Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Edmund Niziurski „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa” - streszczenie utworu

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Bohaterem powieści Edmunda Niziurskiego zatytułowanej: „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa” jest sympatyczny trzynastolatek mieszkający w Warszawie. Jego historię opowiada nam narrator, który kilkukrotnie miał przyjemność spotkać tego młodzieńca. Zadziwiające okazuje się to, ile niesamowitych wydarzeń może spotkać pozornie zwyczajnego chłopca. Poznajmy więc losy Marka Piegusa.

Jak poznałem chłopca Marka Piegusa, który miał przygody z byle czego
W tym fragmencie narrator opisuje swoje pierwsze spotkanie z tytułowym bohaterem. Bardzo frapująca była dla niego mina chłopca, który zawsze wyglądał jak ofiara kumulacji nieszczęść. Po odbytej z nim rozmowie okazało się, młodzieniec sam zapewniał, że ma „straszne przygody z byle czego”.

Przygoda pierwsza, czyli niesamowite i niewiarygodne okoliczności, które sprawiły, że Marek Piegus nie odrobił lekcji

Narrator spotkał tytułowego bohatera w Lasku Bielańskim. Siedział on pod kocem na ławce. Zapytany o przyczynę tego stanu odpowiedział, że uciekł z domu i miał płynąć czółnem w dół Wisły, ale uciekanie mu się znudziło. Spotkał w parku kolegów i skakali o tyczce, co skończyło się dla Marka skręceniem nogi. Przyczyną jego ucieczki było to, że nie udało mu się odrobić zadania. Na taki stan rzeczy złożyło się wiele okoliczności, ale zacznijmy od początku.

Marek mieszkał z ojcem i dwiema siostrami (mama była w sanatorium). W mieszkaniu mieli dwójkę lokatorów – pana Surmę (muzyka) oraz kuzyna Alka (sportowca). Dlatego Marek miał bardzo utrudnione warunki odrabiania lekcji. Tego dnia zaczął dopiero po szóstej, gdyż o tej porze pan Surma odstawił Saksofon. Los jednak sprawił, że Piegus nie mógł skupić się na zadaniu. Kiedy tylko przyłożył się do pracy, coś wybijało go ze skupienia. Pojawiła się czwórka kolegów z piłką, następnie kolejna dwójka, tym razem z pchłami w słoiku. Żyjątka oczywiście uciekły, a właśnie w tej chwili napatoczyła się ciotka Dora – osoba naprawdę okropna.

W momencie gdy Markowi udało się jej pozbyć pojawili się sportowcy, by trenować z Alkiem (na szczęście nie było go w domu). Następnym gościem był Cezary Cedur, który bardzo chciał pożyczyć instrumenty pana Surmy. Marek dzielnie ich bronił i powiedział, że lokator choruje na tyfus, dlatego śpi   w nausznikach. Jakby tego było mało, chwilę po odejściu Cedura do mieszkania weszła kolejna banda. Tym razem mieli testować u Marka bombę. Oczywiście ładunek nie wybuchł, gdyż okazało się, że zamiast prochu w środku jest mleko. Gdy i oni opuścili mieszkanie Piegusów, przyczłapał niski i gruby wędkarz.

Jego niezdarność stała się przyczyną wielkiego spustoszenia w domu Marka, a sam został przywalony przez żyrandol. W tym momencie wpadła dwójka sanitariuszów z wiadomością, że przyjechali po chorego na tyfus. W zamian wzięli wędkarza. Była już godzina ósma,  minęły dwie godziny przeznaczone na odrobienie zadania. Wtem rozległ się dzwonek. Marek wiedział, że to jego ojciec i postanowił uciec z domu.

Przygoda druga, czyli niesamowite i niewiarygodne udręki, które nawiedziły Marka Piegusa w klasie

Narrator spotkał Marka Piegusa pod szkołą, kiedy ten szukał siwych włosów na głowie. Zapytany dlaczego to robi, odpowiedział, że tatuś tłumaczył mu, że na skutek stresu można zsiwieć. Tego dnia były imieniny pani Okulusowej. Pech chciał, iż dyżurnym był akurat Marek. Jego obowiązkiem było udekorowanie klasy. Niestety przeszkodzili mu w tym starsi uczniowie, czyli „dryblasy”. Zdeb, Buba i Pumeks II skutecznie uniemożliwili wykonanie jakiejkolwiek pracy. Sami mieli swoje życzenia, które każdy młodszy dyżurny musiał wypełniać, były to odpowiednio: golenie, pedicure oraz nauczenie się „fizjologicznego systemu podpowiadania”. Czynności te, chociaż nie zostały wykonane poprawnie, zajęły Markowi cały czas poświęcony na udekorowanie sali. Na szczęście z pomocą przyszli koledzy i pożyczyli ozdoby od siódmaków.

