządcy, zaś najważniejsze sprawy załatwiał osobiście w ciągu poranka.

Większość dnia spędzał z ozdrowiałym Colinem, ćwierkającą bezustannie Mary i rozmawiającym ze zwierzętami Dickiem. Często wspólnie przechadzali się wśród drzew i ścieżek tajemniczego ogrodu obserwując nadciągającą jesień. Pan Craven zajął się również niecierpiącymi zwłoki rzeczami, mianowicie – zatrudnił dla Collina i Mary nauczycielkę. Co prawda, wiedział o tym, że dziewczynka umie czytać, ale musiała zacząć pobierać prawdziwe nauki. Na zorganizowane lekcje przychodził niekiedy Dick. Pan Craven podejrzewał, że ma to związek z chęcią chłopaka do towarzyszenia przyjaciołom, niż z samą potrzebą uzupełnienia nieusystematyzowanej wiedzy. Cała trójka pozostawała nierozłączna. Wciąż widział ich razem – nawet na przekąski przychodzili do domu o jednakowej porze. Współpracowali ze sobą w sposób bardzo ścisły – szczególnie, gdy z kuchni znikały świeżo wypieczone ciastka. Wtedy nikt nigdy nie wiedział, kto to zrobił, winnego należało szukać gdzie indziej.

Pewnego dnia pan Craven postanowił, że czas najwyższy rozliczyć się z bolesną przeszłością. Ubrał się schludnie, nakazał Mary i Colinowi założyć odświętne ubrania i uciąć z ogrodu kilka czerwonych róż. Ona je uwielbiała. Nie powiedział dzieciom, dokąd jadą, choć zaciekawiona Mary podpytywała nieustannie o cel ich wyprawy. Colin był dziwnie przygaszony. Pojechali niewielką dorożką. Podróż dłużyła się. Syn pana Cravena milczał. Oglądał świat zza okna karety niemal z lękiem. Ojciec nie rozumiał jego obaw. Przypatrywał mu się z zamyśleniem i nagle zdał sobie sprawę, z tego że dziecko dokładnie wie, dokąd zmierzają. Przecież to bystry, młody człowieczek, tylko nieco zagubiony. 

Przez krótką chwilę, miał nieprzepartą chęć zatrzymania i zawrócenia dorożki. Sam nie wiedział, czy dobrze robi, po raz pierwszy zawożąc syna na grób jego matki. Colin od zawsze był chorowitym kaleką, rzadko kiedy miał okazję pojawiania się na świeżym powietrzu. O wędrówkach lub podróżach poza obręb posiadłości nie było mowy. Teraz, gdy dziecko odzyskało pełnię życia, pragnął z całego serca, aby odwiedził miejsce pochówku matki. Pan Craven spojrzał uważnie na oddychającego z trudem chłopca.

- Jeżeli chcesz, zawrócimy – powiedział cichym głosem do Collina. - Myślałem, że to dobry pomysł.
Colin odwrócił twarz od lustra szyby i spojrzał ze zdziwieniem na ojca.
- To jest dobry pomysł – odparł młody Craven drżącym głosem. - Tylko nigdy nie wyjeżdżałem poza teren posiadłości. Ten świat jest taki wielki, a do tej pory myślałem, że kończy się na granicach Misselthwaite. Czy... - zawahał się przed zadaniem tego pytania.
- Tak? - spytał ostrożnie ojciec. 
- Czy na grobie mamy rosną róże? Ben opowiadał nam, że je uwielbiała. Może...
- Oczywiście – wpadła mu w słowo rozpromieniona Mary. - Posadzimy tam mnóstwo czerwonych róż!
- Nigdy o tym nie myślałem – westchnął zdumiony pan Craven. - Z pewnością byłaby szczęśliwa.
- Pierwszy krzak zasadzę sam – oznajmił Colin.
- Nie – odparł szeptem ojciec. - Zrobimy to razem.

Podobne wypracowania