Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Mowa sądowa w obronie Zenona Ziembiewicza - „Granica” Zofii Nałkowskiej

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Szanowna ławo przysięgłych!

Na temat zasiadającego na ławie oskarżonych Zenona Ziembiewicza można powiedzieć wiele dobrych rzeczy. Wszyscy wiemy, jakim był prezydentem, czego dokonał, jakim był człowiekiem. Oskarżony jest on o zniszczenie życia Justyny Bogutówny i podjęcie nieszczęśliwej decyzji o strzelaniu do robotników, ale proszę państwa, czy naprawdę mamy prawo, aby tak jednoznacznie oskarżać i skazywać Zenona? Czy wszystkie okoliczności jego postępowania zostały całkowicie wyjaśnione? Nie jestem tego taka pewna, dlatego w tym miejscu chciałabym państwu przedstawić prawdziwą twarz byłego prezydenta naszego miasta.

Nie wszystkim wiadomo, że człowiek ten, znany każdemu z nas, miał bardzo ciężkie dzieciństwo. Pochodził z ubogiej rodziny. Jego rodzice w ogóle się nim nie zajmowali, nie mógł na nich liczyć w żadnej sytuacji. Przez praktycznie całe dzieciństwo pozostawał na uboczu. Od dziecka wyróżniał się takimi cechami jak: pracowitość, ambicja oraz wytrwałość. Musiał walczyć o swoje przetrwanie w tym pełnym niebezpieczeństw świecie.  
    
Na studia, które brutalnie przerwała wojna, musiał wyłożyć pieniądze z własnej kieszeni, uczciwie na to zarabiał i dzięki wykształceniu wybił się ponad sferę biedoty, z której się wywodził. Prawdą jest, że prowadził podwójne życie, kiedy ożenił się z Elżbietą i jednocześnie romansował z Justyną, ale trzeba zauważyć, że uczciwie przyznał się przed żoną do przygody miłosnej. Uzyskał jej wybaczenie i dalej próbował, jak tylko mógł, uszczęśliwiać biedną kobietę. Starał się być dobrym i przykładnym mężem oraz szlachetnym, cenionym i szanowanym politykiem jednocześnie. Chciał być dobrym człowiekiem i do tego dążył przez całe swoje życie. Mottem, którym się kierował, to: „żyć uczciwie”. 
    
Jego stosunki z Justyną również nie należały do najłatwiejszych. Zenon bardzo o nią dbał, pomagał jej w czasie całego ich związku. Przez całe życie uciekał od wzorca, który przekazał mu jego ojciec, jeszcze w dzieciństwie. Ten romansował z kochanką, o której wiedziała jego żona, a matka Zenona. Żyli w tym swoistym trójkącie miłosnym przez wiele upokarzających lat. Oskarżonemu nie udało się uciec od tego schematu i powielił błędy ojca, ale moim zdaniem jest to raczej wina matki, która pozwalała na to, aby syn oglądał i akceptował tego typu rozwiązanie.

Zenon troszczył się o swoją żonę i o Justynę. Przez cały czas – łącznie z okresem ciąży, dawał jej pieniądze na potrzebne jej rzeczy oraz na życie. Załatwił jej także pracę w sklepie. Interesował się jej życiem, nie była mu całkowicie obojętna. Czuł się winny również temu, że dziewczyna usunęła ciążę. Jeżeli chodzi o wydarzenie, które wstrząsnęło całą Warszawą, to nieprawdą jest, że to on wydał rozkaz strzelania do manifestujących robotników. Decyzja ta zapadła za jego plecami i przez cały czas dążono do tego, żeby zrzucić odpowiedzialność na ówczesnego prezydenta stolicy. Zenon nie miał z tym nic wspólnego.

Myślę, że dobrym podsumowaniem obrony Zenona Ziembiewicza byłoby stwierdzenie, że był to człowiek pełen szlachetnych ideałów, które chciał wprowadzić w życie. Zniszczyło go jednak okoliczności oraz ludzie, z którymi przyszło mu obcować i którzy zmuszali go do podejmowania decyzji zniżających go do poziomu człowiekiem podłego, zaprzedanego i zdewastowanego psychicznie oraz materialnie. Zenon Ziembiewicz był marzycielem, którego prostolinijne idee nie miały prawa ziścić się w tym okrutnie rzeczywistym świecie. Dodam jeszcze, że był raczej człowiekiem zbyt naiwnym niż okrutnym i bezwzględnym, dlatego proszę o uniewinnienie oskarżonego.

Podobne wypracowania