Ich zakładanie zostało, rzecz oczywista, powierzone Piegusowi. Chłopak prześladowany przez niemiłosiernego pecha najpierw stłukł pelargonie, następnie zaplątał się we wstęgi. W tym momencie do klasy wszedł Pitagoras (nauczyciel matematyki). Marek podpadł mu już na początku, kiedy leżał umorusany ziemią z kwiatów, okręcony wstążkami. Z upływem każdej sekundy pogrążał się coraz bardziej. Okazało się, że brakuje kredy (jej dostarczenie to obowiązek dyżurnego), z kieszeni wypadły mu pędzel i brzytwa, a kiedy Pitagoras wziął do tablicy Pumeksa II, Marek zaczął robić głupie miny mające oznaczać odpowiednie działania matematyczne. Wszystko skończyło się tym, że do klasy przyszedł dyrektor wraz z panią Okulusową i nakazali Piegusowi zjawić się następnego dnia w szkole z rodzicami.

Przygoda trzecia i największa, czyli niewiarygodne skutki wagarów pospolitych, czyli zniknięcie Marka Piegusa

Ta przygoda rozpoczyna się krótką opowieścią narratora, który zaniepokojony zauważył, że wśród dzieci bawiących się na dworze nie ma Marka Piegusa. Poczynił pewne kroki, żeby wyjaśnić tę sytuację, jednak od Cześka dowiedział się tylko tyle,  że Marek „znikł”. W takim razie udał się do państwa Piegusów, aby nieco lepiej zorientować się w sytuacji. Dowiedział się od nich naprawdę ciekawych rzeczy, które teraz raczy opowiedzieć czytelnikom.

Rozdział I – Na początku były wagary pospolite * Dziwny chłystek i paralitycy * Człowiek o twarzy konia * Co za cuda z tornistrem*

Wszystko zaczęło się od tego, że Marek poszedł na wagary. Całemu zajściu przewodniczył wyrośnięty Zdeb, który zarządził wyprawę do sklepu na Nowym Świecie, gdyż można było kupić w nim „łódź dętą”. Podczas tej „wycieczki” doszło do niewielkiej sprzeczki między Markiem, Cześkiem i Grześkiem a Zdebem. Ten ostatni przypomniał sobie, jak Piegus go golił i ile przyniósł mu wstydu przed Pitagorasem, dlatego powiedział, że nie chce, by Marek uczestniczył w tej wyprawie. W ten sposób wszyscy podzielili się na dwie grupki i każda z nich poszła w inną stronę. Przy skwerze Worcella Marek rozstał się z kolegami i nie wiedział co ma dalej robić. Kupił więc pół kilo czereśni, siadł na ławce i zaczął zajadać. Nagle zauważył biegającego po parku chłopaka, który wzbudził jego zdziwienie. Był bardzo chudy, biednie ubrany i miał dziwne, „bardzo stare i zmęczone oczy”.

Naszego bohatera bardzo zaintrygowało jego działanie, doszło nawet między nimi do niewielkiej sprzeczki. Nagle chłopak znowu zaczął biegać jak opętany. W tym czasie z jakiejś alejki wyszło dwóch mężczyzn, którzy szli pochyleni. Marek określił ich mianem „paralityków”. Nagle zderzyli się oni z biegającym chłopakiem. Okazało się, że mężczyźni ci nieśli szybę, której nie było widać, a dzieciak z dziwnymi oczami ją rozbił. Rozpoczął się wielki zamęt połączony z gonitwą, co skłoniło Marka, by zmienił miejsce pobytu. Podczas wędrówki przez park dostrzegł w krzakach jakiegoś dziwnego mężczyznę, który zaczął za nim podążać. Człowiek ten miał długą, końską twarz, lornetkę i bryczesy

Marek zaczął się naprawdę bać i uciekł do tramwaju. Los chciał, ze temu tajemniczemu osobnikowi udało się złapać taksówkę i ruszył za pojazdem wiozącym Marka. Chłopak szybko wyskoczył z wagonu i wpadł do domu. Mężczyzna podążył jednak za nim. Piegus ukrył się w pokoju sublokatora – Pana Surmy. Człowieka o twarzy konia nic nie zraziło i wciąż próbował z Markiem porozmawiać, co nawet zakomunikował jego matce. W momencie, kiedy muzyk otworzył już drzwi swego pokoju, tajemniczy mężczyzna przypomniał sobie, że nie zakręcił wody i czym prędzej opuścił mieszkanie Piegusów, ku ogólnemu zdziwieniu. Kiedy po południu przyszedł Czesiek, żeby sprawdzić zadanie domowe, okazało się, że Marek ma przy sobie cudzy plecak. Najprawdopodobniej do zamiany doszło w parku, tornister Piegusa musiał być teraz u innego chłopca.

