Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Święta Wielkanocne - opis - jak spędziłem Święta Wielkanocne?

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

W mojej rodzinie Święta Wielkanocne spędzamy tradycyjnie. Co za tym idzie - staramy się zebrać w gronie najbliższych i cieszyć się nie tylko przeżyciami duchowymi, ale także naszą obecnością i każdą chwilą wytchnienia od pędzącego świata. Nie inaczej było w tym roku.

Przygotowania do świąt tak na dobre rozpoczęły się w Wielki Czwartek. Każdy otrzymał przydział swoich obowiązków i jego zadaniem było je wypełnić. Najgorsze było to, że musiałem sprzątać, a nawał pracy, która miałem do wykonania w moim pokoju spowodował, że nie mogłem pojechać z rodzicami na przedświąteczne zakupy. Cóż, może w przyszłym roku.

W Wielki Piątek dopinaliśmy wszystko na ostatni guzik, a musieliśmy zdążyć przed 16, ponieważ planowaliśmy udać się na drogę krzyżową. Tak więc początek dnia minął w ogólnym chaosie i rozgardiaszu. Na szczęście wszystko udało się opanować, a różne potrawy przygotowywane przez mamę wyszły naprawdę pyszne. Czas na zadumę mieliśmy dopiero później, kiedy to udaliśmy się do kościoła. Na szczęście pogoda była doskonała.

Sobota Wielkanocna jest moim ulubionym dniem. Kiedy mama jeszcze krząta się po kuchni, tato zawozi mnie i siostrę do kościoła, abyśmy poświęcili koszyczki z jedzeniem. Uważam, że to wspaniała tradycja, ale trochę nie mogę zrozumieć ludzi, którzy wkładają tam snickersy czy marsy (widocznie naprawdę lubią te batony). Po południu wybraliśmy się do babci, ponieważ przyjechała do niej rodzina, dorośli chcieli wypić kawę i poczynić przygotowania do niedzielnego obiadu.

Niedziela Wielkanocna to naprawdę dziwny dzień. Niby wszyscy powinni się radować, jednak już od rana czuć wielkie napięcie. Po porannej mszy, udaliśmy się do babci, by zjeść tam obiad z całą rodziną. Na takich spotkaniach tradycją jest wymiana uprzejmości oraz robienie dobrej miny do złej gry. Niemal cały dzień musiałem znosić kuzynostwo, którego naprawdę nie lubię, ale jakoś dałem radę.

Poniedziałek Wielkanocny spędziłem w domu, wraz z najbliższą rodziną. Oczywiście wszyscy musieliśmy się przebierać, ale pogoda, niestety, nie pozwoliła na wylanie na kogoś całego wiadra wody. Wieczorem wybraliśmy się na krótki spacer (było naprawdę chłodno). Dostrzegł to mój kolega, który postanowił zafundować mi prysznic. Ja niestety nie miałem pod ręką wody, więc nie mogłem wziąć odwetu. Wróciłem do domu przemoknięty, ale na duchu podtrzymywała mnie nadzieja, że się przeziębię i nie będę musiał chodzić do szkoły! Jak widać - była ona płonna.

Tegoroczne święta minęły mi naprawdę szybko (jak każdy okres dłuższego wolnego). Mam jednak nadzieję, że w przyszłym roku będę miał więcej czasu, by zgłębić istotę tego wydarzenia.

Podobne wypracowania