Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Operacja Market Garden

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

W roku 1944 alianci byli przekonani, że zakończenie wojny jest kwestią tygodni. Po wylądowaniu na plażach Francji wojska sojuszników szybko posuwały się w głąb kraju napotykając jedynie słaby opór ze strony niemieckiej. Pewne zwycięstwa dowódcy wierzyli, że końcową klęskę faszyzmu można jeszcze przyspieszyć. W tym celu zdecydowano się na realizacje wysoce ryzykownego planu gen. Montgomery'ego. Chodziło mianowicie o zajęcie mostów na planowanej drodze ataku 2 Armii brytyjskiej generała Dempsey'a w kierunku Arnhem. Zadanie to zrealizować miały oddziały powietrznodesantowe, które po zrzuceniu na tyły wroga, miały zająć i utrzymać kluczowe miejsca, aż do pojawienia się wojsk pancernych. Swą rolę w operacji Market Garden odegrać mieli również Polacy. Najdalej wysunięte na północ mosty w Arnhem miały paść łupem 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Stanisława Sosabowskiego.

Jak się wkrótce miało okazać, dowódcy alianccy na etapie planowania wykazali się szczególnym brakiem wyobraźni. Bez wyraźnych podstaw założono, że warunki będą sprzyjające, a nieliczne (jak błędnie zakładano) oddziały niemieckie nie będą miały ochoty walczyć. Nie zadbano o rozpoznanie terenu, a do tego nie dysponowano dostateczną ilością samolotów, aby natarcie przebiegało jednocześnie we wszystkich punktach. Te ewidentne zaniechania wkrótce obróciły się przeciwko atakującym.

Operacja rozpoczęła się 17. września 1944 roku. Najpierw alianci przeprowadzili bombardowanie terenów, na których spadochroniarze mieli lądować. Już wówczas okazało się, że Niemcy nie planują odwrotu. Samoloty zostały ostrzelane, wiele z nich zniszczono. Oddziały zrzucone miały jeszcze cięższą przeprawę. Pierwszego dnia nie udało się zdobyć żadnych wyznaczonych celów. Alianci byli atakowani i zmuszeni do defensywy wszędzie, gdzie tylko się pojawili. Tego samego dnia nie udał się również natarcie wojsk lądowych. 2. Batalion Irlandzkiej Gwardii napotkał opór i zahamował swój marsz w kierunku Eindhoven. Kolejne dni przyniosły bardzo ciężkie starcia pod Arnhem. Żadna ze stron nie potrafiła zyskać znaczącej przewagi. Dywizje amerykańskie co prawda opanowały kilka przepraw, m.in. kluczowy most pod Grave, jednak te najważniejsze, pod Zon i Best, Niemcy zdołali wysadzić. Pogarszająca się pogoda uniemożliwiła natomiast płynne nadsyłanie wsparcia dla walczących.

Polacy do walki rzuceni zostali dopiero 4 dnia operacji. Zaraz po zrzucie (zdecydowanie nieudanym) wojska polskie dostały się pod ciężki ostrzał. Mimo to udał im się dostać nad Ren. Tam też się okopali i czekali na wsparcie. W tym czasie nękani byli jednak nieustannie przez niemiecką artylerię. Próby przeprawy spowodowały kolejne straty. W czasie kilkudniowych walk żołnierze Sosabowskiego, podobnie jak i większość dywizji alianckich, zostali zdziesiątkowani. 

Mając świadomość złej sytuacji, 25. września dowództwo zarządziło odwrót. Ewakuacja również nie okazała się zbyt szczęśliwa – kilkuset żołnierzy dostało się do niemieckiej niewoli.

Alianci łącznie stracili 17 tysięcy zabitych, rannych i wziętych do niewoli. Niemcy prawie 10 tysięcy. Niezrealizowanie celów operacji wpłynęło na wydłużenie działań wojennych o kolejne pół roku.

Podobne wypracowania