Rozdział II – Makabryczny sen Marka * Nocne Krzyki pana Anatola * Milicja nie ma zaufania do człowieka z kabaretu * Pożałowania godne zasłabnięcie kaprala Oremusa w czasie pełnienia obowiązków służbowych.

Tej nocy Marka dręczyły koszmary. Śniło mu się, że uciekł ze szkoły i znalazł się w dziwnym lesie, w którym na każdym drzewie rosły czereśnie. Gdy chłopiec tylko ich dotknął, one rozpływały się w jego dłoniach. Pojawili się też ludzie przypominający człowieka o końskiej twarzy. Wszyscy podążali za Markiem i mówili, by oddał tornister. Nie mogło zabraknąć także mężczyzn niosących szyby i pana Surmy. Kiedy Marek się obudził, spostrzegł ogólne zamieszanie. Pan Surma krzyczał coś o złodziejach, którzy wdarli się do pokoju i rozbili szybę. Nikt nie chciał dać wiary w słowa muzyka – kabareciarza, a wujenka i kuzyn Alek sugerowali nawet, że to skutek upicia alkoholem. Pan Anatol zadzwonił na milicję, która miała się wkrótce zjawić. Złe myśli zaczęły dręczyć Marka, otóż chłopiec przypuszczał, że włamanie miało na celu kradzież plecaka. Trzynastolatek, by uspokoić swoje myśli zajrzał do tornistra i wtedy wydała się jego tajemnica – ojciec zobaczył puste zeszyty i nowe podręczniki.

W tym czasie przyjechali milicjanci i rozwiązali sprawę włamania. Okazało się, że pan Surma zobaczył cień i rzucił w niego butem, w ten sposób rozbite zostało okno. W dodatku kabareciarz nie chciał poddać się badaniu mającemu na celu sprawdzenie, czy spożywał alkohol. Podczas pobierania krwi krzyknął, przez co chuchnął na kaprala Oremusa. Ten zbladł i nagle zasłabł. Okazało się, że wszystkiemu winien był czosnek, który pan Surma spożywa dla zdrowia. Rozdział kończy się zapewnieniem Marka Piegusa, że wierzy we wszystko, co mówił ten nieco dziwny lokator.

Rozdział III – Człowiek o ptasiej twarzy * Roztargniony Wacio zwraca tornister * Wycieczka do Młocin * Gdzie się zapodział Marek? * Telefony szpitalne * Pan Anatol Surma przechodzi od słów do czynów *

Rozdział ten zaczyna się od bardzo pozytywnej wiadomości – roztargniony Wacio (chłopiec od zamiany tornistra) czekał wraz ze ojcem (o ptasiej twarzy) na Marka, by oddać mu tornister. Następnie po obiedzie Piegus spotkał się z Cześkiem, któremu opowiedział o swoich ostatnich przeżyciach. Kolega zaproponował naszemu bohaterowi wycieczkę do Młocin, gdzie jakiś mężczyzna chciał sprzedać maszynkę do robienie spirytusu (chłopcom takie ustrojstwo bardzo by się przydało). Marek i Czesiek udali się na miejsce, a po wieczornym powrocie rozstali się pod domem kolegi, który krzyczał do Piegusa, by następnego dnia nie zapomniał o denaturacie.

W tym samym czasie rodzice bardzo martwili się o swoją pociechę. Pani Piegusowa stwierdziła nawet, że to Czesiek ma zły wpływ na jej syna. Długo czekali na Marka, że ostatecznie postanowili zjeść posiłek bez niego. O 22.00 nasz bohater wciąż nie wrócił o domu, a jego ojciec udał się do Cześka. Dowiedział się od niego, że przyjaciele rozeszli się o 20.00, a Marka od dwóch godzin nie było w domu. Ojciec, bardzo zaniepokojony o syna, postanowił, że będzie dzwonił do szpitali. Kilka razy głos z słuchawki zmroził krew w żyłach rodziny Piegusów. Pan Surma, po swoim powrocie, postanowił zmienić myśli na czyny i wyruszył na poszukiwanie Marka.

Rozdział IV – Czarny rower nad Wisłą * Hipoteza porucznika Prota * Detektyw Hippollit Kwass * Kto manipulował wytrychami * Tajemnica waleriany * Do czego przyznał się Alek?

