Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Moja pierwsza dyskoteka. Opis

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Do tej pierwszej dyskoteki przygotowywałam się naprawdę długo z przyjemnością i  niecierpliwością. Miała to być pierwsza „dorosła” dyskoteka, nie zwykła szkolna zabawa zorganizowana przez rodziców i nauczycieli, ale wyjście do prawdziwego lokalu w towarzystwie przyjaciół. Wiele sobie obiecywałam po takiej przygodzie i być może dlatego w efekcie wróciłam raczej rozczarowana.

Do „Hybrydy”, bo tak nazywa się lokal do którego mieliśmy pójść, wybierałam się oczywiście z moim chłopakiem oraz parą przyjaciół. Wcześniej ustalaliśmy różne szczegóły, jak to, kto nas zawiezie i kto po nas przyjedzie, datę wyjścia i co najważniejsze - kreacje. Oczywiście o tym ostatnim rozmawiałam przede wszystkim z Iloną, moją koleżanką, która wybierała się tam razem z nami. Przez dwa tygodnie zaglądałyśmy do różnych sklepów w poszukiwaniu czegoś wyjątkowego. A im więcej bluzek, spódnic, spodni i butów zdołałam przymierzyć, tym mniej oczywisty okazywał się wybór. Teraz myślę, że właśnie to planowanie, przymierzanie i dobieranie dodatków było najprzyjemniejszym elementem całej wyprawy. Zawsze lubiłam, kiedy mama udoskonalała moje ubrania, przeszywając, doszywając i ozdabiając. Tym razem byłam jednak nieznośna, powracając do tematu mojej kreacji przy każdej okazji. Tata nie mógł się już doczekać tej naszej dyskoteki, żeby wreszcie skończyły się rozmowy o tym, co na siebie włożę.

Wreszcie się doczekał. Nastał długo wyczekiwany piątek. Przyjechał po nas brat Ilony, wsiadając do samochodu czułam się jak kopciuszek zmierzający na bal. Ilona też miała uroczystą minę, która świetnie pasowała do jej czerwono-złotej bluzki. I tak dwa Kopciuszki i  dwóch Książąt ruszyło na bal. Uroczysty nastrój prysnął, kiedy przekroczyliśmy próg sali. Przy stolikach i na parkiecie były potworne tłumy. Nie powiem, żebym się tego nie spodziewała, dyskoteka to nie przyjęcie na zamku, ale w tych migoczących światłach, pośród okropnego ścisku ledwo można było dostrzec koniec własnego nosa, a szansa, że Jarek, mój chłopak, dostrzeże wyjątkową barwę kolczyków, które idealnie pasowały do zieleni moich oczu, była żadna.

O znalezieniu stolika mogliśmy tylko pomarzyć. Ledwo udało się nam dopchnąć do baru, by zamówić cokolwiek do picia, ale stanie ze szklanką w drzwiach nie miało nic wspólnego z dostojnym sączeniem przy stoliku, o jakim myślałam, wyobrażając sobie ten wieczór. Rozmowa też była niemożliwa ze względu na bardzo głośną muzykę, którą z trudem udawało się przekrzyczeć. Wyszliśmy więc na chwilę na zewnątrz, ale tu z kolei było trochę zbyt zimno, a poza tym nie po to przyjechaliśmy na dyskotekę, żeby oglądać parking. Wróciliśmy więc na salę i próbowaliśmy się wcisnąć w tłum tańczących. Sala jakimś cudem zmieściła jeszcze cztery osoby, nie pękając przy tym w szwach. Przez chwilę było nawet całkiem miło, skacząc w rytm muzyki zapomniałam o pierwszym wrażeniu. Jarek, choć nie zbyt lubi tańczyć, towarzyszył mi dzielnie. Niestety szybko straciliśmy z oczu naszych przyjaciół, których już do końca imprezy nie udało nam się odnaleźć. Zmęczona tańcem naprawdę miałam wielką ochotę przysiąść przy jakimś stoliku, ale wydawało mi się, że tłum jeszcze narasta. Wstyd było mi się przyznać przed Jarkiem, że mam ochotę wracać, zwłaszcza, że to ja go namawiałam na tę dyskotekę, przekonując zawzięcie, że będzie wspaniale. Wróciliśmy więc na parkiet, ale nie zabawiliśmy tam długo, ponieważ ktoś boleśnie naskoczył mi na stopę. To był doskonały pretekst, żeby wracać.

Na koniec pojawił się problem z transportem, ponieważ miał po nas przyjechać brat Ilony, a my nie wiedzieliśmy gdzie ona jest. W tej sytuacji nie pozostało nam nic innego jak wezwać taksówkę. W domu od razu zadzwoniłam do Ilony, by poinformować jej rodziców, że my wróciliśmy na własną rękę. Odebrała Ilona, okazało się, że oni jeszcze wcześniej zrezygnowali z zabawy, a ponieważ nie mogli nas odnaleźć w tłumie tańczących, wrócili sami z nadzieją, że będziemy dzwonić do nich do domu, skąd jej brat przyjechałby specjalnie po nas.

Wbrew pozorom nie była to nasza ostatnia dyskoteka. Za bardzo lubię tańczyć, by zrażać się po pierwszym wyjściu. Teraz po prostu ostrożniej wybieram lokal i dzień wyjścia, tak by uniknąć tych przerażających tłumów.

TAGI: opis

Podobne wypracowania