Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Wywiad z aktorem (wymyślonym) - przykład

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Dziś prawdziwych aktorów już nie ma? Rozmowa z Januszem Szaniawskim 

- Pana najlepsze role to te, w których wciela się Pan w postacie dwuznaczne, złe, a nawet demoniczne. Z czego to wynika?

- Składa się na to kilka czynników. Przede wszystkim fizjonomia. W pewnym sensie wygląd aktora predestynuje do pewnych ról, a do pewnych nie. Jeśli zastanowi się pan nad tym, to dojdzie pan do wniosku, że są aktorzy, których wybierano głównie do ról arystokratów czy ludzi sukcesu, a są i tacy, których trudno by w takich kreacjach sobie wyobrazić, za to idealnie nadają się na postacie z nizin. I bynajmniej nie ma żadnego związku z umiejętnościami aktorskimi, bo te u jednych i drugich mogą być zarówno lepsze, jak i gorsze. Druga sprawa to fakt, iż doskonale czuję się, grając bohaterów, u których przeważa raczej zła strona charakteru. Wynika to stąd chociażby, że są to typy charakterologiczne bardzo wyraziste, a przez to można doskonale się w nie wczuć, choć nie ma to nic wspólnego z utożsamieniem się z rolą.

- Jaka kreację aktorską uznaje Pan za najlepszą w swojej karierze?

- Zdecydowanie była to postać Wolanda z „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowa. Abstrahując oczywiście od recenzji, jakie za tę role otrzymałem, sam, wewnętrznie czułem wielką satysfakcję z tego wcielenia. Niebagatelne w tym przypadku był to, iż sam Bułhakow wykreował bohatera tak barwnego, ciekawego i niejednoznacznego, mimo że mówimy przecież o szatanie. Nie było to łatwe wyzwanie. Po pierwsze zmierzyć się z geniuszem rosyjskiej powieści, po drugie jedną z najbardziej znanych i charakterystycznych postaci w literaturze światowej, było zadaniem niezwykle ambitnym i pociągającym. Musiałem zmierzyć się z rolą, która mogła albo przynieść mi uznanie, albo zdyskredytować mnie jako aktora. Udało się, a wrażenia były niesamowite.

- W jaki sposób mierzyć się z takim gigantem scenicznym?

-Nie zależnie od rodzaju roli, bardzo ważne jest, aby mieć na nią własny pomysł. Dobry aktor musi przed oczami mieć scenariusz, a w sercu swoją część koncepcji na postać, którą gra, można by to nazwać wyobrażeniem sobie tej postaci. Szalenie utrudniające jest również zestawienie znanych już z desek teatru kreacji takiego bohatera, zwłaszcza, gdy wśród nich są te niezapomniane i zagrane genialnie. Wówczas należy zupełnie wyłączyć tę wiedzę ze świadomości i zaufać sobie. Jest to niełatwe ze względu na to, że niekiedy korci podświadomie, żeby odtworzyć pewne szczegóły tak, jak zrobił to jakiś fenomenalny aktor. Bo jednak role, zwłaszcza charakterystyczne, zagrane przez odpowiednią osobę, szufladkują daną postać. Weźmy dla przykładu adaptację „Trylogii”. Mimo że w „Ogniem i mieczem” nakręcone przez świetnego reżysera, zagrane przez najlepszych ówcześnie aktorów, nie dorównuje kunsztowi dwóch pozostałych części sprzed ćwierćwiecza.

Podobne wypracowania