Rankiem do domu Piegusów przybiegł Czesiek, by dowiedzieć się, czy Marek wrócił. Okazało się, że chłopca nie było całą noc. Zadzwoniła także milicja, która podała informację, że nad Wisłą znaleziono czarny rower marki „Bałtyk”. Pan Piegus został wezwany w celu dokonania identyfikacji. Czesiek rozpoznał rower Marka, co bardzo zmartwiło Tymoteusza Piegusa (bo tak miał na imię ojciec trzynastolatka). Pojazd, którym najprawdopodobniej poruszał się Marek, miał powyginane szprychy, co świadczyło o tym, że jechał na nim ktoś bardzo ciężki. Młody Piegus ważył ok. 40 kg, a to nie było wystarczające obciążenie. Stąd narodziła się hipoteza, że trzynastolatek został porwany.

Pan Surma długo się nie pojawiał w domu. Kiedy przyszedł, przyprowadził ze sobą pana Cedura i jakiegoś tajemniczego człowieczka, który stwierdził, że ktoś otwierał drzwi wejściowe do domu Piegusów za pomocą wytrycha. Niewielki mężczyzna został przedstawiony rodzinie, okazało się, ze to „największy detektyw współczesny, maestro Hippollit Kwass. Najpierw zajął się sprawą włamania przez okno, jednak stwierdził, iż wszystkie ślady zostały już zatarte. Kolejną nurtującą go kwestią okazało się pytanie o to, kto manipulował wytrychami przy drzwiach. Jego podejrzenia padły na jakiegoś nowego włamywacza, gdyż jeszcze nigdy nie spotkał się z tak potraktowanym zamkiem.

Kolejnym etapem śledztwa było zidentyfikowanie zapachu, który owej feralnej nocy unosił się w pokoju. Okazało się, że była to waleriana. Hippollit Kwass stwierdził, że ten aromat jest charakterystyczny dla pewnego włamywacza – Wieńczysława Nieszczególnego, który odznacza się ponoć wielkim sprytem i zręcznością. Pani Piegusowa zadała detektywowi pytanie o to, skąd tak dobrze zna różnej maści złodziei, a on wyjawił swój mroczny sekret – sam kiedyś należał do półświatka. Jednak teraz postanowił się zmienić, by wynagrodzić ludziom wszystkie krzywdy.

Pierwszym punktem dochodzenia miało być śledzenie Wieńczysława, który podobno od dłuższego czasu lubi przesiadywać w kabarecie „Arizona”, kabarecie Anatola Surmy. Okazało się, że mężczyzną tym jest niejaki Remigiusz Kurzyłło noszący sztuczną brodę, aby zamaskować swoje końskie oblicze. To wyjaśniało dlaczego człowiek śledzący Marka uciekł, gdy zobaczył Anatola Surmę. Czwórka bohaterów – kabareciarz, kuzyn Alek, Hippollit Kwass oraz pan Cedur umówiła się na 20.00 w „Arizonie”.

Na koniec wyjaśniona została zagadka związana z drzwiami i wytrychem. Okazało się, że to kuzyn Alek potajemnie wymykał się z domu. Wychodził przez okno, a skoro było zamknięte, musiał sobie jakoś poradzić z drzwiami. Wiedział o tym tylko on oraz  Hippollit Kwass, który obiecał nikomu nie wyjawić tej tajemnicy.

Rozdział V – Kabaret „Arizona” * Alek nie wraca do domu… * Na tropie Wieńczysława Nieszczególnego * Stalowa pułapka

Detektyw Kwass, kuzyn Alek oraz pan Cedur przybyli do kabaretu. Tam, na życzenie pana Surmy, mieli zarezerwowane specjalne miejsce. Szybko określili, że brodaty mężczyzna znajduje się w drugiej połowie sali, gdzie tańczy, pozostając zarazem bardzo czujnym i podejrzliwym. Hippollit Kwas, aby dostać się w to miejsce, postanowił zmienić strój na ubranie kelnera. Wieńczysław Nieszczególny siedział w taki sposób, aby w lustrach mieć możliwość obserwowania ludzi. Na pięć minut przed dziesiątą Wieńczysław opuścił lokal, a Alek, Kwass i Cedur podążyli za nim. Natomiast Pan Surma po zakończeniu swoich występów udał się do domu, gdzie próbował wytłumaczyć państwu Piegusom dlaczego kuzyn Alek nie wraca do domu.

Trójka bohaterów ponownie zobaczyła Wieńczysława Nieszczególnego, gdy ten odbierał płaszcz w szatni, jednakże ku ich zdziwieniu nie skierował się do wyjścia, ale w stronę pomieszczeń gospodarczych. Alek i pan Cedur mieli za zadanie obserwować taksówki i zapisać numery rejestracyjne wozu, do którego wsiądzie przestępca. Detektyw Kwass zajął się poważniejszymi sprawami, lecz kiedy podsłuchiwał w garderobie, ktoś ogłuszył go ciosem w tył głowy.

