Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Ignacy Krasicki „Monachomachia” - charakterystyka bohaterów

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

„Monachomachia” to poemat heroikomiczny Ignacego Krasickiego, napisany w 1778 roku i wydany anonimowo w Lipsku. Początkowo Krasicki, biskup warmiński, nie chciał, by przypisywano mu autorstwo dzieła wyszydzającego duchowieństwo. Szybko jednak rozpoznano styl i błyskotliwe rymy wielkiego poety. Utwór wywołał skandal, głównie za sprawą tematyki. Krasicki opisał życie mnichów z tak zwanych klasztorów żebraczych, szeroko rozpowszechnionych w osiemnastowiecznej Polsce. Mnisi tych zgromadzeń utrzymywali się z datków. Niewiele pomogły słowa, napisane na końcu poematu:

„Prawdziwa cnota krytyk się nie boi,
Niechaj występek jęczy i boleje.”

Duchowni współcześni Krasickiemu byli oburzeni, co sprawiło, że Krasicki po dwóch latach wydał „Antymonachomachię”, chwaląc życie zakonników, oczywiście na swój sposób, ironicznie i przewrotnie.

Mnisi, opisani w „Monachomachii”, należą do dwóch zakonów: dominikanów i karmelitów. Bohaterowie są postaciami niesympatycznymi, groteskowymi, leniwymi i próżniaczymi. Nie mają nic wspólnego z potocznymi wyobrażeniami o świętym mężach, strzegących wiary, nie budzą szacunku, wręcz przeciwnie, raczej śmiech i politowanie. Spędzają całe dnie na lenistwie, zajmują się jedzeniem i piciem, o modlitwie i obrzędach zakonnych dawno już zapomnieli. Nie grzeszą inteligencją - przed zapowiadaną uczoną dysputą okazuje się, że zapomnieli, gdzie mieści się klasztorna biblioteka, bo nikogo nie było tam od wielu lat. Głównym rytuałem zakonników jest picie wódki wina.

Kiedy jędza zakłóca błogi spokój dominikanów, budząc ich o świcie, zakonnicy wpadają w popłoch. Rozumieją, że coś się stało. Przeor z ojcem doktorem i ojcem Gaudentym, czując, że święci się coś niedobrego, a zagrożenie płynie z konkurencyjnego klasztoru karmelitów, postanawiają wyzwać rywali na uczoną dysputę, by udowodnić swoją wyższość. Problem jest poważny, bo pobożni mnisi od lat nie zagłębiali się w świętych księgach. Wyzywają jednak na pojedynek karmelitów. Tamci tez są przerażeni, po wielu wysiłkach odgrzebują dojście do biblioteki. Jeden z braciszków proponuje, by dominikanów spoić i w ten sposób pokonać. Inny przypomina, że rywale są lepsi w piciu i to oni wygrają.

Nie można zapominać, że poemat opowiada o zakonnikach. A przecież postawy świętych mężów są godne pożałowania i wręcz haniebne. Ojciec doktor robi wszystko, by zachować błogi spokój, prowokację jędzy odbiera niemal jako zamach na próżniaczą wolność dominikanów. Zakonnicy nie chcą zmieniać sposobu życia, po prostu jak najmniejszym kosztem chcą się pozbyć kłopotów. Cechuje ich konformizm i lenistwo. Uczona debata przemienia się ogólną bijatykę. Zwaśnione strony godzi wniesienie ogromnego pucharu.

Zanim to jednak nastąpi, karmelita ojciec Rajmund gubi pantofel, potyka się i upada na progu. Incydent traktuje jako zły znak i nadejście kłopotów, a przecież jako człowiek kościoła nie powinien wierzyć w przesądy. Na osobny komentarz zasługuje postawa ojca Hijacynta. Nie bierze on udziału we wspólnej bitwie, zajęty adorowaniem uroczej dewotki. Dopiero coraz bardziej donośne odgłosy walki skłaniają go do przerwania romansu.

Wśród zakonników nie ma ani jednego, który zasługiwałby na sympatię. Wszyscy to opoje i obżartuchy, zajęci tylko doczesnymi uciechami. Nie mają w sobie ani krzty pobożności, wiary czy uduchowienia.

Podobne wypracowania