Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Adam Mickiewicz „Gdy tu mój trup...” - interpretacja i analiza wiersza

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

„Gdy tu mój trup...” jest jednym ze smutniejszych wierszy Adama Mickiewicza, wyrażającym poczucie osamotnienia i alienacji. Podmiot liryczny w kilku strofach alegorycznie opisuje swój stan emocjonalny, który – mówiąc eufemistycznie – pozostawia wiele do życzenia.

Już pierwsze strofy sygnalizują, że coś jest nie w porządku. Podmiot liryczny nazywa siebie „trupem”, co powinno zwrócić naszą uwagę na aspekt, w jakim dokonuje takiego wyznania. Z pewnością nie jest to śmierć fizyczna, gdyż podmiot opisuje swoje czynności: głośne rozmawianie, spoglądanie innym prosto w oczy i normalne interakcje z innymi osobami.

Mimo iż nic nie wydaje się zakłócać jego normalnego funkcjonowania, istnieje coś, co nie pozwala mu w pełni cieszyć się życiem. Tęskni on bowiem do „ojczyzny myśli”, która stanowi idealną krainę, do której chciałby się przenieść. Nie mamy dokładnych informacji na temat tego miejsca. Być może wcale nie jest konkretne miejsce? Może jest to wspólnota dobrze rozumiejących się ludzi, może zbiór idei, których nie da się urzeczywistnić, być może idealna kraina stworzona z marzeń, wspomnień i snów?

„Ojczyzna myśli” zaludniona jest osobami, które są milsze „niż całe pokrewieństwo”, a więc więzi te podmiot liryczny ceni bardziej, niż więzy krwi łączące rodzinę. Deklaruje też, że posiada liczne siostry i wielu braci oraz że ów kraj jest piękniejszy „niż ten, co w oczach stoi” – być może podmiot liryczny porównuje go z Litwą, do której był przecież bardzo przywiązany i której piękno cenił jak żadnej innej krainy. Tym bardziej zastanawia chęć przeniesienia się do miejsca, które wspaniałością przewyższa nawet kraj rodzinny i zaludniony jest osobami bliższymi nawet niż rodzina i przyjaciele.

Z jednej strony mamy więc idealizację, z drugiej – napotykamy obraz, który nijak się ma do arkadyjskiego przedstawień idealnej krainy. W ojczyźnie podmiotu lirycznego istnieją zarówno radości, jak i troski, występuje zabawa, ale i praca – jest to więc dość realistyczny i „ziemski” obraz wymarzonej krainy. Dodając do tego typowy litewski krajobraz z wysokimi drzewami, bujną trawą, motylami i wróblami, otrzymujemy standardową wieś z okolic stron rodzinnych Mickiewicza.

Ostatnia zwrotka przynosi nam wiadomości o tajemniczej białej postaci, która znajduje się wśród tego sielskiego krajobrazu. Tradycyjnie jest ona interpretowana jako symbol duszy lub najbardziej wewnętrznej części osobowości. W tej perspektywie „ojczyzna duszy” Mickiewicza składałaby się z tego, co dla niego najważniejsze: z kraju rodzinnego, najbliższych sercu, ideałów i wartości pracy oraz z niewinności.

Idealna kraina to taka, w której człowiek czuje się spełniony, spokojny, odczuwa także, że jest w miejscu, w którym dokładnie powinien się znajdować. Niestety, „ojczyzna duszy” zasadniczo odbiega swoim kształtem od rzeczywistości. Stanowi jednak oazę, do której w chwilach największych strapień podmiot liryczny może się „schować”. Dlatego też określa się mianem „martwego”, gdyż to dusza jest siedzibą prawdziwego życia, ona natomiast pozostaje daleko od szarej codzienności. Owszem, podmiot może funkcjonować w realnym świecie, lecz jego ruchy będą mechaniczne, a czyny pozbawione przekonania i determinacji.

„Gdy tu mój trup...” to wyznanie jednostki, niemogącej poradzić sobie z własnym wyobcowaniem i ciągle dążącej do ideału. Unika ona półśrodków, jest bezkompromisowa, w jej charakterze jest także coś z wiecznego smutku i melancholii.

Wiersz jest stosunkowo prosty w budowie: posiada cztery regularne czterowersowe strofy, każda jest pisana trzynastozgłoskowcem. Adresatem wiersza jest podmiot zbiorowy, wydaje się, że każdy z nas mógłby być jego odbiorcą.

W trzech zwrotkach występują rymy krzyżowe, w jednej – sąsiadujące i okalające. Powtórzenia i westchnienia („ach”) zbliżają konwencję wiersza do spokojnej piosenki, rytm także wydaje się wprowadzać czytelnika w miarowe kołysanie.

Podobne wypracowania