Okazało się, że Wieńczysław opuścił lokal przez okno, wsiadł do taksówki i zaczął się szybko oddalać. Pan Cedur i kuzyn Alek podjęli szybką decyzję, że będą go śledzić. Przestępca wysiadł na jakiejś słabo oświetlonej uliczce, a bohaterowie podążali jego tropem. Nieszczególny wszedł w jakieś krzaki, ścigająca go para zrobiła to samo, ale zatrzymało ich ogrodzenie. Okazało się, że przestępca bardzo sprytnie ich wymanewrował. Ni stąd ni zowąd znaleźli się w klatce w ogrodzie zoologicznym. Dodatkowo zaczęły dochodzić ich odgłosy wydawane przez lwy.

Rozdział VI – Klatki śmierci * W oczekiwaniu na apetyt lwów * Wiatr się zmienia * Bohaterskie natarcie pana Cedura, czyli rozpylacz w akcji * Noście przy sobie zawsze wodę kwiatową „Siedem czarów” ze spółdzielni pracy „Przodownik” * Chłopcy z lustrami

Sytuacja bohaterów była bardzo trudna – nie dość, że znaleźli się w zamknięciu i z oddali dochodziły odgłosy drapieżników, to jeszcze zaczął padać deszcz. Rankiem byli ledwie żywi, nie zauważył ich nawet dozorca, który otworzył drzwiczki i wpuścił do nich lwy. Pan Cedur i kuzyn Alek nie mieli nawet sił, by krzyczeć. Jednakże zwierzęta były już po śniadaniu i obecnie nie miały apetytu, dlatego nie zaatakowały dwóch mężczyzn. Ci natomiast próbowali coś wymyślić, Alek chciał bronić się scyzorykiem, Pan Cedur wolał udawać padlinę.

W tym czasie wiadomość o tym, że w klatce z lwami została uwięziona dwójka ludzi rozeszła się po całym mieście. Podawali ją nawet w radiu. Do zoo zbiegli się oczywiście ciekawscy gapie, przybyła nawet milicja, ale nikt nie miał pomysłu jak uwolnić Alka i Cedura.

Bohaterowie stwierdzili, że lwy nie atakują ich, ponieważ wiatr wieje w przeciwną stronę i nie czują ludzkiego zapachu. Niestety jakiś czas później podmuchy zaczęły wędrować w kierunku lwów. Dowodem tego była postawa lwicy Brygidy, która zaczęła się zbliżać do dwójki nieszczęśników. Wtedy pan Cedur wpadł na fantastyczny pomysł – wyciągnął wodę perfumowaną i pryskał nią w stronę drapieżników, które zaczęły się cofać. Jednakże płynu nie mogło starczyć na długo, więc sytuacja ponownie stawała się dramatyczna. Z pomocą nadeszli chłopcy, którzy lustrami odwrócili uwagę lwów. Rozległa się wielka burza radości.

Rozdział VII – Teodor * List od detektywa Kwassa * Co odkrył konik szachowy? * Flaszka i Placek

Do dwóch szczęśliwie uratowanych mężczyzn doskoczył tłum, a w nim byli funkcjonariusze milicji. Chcieli oni przeprowadzić przesłuchanie, jednak nie doszło ono do skutku, gdyż zarówno Cedur, jak i Alek padali ze zmęczenia. Muzyk przechodził nawet załamanie nerwowe, czego dowodem było to, że nastroszył się jak lew i zaczął gonić kobiety. Z tego obłędu wyrwała go dopiero interwencja lekarza. Później musieli wyjaśnić jakim sposobem znaleźli się w klatce, tłumaczyli się, iż chcieli przeprowadzić badania na lwach. Następnie dostrzegli chłopców z lustrami i rzucili się, by im podziękować.

Po uwolnieniu z więzienia, dwójka bohaterów udała się na lody. Był z nimi jeden z chłopców – Teodor. Opowiedział on, że należy do grupy młodych chłopców, która interesuje się zagadnieniami zoologicznymi i doskonale orientuje się, jakie zwierzęta przebywają w ogrodach zoologicznych. Lwy w klatce przebywały wcześniej w cyrku, gdzie opanowały numer z lustrami. Następnie ujawnił im, że od dwóch dni zajmuje się sprawą Marka Piegusa. Alek postanowił zaprowadzić go do domu Piegusów. Tam piętnastoletni Teodor opowiedział rodzicom zaginionego, że wraz ze swoimi ludźmi próbuje go już odnaleźć. Możemy się także dowiedzieć, że Teodor działa z ramienia kapitana Trepki, który rozwiązywał już poważne sprawy kryminalne.

