Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Którego z bohaterów literackich zabrałbyś na bezludną wyspę? Dlaczego?

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Bezludna wyspa z pewnością stanowi pewne wyzwanie dla pomysłowości, przedsiębiorczości i zaradności człowieka, który jest zmuszony poradzić sobie w zupełnie nowych dla siebie okolicznościach. Lądując na obcej ziemi pełnej tajemnic, człowiek cechować się musi odwagą i determinacją, aby przeżyć.

Z drugiej strony, samotność na wyspie zmusza do wielu przemyśleń. Niezapomniana przygoda, jaką z pewnością byłby samotny pobyt na wyspie może okazać się przełomowa dla rozwoju osobistego. Przemyślenia z dala od cywilizacji i gwaru miasta mogą pomóc spojrzeć na życie z całkiem innej perspektywy.

Osobą, która przeżyła bardzo podobną sytuację jest oczywiście Robinson Cruzoe. Bohater powieści Daniela Defoe pt. „Przypadki Robinsona Cruzoe” potrafił poradzić sobie w ekstremalnej sytuacji. Nie poddał się strachowi, ale od razu czynnie przystąpił do działania, które umożliwiło mu dalszą egzystencję na nieznanym lądzie. Nie poddał się mimo wielu klęsk i niepowodzeń oraz potrafił wykrzesać z siebie na tyle energii i chęci do działania, by wytworzyć sobie warunki zbliżone do cywilizowanych.

Robinson wykracza poza pragnienie zapewnienia sobie przyzwoitych warunków bytowych. Kiedy udaje mu się ocalić Piętaszka, nie czyni go podległym sobie, ale próbuje zbliżyć go do cywilizacji, w jakiej sam został wychowany. Uczy go, a także nawraca na wiarę chrześcijańską. Z takim mężczyzną jak Robinson nie można się niczego obawiać.

Nie wahałabym się również zabrać na bezludną wyspę Kubusia Fatalisty z powieści Denisa Diderota. Być może nie byłby on tak pragmatyczny jak Robinson, jednak z pewnością można by liczyć z jego strony na wiele cennych przemyśleń natury filozoficznej i obyczajowej. Gdyby na wyspie żyli tubylcy, Kubuś nawet bez znajomości ich języka potrafiłby zjednać ich sympatię. Nuda z pewnością by nam nie groziła. Urzeczona jego opowieściami przetrwałabym czas spędzony na bezludnej wyspie, który mógłby zaowocować rozwojem mojej osobowości i obfitował w wiele rad na dalsze życie.                   

Ciekawe byłoby zabranie na bezludną wyspę Józia – bohatera powieści Witolda Gombrowicza pt. „Ferdydurke”. Zamknięty w kole wiecznego „upupiania”  miałby możliwość sprawdzenia siebie w nowej sytuacji. Nieobecność społeczeństwa stanowiłaby okazję do głębszego przyjrzenia się sobie i stwierdzenia, czy ograniczenia leżą po stronie świata zewnętrznego, czy może we wnętrzu człowieka. Samotność byłaby także ciekawą lekcją poglądową na temat człowieka jako istoty społecznej. Czy Józio tęskniłby za „upupianiem”? Być może okazałoby się, że konwenanse, maski i role wymagane przez społeczeństwo są nam potrzebne, gdyż stanowią pewien element naszej osobowości, który ma dwa zapośredniczenia: nasze wnętrze i zbiorowość, do której przynależymy.

Sensowne wydaje się także zabranie ze sobą Szeherezady, bohaterki, a właściwie narratorki „Baśni z tysiąca i jednej nocy”. Opowieści, którymi raczyłaby mnie arabska żona sułtana byłyby o tyle ciekawe, ze wybiegałyby poza tradycje śródziemnomorskie, zawierałyby więc elementy, których nie można znaleźć w podaniach wcześniej przeze mnie poznanych. Z pewnością znalazłyby się także baśnie, które zaskoczyłyby mnie orientalizmem i całkiem innym wyobrażeniem o świecie.

Wybór towarzysza na bezludną wyspę jest dosyć trudny. Rozważałabym jeszcze kilka ciekawych postaci literackich, jednak gdybym miała wybierać – zabrałabym ze sobą stos książek.

Podobne wypracowania