Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Humor w „Mistrzu i Małgorzacie” - groteska w „Mistrzu i Małgorzacie”

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Humor do powieści Bułhakowa wnoszą przede wszystkim przybysze z piekła. Behemot czy Korowiow stanowią źródło wielu zabawnych sytuacji i wypowiedzi. Już sam wygląd tych postaci jest raczej śmieszny niż straszny. Także ich zachowanie i zamiłowanie do strojenia sobie żartów z ludzi wnosi sporą dawkę humoru do książki. Z kolei działania szatańskich sił w świecie realnym sprawiają, że ludzie zachowują się w sposób absurdalny i groteskowy.

Diabelska grupa to zbiór przeróżnych indywiduów, oryginałów, którzy na tle szarych mieszkańców Moskwy prezentują się dość dziwacznie. Niewątpliwie najwięcej zamieszania na ulicach miasta czyni widok olbrzymiego, gadającego kota. Behemot najzwyczajniej wsiada do tramwaju i kasuje bilet, poza tym zdradza zamiłowanie do gry w szachy, dobrej zakąski i alkoholu. Wygląd wesołka wyróżnia Korowiowa, który paraduje po Moskwie w kraciastym garniturze. Nosi śmiesznie, wysoko wyciągnięte, spodnie, przez co spod nogawek wystają mu białe, niezbyt już czyste skarpetki. Nawet budzący grozę Asasello dość zabawnie wygląda z kurzym udkiem w kieszeni marynarki.

Wiele śmiesznych sytuacji wynika z dziwnego zachowania kota, który wbrew swej powierzchowności pragnie być dystyngowanym elegantem o nienagannych manierach. To dlatego stroi się na bal w elegancką muchę, a na zdziwienie Wolanda i jego kpiące pytanie o to, dlaczego nie założył jeszcze spodni, odpowiada z godnością: „Spodnie nie obowiązują kota, messer (...). Może polecisz mi, messer, włożyć jeszcze buty? Koty w butach występują jedynie w bajkach, messer. Ale czy zdarzyło ci się kiedykolwiek widzieć na balu kogoś, kto nie był w muszce? Nie chciałbym znaleźć się w ośmieszającej sytuacji, ani ryzykować, że zostanę wyrzucony za drzwi. Każdy przystraja się, jak może (…). Upudrowałem sobie wąsy, i to wszystko! Co innego, gdybym się ogolił!”. Z kolei w innym miejscu kot, znacznie odbiegając od głównego tematu, tak relacjonuje przebieg wypadków w płonącej restauracji: „Popędziłem (...) na salę posiedzeń, to ta sala kolumnowa, messer, chciałem wynieść z ognia coś cennego. Ach, messer, moja żona, gdybym tylko ją posiadał, dwadzieścia razy mogła zostać wdową! Ale, na szczęście, messer, nie mam żony i, mówiąc szczerze szczęśliwy jestem, że jej nie mam. Ach, messer, któż by zamienił kawalerską wolność na nieznośne jarzmo!”.

Fakt, że mamy do czynienia z wysłannikami piekieł, sprawia, iż wszystkie przywoływania diabelskich mocy stają się zabawne. I tan na przykład Berlioz, nieświadomy swego rychłego spotkania z Wolandem, mówi: „Jestem przemęczony... chyba czas najwyższy, żeby rzucić wszystko w diabły i wyjechać do Kisłowodzka”. Ale i sam Woland niejednokrotnie przyzywa wszystkich diabłów: „Niech diabli wezmą was i wasze balowe pomysły!” lub – innym razem – mówiąc do Behemota: „I po kiego diabła ci ta muszka, skoro nie masz nawet spodni?”.

Z jednej strony diabelska świta jest źródłem komizmu, głównie słownego i sytuacyjnego, z drugiej zaś – prowokuje do takich zachowań mieszkańców Moskwy. Wizyta szatana jest pretekstem do ukazania absurdalnych reguł rządzących społeczeństwem w państwie totalitarnym. Groteskowa jest na przykład scena w sklepie z towarami tylko dla wybranych. Mandarynki należą się tylko nielicznym uprzywilejowanym członkom społeczeństwa. Podziały społeczne objawiają się na każdym kroku – do restauracji Massolitu można wejść jedynie za okazaniem legitymacji poświadczającej, że jej posiadacz jest pisarzem. Oczywiście zdobycie legitymacji to żaden problem dla diabłów wprawnych we wszelkich sztuczkach, ale ich brak powoduje zabawną i absurdalną sytuację. Oto na wejściu zatrzymuje ich urzędniczka domagając się potwierdzenia, iż Korowiow i Behemot są pisarzami, na co ten pierwszy kpiarsko odpowiada: „Więc, żeby upewnić się, że Dostojewski jest pisarzem, należy od niego żądać okazania legitymacji. Niech pani weźmie dowolne pięć stron pierwszej, lepszej jego powieści, a przekona się pani, że ma do czynienia z pisarzem. Zresztą przypuszczam, że Dostojewski w ogóle żadnej legitymacji nie miał! A ty jak myślisz – Korowiow zwrócił się do Behemota. Założę się, że nie miał – odpowiedział tamten...”. Sytuacja jest o tyle paradoksalna, że przybysze z zaświatów zachowują się bardziej „normalnie” i logicznie niż zwykli śmiertelnicy, których tok myślenia kompromitowany jest na każdym kroku.

Efekt groteski osiąga Bułhakow także poprzez łączenie elementów humoru i makabry. Taki jest epizod w teatrze Varietes, gdzie makabryczne potraktowanie konferansjera jest jednocześnie śmieszne i nie budzi przerażenia choćby dlatego, że oderwana głowa nadal mówi, a po chwili zostaje na powrót przytwierdzona do ciała. Podobnie wizyta bufetowego Fokicza w zajmowanym przez Wolanda mieszkaniu ma absurdalny charakter. Nieuczciwy bufetowy, podający zieloną bryndzę i pomyje, domaga się sprawiedliwości – i to od szatana!

Podobne wypracowania