Matka Marka Piegusa odnalazła w skrzynce list od detektywa Kwassa. Napisał on grypsem, czyli w sposób zaszyfrowany. Teodor stwierdził jednak, że list został sfabrykowany. Wskazywał na to stary znaczek i inne pismo. Jednak potem zorientował się,  że w tym liście przekazana została jednak informacja. Układ ośmiu wersów liczących po osiem wersów miał symbolizować szachownicę, a to miało wskazać im miejsce, w którym przebywa detektyw Kwass.

Rozdział VIII – Ekspert Celestyn wyjaśnia * Pirydion w akcji * Trzech typów pod kościołem św. Bazylego * Sezamie, otwórz się! *

Przenosimy się do jedenastoletniej męskiej szkoły, w której uczy się czwórka dziwnych chłopców. Podczas przerwy nie bawią się oni ze swoimi kolegami, ale obradują gdzieś w kącie. Są to: Teodor, Pirydion, Pikolo i Celestyn. Najwidoczniej Teodor opowiedział zebranym historię Marka Piegusa. Celestyn stwierdził, że flaszka w liście musi oznaczać nazwisko jakiegoś bandziora. Wytypował Alberta Flaszę – przestępcę o skłonnościach do alkoholizmu. Następnym słowem, które rozszyfrowali był „placek”, nie mieli wątpliwości, że odsyła ono do imienia Jacek. Wywnioskowali to na podstawie tego, że kiedyś powstał film „O dwóch takich, co ukradli księżyc”, byli tam bliźniacy Jacek i Placek. Ostatecznie zorientowali się, że chodzi o podziemia mogące znajdować się pod kościołem św. Jacka.

Następnie Teodor otrzymał meldunek od Pirydiona, w którym ten pisał, że pod kościołem św. Jacka nie ma lochów, ale widziano jakąś grupkę bandytów w okolicach kościółka św. Bazylego. Nakazał więc zajęcie miejsc i obserwowanie tego rejonu. Następnego dnia stali na czatach i byli już bardzo znużeni, kiedy zobaczyli dwóch łysych mężczyzn popijających piwo i wino. Nagle z jakiejś uliczki nadbiegł grubawy, brodaty mężczyzna trzymający w rękach teczkę. Wraz z tymi mężczyznami wszedł w krzaki i zniknęli z pola widzenia. Okazało się, że na jednej ze ścian jest rzeźba św. Jacka, o której pisał detektyw Kwass.

Teodor wybadał dzieło sztuki za pomocą drucika i zorientował się, że jest za nim wiele wolnej przestrzeni. Wziął więc świętego za rękę, przekręcił ją lekko w prawą stronę i rzeźba odsunęła się z chrobotem. Teodor postanowił, że wejdą do siedziby wroga, potrzebował trzech ochotników, ostatecznie stanęło na liczbie sześciu. Odbyło się losowanie i w grupie szczęśliwców znaleźli się Pirydion, Nudys, Pikolo, Mrówka, Stasio Kusibaba i Stefek Nowak. Jednak Teodor nakazał Pirydionowi, by ten został na powierzchni i czuwał na wszelki wypadek.

Rozdział IX – W katakumbach * Makabryczny kawał Nudysa i co z tego wynikło * Tajemnica pustego sarkofagu*

Chłopcy zeszli po schodach w dół, okazało się, że trafili do katakumb, w których składano ciała arian, co bardzo zaciekawiło całą grupkę. W jednym z sarkofagów dostrzegli zmumifikowane ciało, a to utwierdziło ich w przekonaniu, że powietrze musi być suche. Dodatkowym czynnikiem był brak zapachu stęchlizny, gdzieś musiało być drugie wyjście. Nudys i Pikolo wpadli na pomysł, że położą się w sarkofagach i będą udawać mumie, co przestraszy resztę chłopaków. Tak też zrobili, ale okazało się, że pomysłodawca tej zabawy gdzieś zniknął. W sarkofagu, w którym położył się Nudys była winda. Teodor nie kazał czekać długo i od razu postarał się zebrać grupkę ochotników chcących pojechać z nim na dół. Najpierw, poza dwoma chłopakami, którzy i tak byli już na dole (Nudys i Pikolo), nie udało mu się nikogo przekonać. Dopiero gdy sam zjechał, zaczęli pojawiać się także inni. Zaistniała jednak konieczność, by ktoś został na górze. Los padł na Mrówkę i Stefka Nowaka. Reszta ruszyła w dalszą drogę.

