Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Homer „Odyseja” - opowiadanie o przygodzie Odyseusza w drodze do Itaki

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Odyseusz wraz ze swoją załogą właśnie uszli cało ze spotkania z cyklopem, gdy już czekała na nich kolejna, tym razem morska przygoda.

Statek zbliżał się do miejsca, które miało bardzo złą sławę – żeglarze przepadali tam bez wieści. Znajdowała się tam, pośród bezkresnego morza, wyspa, która była domem istot zwanych syrenami. Odyseusz wiedział, że stworzenia te są hybrydami, czyli stworami będącymi połączeniem dwóch różnych gatunków. Syreny miały tułów ptaka, głowę zaś kobiety. Wabiły mężczyzn swoim śpiewem, który sprawiał, że tracili oni zmysły i podążali za syrenami na ich wyspę i tam dopełniali żywota.

Odyseusz działał według planu, który miał ocalić podróżników przed tymi krwiożerczymi istotami. Rozkazał wszystkim z załogi pozalepiać uszy szczelnie woskiem tak, aby żaden dźwięk syreniego śpiewu nie zwabił ich do wyjścia na ląd. Dla siebie zaś pomyślał o innym rozwiązaniu.
- Drodzy druhowie, kiedy już wasze uszy będą należycie przygotowane do spotkania z syrenami, weźmiecie bardzo mocne liny i przywiążecie mnie do masztu, tak starannie, jak tylko potraficie.
- Dlaczego Odysie, nie zrobisz tego samego, co nam zaleciłeś? Dlaczego nie zalepisz sobie uszu woskiem? – spytał wówczas ktoś z załogi.
- Chcę skorzystać z nadarzającej się, pewnie jedynej w życiu, okazji i posłuchać tego niesamowitego syreniego śpiewu, który mąci męskie zmysły, wabiąc i mamiąc. Ale pamiętajcie, na pewno będę szarpał się z mocowaniem i będziecie widzieli, że rozkazuję wam rozwiązanie mnie. Nie zważajcie na to.

Żeglarze postąpili zgodnie z zaleceniem Odyseusza i po zalepieniu sobie szczelnie uszu woskiem, najmocniej jak tylko się dało przytwierdzili go do masztu, kilka razy sprawdzając, czy na pewno wiązania wytrzymają.

Tak przygotowani wpłynęli na wody otaczające wyspę, na której zobaczyli niesamowite stworzenia. Siedziały na złotym piasku i widzieli, że otwierają usta w śpiewie, ale nie słyszeli zupełnie nic. Odyseusz natomiast słuchał jak zaczarowany. Jego ciało zaczęło się wypełniać tą nieziemską muzyką, mózg przestał działać według praw logiki i ogarnęła go tak wielka potrzeba zejścia na ląd, że czuł, iż nie może się dłużej opierać. Zaczął szarpać się z linami, ale bezskutecznie. Działał w prawdziwej gorączce, szale, nie był w tej chwili sobą, był jednym wielkim pragnieniem pójścia za bajeczną melodią.

Mocowanie okazało się jednak solidne. Kiedy statek oddalił się już od syreniej wyspy, a załoga widziała, że Odyseusz zaprzestał walki z własnym umysłem i linami, wyjęli wosk z uszu i odwiązali towarzysza. Pomysł okazał się bardzo skuteczny, a Odyseusz na zawsze zapamiętał syreni śpiew, którego nie da się opisać żadnymi słowami.

Podobne wypracowania