Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

„Podróże kształcą... wykształconych?” - esej

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Podróż, zwłaszcza ta odbywana dalej, jest zwykle zderzeniem „ja” uważającego swój kraj czy kontynent za centrum świata oraz „innego”, czyli reprezentanta odmiennej kultury. Poprzez podróż poznajemy nie tylko bogactwo odmiennych ludności, ale i samego siebie na ich tle.

Wszystko zaczęło się od zainteresowania człowieka tym, co znajduje się dalej niż był w stanie ogarnąć wzrokiem. Człowiek w swej ciekawości zaczął wędrować i rozszerzać swój świat. Koniec XV wieku to wielkie odkrycia geograficzne, które pokazują, że chęć przekonania się, co kryje nieznane, doprowadziła do stwierdzenia, że nie tylko Europa jest zaludniona przez cywilizacje, a „na końcu świata” żyją ludzie, a nie monstra, jak wcześniej sądzono. Tyle, że wówczas ludzie ze Starego Kontynentu nie tylko poszerzyli swe horyzonty myślowe, ale zamiast dialogu kultur osądzili, że dla bogacenia się można zniszczyć dorobek kulturowy „dzikusów”. Według mnie okres podbojów Francisca Pizzara, Hernána Cortésa i innych konkwistadorów, którzy dla złota, zniszczyli jedne z najbardziej zadziwiających kultur – Inków, Majów i Azteków – to haniebny okres w dziejach nowożytnych. Niemniej podróże stały się krokiem w przód, końcem wieków ciemnoty i początkiem chęci rozwoju intelektualnego na szerszą skalę.

Moim zdaniem podróże zdecydowanie mają doskonalący wpływ na ludzką wiedzę i postrzeganie świata. Można przyswajać wiele informacji z książek, filmów, opowiadań, ale tylko empiryczne doświadczenie, myślę, może ukazać pełnię obrazu. Poza tym samemu poznając inne kraje, mamy możliwość dotarcia do ciekawostek, o których nie piszą żadne książki. Ujęła mnie i zaciekawiła opowieść pewnego profesora, który był niesłychanie zadowolony, że będąc na wycieczce w Tajlandii, potrafił ukradkiem zrobić zdjęcia posągowi Buddy w jednej ze świątyń, które znajdowały się w małej wiosce. Ale dlaczego ukradkiem? Okazało się, że turyści objęci są zakazem uwieczniania wizerunku bóstwa, ponieważ to kradzież części jego duszy. Takich rzeczy słucha się niesamowicie, zwłaszcza, że chodzi o Daleki Wschód, czyli świat diametralnie różny od tego, jaki znamy, ale bez porównania więcej korzyści poznawczych dostarczyłoby przeżycie osobiste.

Najlepszy dowód na to, że podróże rozwijają i uczą jest zestawienie teorii z praktyką. Ucząc się o położeniu rzek, cieśnin, językach urzędowych danych krajów, właściwościach klimatu itd., czyli przyswajając „suchą” teorię, wiem tak naprawdę to wszystko? Tylko przekonanie się na własne oczy, głębsze poznanie, kontakt osobisty daje możliwości prawdziwie poznawcze. Teoria może być wstępem, pewnym nakreślenie obrazu, ale nigdy nie zastąpi całości z jej ogromem doznań.

Karl Julius Weber powiedział, że „Podróże są najlepszym bodźcem twórczości”. I z tym również się zgadzam. Doskonałym przykładem fascynacji odmiennością i pięknem nieznanych ziem są obrazy czy utwory romantyczne. Patrząc na obrazy Caspara Davida Friedricha, np. „Pejzaż czeski”, „Skały kredowe na Rugii” czy „Morze Północne w świetle księżyca” lub czytając „Sonety krymskie” Adama Mickiewicza, czuje się fascynację pięknem nieznanego. Podróże tych i innych wielkich twórców wydały owoce w postaci nieśmiertelnych dzieł, które podziwiają pokolenia.

Z cała pewnością podróżowanie jest zajęciem rozwijającym człowieka wewnętrznie. Nie znając tego co inne, nie zna się tak naprawdę świata, zna się jedynie teorię.

Podobne wypracowania