Rozdział X – Krew na zeszycie * Centralna melina * Ludzie z garnkiem grochówki * Teofil Bosmann * Veracoco*

Grupa detektywów odnalazła w dalszych korytarzach ślady ludzkiej obecności. Były tam nie tylko przewody elektryczne, rury od centralnego ogrzewania, ale także odciski stóp kulejącego człowieka. Znaleźli też zakrwawiony zeszyt, na którym widniał podpis niejakiego Jerzego Turpisa z klasy V. Nagle ciszę przerwał krzyk Pikola prezentującego swoje znalezisko – pocisk.

Teodor stwierdził, że jest to kula z pistoletu o kalibrze 7. Przeszli jeszcze około dwudziestu metrów i trafili do pieczary, z której odchodziło 5 odnóg. Każda z nich miała swój numer, cztery były mroczne, a z jednej, delikatnie oświetlonej, dobiegał odgłos silnika elektrycznego. Chłopcy podążyli tym korytarzem, a to co ukazało się ich oczom było bardzo zadziwiające. Za kratą znajdowało się kilka skrzyń przypominających chłodnie, dwóch śpiących mężczyzn oraz cała góra kosztowności, które najprawdopodobniej zostały skradzione z grobowców. Teodor szybko rozwiał wątpliwości swoich przyjaciół. Powiedział im, że owe chłodnie to tak naprawdę piece do przetapiania kosztowności. Po tym wykonał parę fotek, a chłopcy wrócili do pieczary, by dalej szukać detektywa Kwassa.

Nagle dostrzegli, że z jednego korytarza wyłania się dwóch mężczyzn. Jeden z nich był naprawdę słusznej postury i nazywał się Teofil Bosmann. Drugi, nazywany przez towarzysza Chryzostomem, próbował mu się przypodobać. Okazało się, że mężczyźni ci mieli za zadanie karmić grochówką detektywa Kwassa, który, jak wynikało z ich słów, był im do czegoś potrzebny. Ich celem było „uszczknąć trochę encyklopedycznej wiedzy” Hippollita Kwassa. W tym celu chcieli posłużyć się grochówką (to jego ulubiona potrawa) z tabletkami Veracoco – leku poprawiającego humor i zmuszającego do mówienia prawdy.

Rozdział XI – Zamach Teodora i bohaterski Pikolo * Detektyw Kwass dziękuje, lecz jest głodny*

Grupka detektywów postanowiła uratować detektywa Kwassa z tej opresji. Jednakże nie bardzo wiedzieli, co mogą zrobić w starciu z dwoma mężczyznami. Teodor wpadł na pomysł, że Pikolo podbiegnie do Teofila i rzuci w niego konserwą rybną. Sam natomiast ustawił plecak i włożył do niego latarkę, co miało zwabić Bosmanna, który zatrzyma się, a wtedy dwójka chłopaków ogłuszy go metalowymi prętami.

Chłopcy nie zdążyli się zastanowić co uczynią z Chryzostomem Cherlawym, kiedy nad plecakiem przeskoczył Pikolo. Za nim biegł Teofil, który nie zauważył plecaka i – ku niewymownej radości detektywów – potknął się o niego. W tym momencie nadbiegł drugi bandzior, jednak Teodor trzymał już w rękach pistolet. Bosmann został skrępowany i zostawiony w korytarzu, a Chryzostom (także związany) miał wyruszyć w dalszą drogę z chłopakami. W momencie gdy Hippollit Kwass został uwolniony, okazało się, że doskonale zna on Teodora i wie o jego wybitnych umiejętnościach. Uwolniony z celi detektyw nagle rzucił się na garnek z grochówką, lecz chłopcy skutecznie wyrwali mu go z ręki. Następnie opowiedzieli mu o zamiarach bandytów. Kwass stwierdził, że muszą odbyć małą naradę, by uratować Marka Piegusa.

Rozdział XII – Zarys działalności szajki Alberta Flasza * Jak nakarmiono Chryzostoma Cherlawego i co z tego wynikło? * Los Marka *

Hippollit i Teodor podczas rozmowy wyjaśnili motywy porwania Marka Piegusa. Okazało się, że kosztowności były transportowane przez uczniów w tornistrze, do którego dorabiano drugie dno. Taki sposób ich przenoszenia nie budził żadnych podejrzeń. Jednym z takich „osiołków” (bo tak nazywali ich bandyci) był syn Chryzostoma Cherlawego – niejaki Wacio. W sytuację wmieszał się też Wieńczysław Nieszczególny, który, przejrzawszy działalność „osiołków”, zaczął ich po prostu napadać. To właśnie on gonił owego feralnego dnia Marka Piegusa, a kiedy nie udało mu się zdobyć tornistra, dokonał nocnego napadu.

