Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Melchior Wańkowicz „Ziele na kraterze” - opis domu państwa Wańkowiczów

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

W powieści pt.: „Ziele na kraterze” Melchior Wańkowicz zawarł opowieść o losach swojej rodziny. Najwięcej miejsca  w powieści poświęca autor swoim córkom, Krysi i Marcie. To z myślą o nich wybudowano „domeczek”. Miejsce to nierozerwalnie łączy się z życiem rodziny. Można powiedzieć, że ten dom żył i zmieniał się wraz z jego lokatorami. „Domeczek” - to znacznie więcej niż dom. Choć zdanie to brzmi paradoksalnie, po lekturze „Ziela na kraterze”, nabiera nowego znaczenia. 

Dom Wańkowiczów stanął na warszawskim Żoliborzu. Wówczas było to miejsce odludne, tak oddalone od miejskiego życia, że żadna kucharka nie chciała przyjść do pracy, z powodu braku sklepów i kościoła. Rodzina jednak cieszyła się, że będzie mogła uczestniczyć w narodzinach nowej części miasta. Cieszyły się zwłaszcza dzieci, bo miejsce to tchnęło nieograniczoną przestrzenią do zabaw.

Domeczek, bo tak  swoje miejsce na ziemi nazwali Wańkowiczowie, miał cztery poziomy. Wysoka suterena, mieściła  pomieszczenia gospodarcze. Na paterze znajdowała się biblioteka, jadalnia, salon i hall. Pierwsze piętro to królestwo rodziców. Tu były ich sypialnie oraz gabinet ojca. Na drugim piętrze królowały dzieci. Dom był bardzo nowoczesny, na każdym m piętrze była ciepła i zimna woda, a wszystkie poziomy łączyła niewielka winda biegnąca z kuchni, umożliwiająca szybki transport potraw na dowolny poziom.

Pomieszczenia były zaprojektowane przez różnych artystów. Pokój dziecięcy projektowała Lorentowiczówna.  Pomieszczenie to  było bardzo jasne. Były tam dwa ogromne okna, a artystka nadała mu wygląd altany. Pastelowe kolory ścian i mebelków przypadły do gustu małym lokatorkom.  

Każde pomieszczenie w tym domu miało określony klimat. Atmosferę poszczególnych pomieszczeń tworzył nie tyle wystrój, co rodzinny rytm życia. O poważnych sprawach rodzice rozmawiali w bibliotece. Sypialnia mamy kojarzyła się przede wszystkim z ciepłymi, niedzielnymi porankami, kiedy dzieci przybiegały, by jeszcze na chwilę przytulić się do mamy w łóżku. Było to miejsce bezpieczne, stanowiące uczuciowe serce domu. Tu przychodzili domownicy w chorobie. Nawet zwierzęta czuły nastój tego miejsca - tu swoje potomstwo przyniosła kotka Malwinka.

Salon „był głupi”  - czytamy  w powieści. Tu nigdy nie rozmawiano o niczym istotnym. Było to miejsce, gdzie przyjmowano gości. Był to swego rodzaju łącznik między światem zewnętrznym, a prywatnym światem rodziny.

Domeczek zawsze tętnił życiem. Był świadkiem dorastania dziewczynek. To miejsce, do którego chętnie powracały z bliższych i dalszych wypraw organizowanych przez tatę. Tutaj przyjmowały swoich pierwszych gości i urządzały bale.

Gdy nad Europą szalała wojna domeczek dawał schronienie, nie tylko domownikom. Miejsce to zmieniało się wraz z domownikami. Zawsze jednak stanowiło centrum rodzinnego życia.
To tutaj za wszelką cenę próbuje dostać się mama, po zakończeniu powstania, z nadzieją, że zastanie wiadomość od córki.

Dom podczas wojny został zniszczony. Gdy na jego ruinach Zofia Wańkowiczowa zastaje polskich robotników, częstuje ich chlebem i kiełbasą, mówiąc, że są jej ostatnimi gośćmi.

Mury domeczku zostały zrównane z ziemią. Jednak ten dom to coś więcej niż piękne pokoje. To centrum rodzinnego szczęścia, to skarbnica wspomnień, to dzieciństwo i młodość dzieci. Ten dom to już nie ściany i okna. Ten dom to ludzie.

Podobne wypracowania