W celu ustalenia miejsca, w którym przechowywany był Marek Piegus detektywi postanowili nakarmić Cherlawego grochówką. Mężczyzna zaczął opowieść od historii o kradzieży przez Nieszczególnego kosztowności z plecaka Wacia. Początkowo podejrzewano o to Marka Piegusa i postanowiono go porwać, by dowiedzieć się, gdzie schował kosztowności. Po jego uprowadzeniu był on przesłuchiwany przez samego Alberta Flasza – herszta bandy. Jednak ta rozmowa nie przynosiła żadnego efektu, dopiero Chryzostom Cherlawy odkrył, że plecak został skradziony wcześniej przez Wieńczysława Nieszczególnego. Odczytał to z pamiętnika, który Marek miał w jednej z kieszeni. Bandyci zaplanowali porwanie Nieszczególnego, ale omyłkowo uprowadzili Hippollita Kwassa, co i tak zamierzali wykorzystać dla swego dobra. Następnie opowiedział o tym, gdzie przechowywany jest Marek Piegus. Okazało się, że jest on w celi na końcu piątego korytarza i wypełnia tam obowiązki narzucone przez złodziei – odrabia lekcje za ich dzieci.

Rozdział XIII – „Poddajcie się – widzimy was” * Pod obstrzałem * Tajemniczy głos z tyłu * Marek Piegus * Zamknięci w lochu * Sekret białego tynku *

Hippollit Kwas wywnioskował, że w tajemnych korytarzach jest jeszcze trzech opryszków – Ślepy Tadzio i Zezowaty, czyli dwaj strażnicy oraz dyżurny. Byli oni strażnikami, więc najczęściej poruszali się po pomieszczeniu, w którym zbiegają się wszystkie korytarze. Bohaterowie zaczęli się zastanawiać, w jaki sposób mogą sobie z nimi poradzić, kiedy Teodor oznajmił im, że wcale nie muszą przechodzić przez centralną pieczarę.

Tajemne miejsce miało plan podobny do koła rowerowego i znajdowało się tam pomieszczenie okalające wszystkie korytarze. Wyruszyli więc w drogę, by uratować Marka Piegusa. Nagle dostrzegli zmierzający w ich kierunku snop światła i ktoś wymówił te słowa: „Poddajcie się! Widzimy was”. Już mieli wstawać i oznajmić kapitulację, ale za nimi znalazł się Marek Piegus. Siedział w celi kilka metrów od nich. Na jego polecenie cofnęli się do tyłu, gdzie pociski nie były w stanie ich zranić. Jednakże byli w sytuacji bez wyjścia, a Pirydion miał powiadomić policję o 7, tymczasem była dopiero 5.

Teodor postanowił postraszyć bandziora ludźmi, którzy zostali rozmieszczeni na zewnątrz Ten, podpuszczony przez młodzieńca, poszedł zadzwonić do szefa, co umożliwiło uwięzionym ucieczkę. Jednakże droga została odgrodzona kratą, musieli więc powrócić. Atmosfera zrobiła się bardzo smutna, gdyż wszyscy byli przekonani o niechybnej śmierci. Dopiero Teodor ich uspokoił, pokazując im tajemniczy biały tynk. Okazało się, że jest za nim zamurowane przejście, które prowadzi gdzieś do góry.

Rozdział XIV – Niesamowite zjawisko, które przerwało sen doktora Ildefonsa
Stułbi w miedzianej wannie numer czterdzieści dziewięć * Sceny szaleństwa w łaźni * Murzyni pod prysznicem * Ostatnie życzenie Teodora *

W łaźni miejskiej nr 17 przy ul. Bednarskiej panowało niesamowite poruszenie. Jakiś dowcipniś kierował strumienie lodowatej wody w stronę ludzi zażywających kąpieli parowych, to spowodowało wielki zamęt. Jednakże to wszystko nie było w stanie obudzić doktora Ildefonsa Stułbi, który wylegiwał się w specjalnie przygotowanej wannie nr 49.

Nagle ze snu wyrwało go stukanie w dno wanny. Nieco przerażony wyskoczył i zorientował się, że obiekt się porusza. Następnie wyłoniła się czarna ręka, co omal nie przyprawiło go o zawał serca. W całej łaźni zaczęła się panika. Niektórzy krzyczeli o murzynach wychodzących spod ziemi, kierownik dostał zawału, pojawiały się nawet plotki o podłożonych bombach. Kiedy przyjechali milicjanci i weszli do feralnej sali z wanną nr 49, zobaczyli tam Teodora i jego ludzi biorących prysznic. Teodor wyjaśnił wszystko funkcjonariuszowi, ten krzyknął, że jeśli odkryli melinę Alberta Flasza, to otrzymają medale. Młody detektyw poprosił jednak tylko o jedno – o usprawiedliwienie do szkoły, gdyż miał świadomość, że nikt tego dnia nie siądzie już do lekcji.

Podobne wypracowania