Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Opis drogi do szkoły

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Znam moją drogę do szkoły na pamięć – każdy kamień, drzewo czy ławkę. Wychodząc rano z domu mijam ogródek sąsiadki, a w nim, zależnie od pory roku, różnobarwne kwiaty, złote liście lub białe, puchowe, śnieżne kopce. Zawsze przechodzę obok niego z wielkim zaciekawieniem. Lubię, kiedy wielki, brązowy pies pani Nałkowskiej podbiega do bramy, żeby się ze mną przywitać. Merda radośnie włochatym ogonem i wtedy już wiem, że to będzie dobry dzień. Dalej skręcam w lewo i idę obok niewysokiej górki. Uśmiecham się do siebie. W zimie zjeżdżamy tu na sankach, urządzamy sobie bitwy na śnieżki i lepimy bałwany z marchewkowymi nosami, które mama miała wrzucić do zupy. Niewiele czasu pozostaje mi na wspomnienia tych radosnych, zimowych dni. Ruszam więc dalej.

Mijam boisko do gry w piłkę nożną. Często po szkole gramy tu z chłopakami. Nie zliczę nawet, ile goli strzeliłem do tej bramki. Robię wymach nogą i udaję, że w ostatniej sekundzie zdobywam bramkę i ratuję drużynę. Wygraliśmy, mogę teraz iść dalej. Przystaję na moment, żeby zawiązać sznurowadło i czuję cierpki zapach. To drzewo, pod którym właśnie stoję, to orzech włoski. Nie jest zbyt wysoki, ale ma za to dużo rozłożystych gałęzi, na które nieraz wspinaliśmy się jesienią, żeby napełnić kieszenie orzechami w zielonych łupinkach, a później przechwalać się, kto ile znalazł albo kto zgniecie orzech w dłoni. Do dzwonka jest coraz mniej czasu. Przyspieszam kroku. Jednak nic to nie daje. Stoję na ruchliwym przejściu. Jedzie mnóstwo aut. Każdy się dokądś spieszy, wszyscy chcą być na czas. Ja potulnie czekam, aż wąż utworzony przez auta zniknie za zakrętem. Jestem już po drugiej stronie.

Mijam targ. Jak zwykle w środę pełno tu przekupek oferujących ludziom z miasta swoje towary. Jedna sprzedaje mleko, druga sery, inna nawołuje do zakupu jajek. Przyjechał też pan sprzedający futra, choć to przecież wiosna, i inny zachwalający koła do rowerów. Wszyscy prezentują przechodniom swoje towary, każdy nakłania, jak może. Przeciskam się przez ten tłum i wchodzę w alejkę, w której znajduje się mały, stary sklepik z zabawkami. Walczę ze sobą ze wszystkich sił, żeby przejść obok i nawet  nie zerknąć. Jak zwykle nie udaje mi się. Przystaję i podziwiam nową wystawę w sklepiku. Są na niej samolociki z ruszającym się śmigłem, zdalnie sterowane samochody wyścigowe i łodzie podwodne. Tańczące pajace i lalki, które machają do przechodniów. Z trudem odrywam wzrok od tych wspaniałości, a zwłaszcza od wielkiego, błyszczącego śmigłowca zawieszonego pod półokrągłym sklepieniem.

Odchodzę od wystawy, narzucam sobie marszowe tempo, choć w tym momencie jest to już prawie trucht. Jeszcze tylko zajrzę, czy pod schodami sklepu z warzywami śpi moja dobra znajoma – czarna kotka ze swoimi małymi. Właścicielka warzywniaka jak zwykle postawiła jej miseczkę pełną świeżego mleka. Kupuję jabłko i biegnę dalej. Z daleka widzę już niektórych moich kolegów. Jest tak piękna pogoda, że nikomu nie śpieszy się do szkoły. Woła mój kolega z ławki, Michał. Przystaję na moment, bo wiem, że mam jeszcze kilka chwil. Michał nigdy nie spóźnia się do szkoły, a nawet, jak na mój gust, przychodzi o wiele za wcześnie. Idziemy kawałek razem. Kopiemy kamyki, które leżą przed nami na chodniku i opowiadamy sobie, minuta po minucie, film, który wczoraj oglądaliśmy.

Jesteśmy już prawie na szkolnym placu. Korzystając z tego, że mam jeszcze parę minut czasu, skręcam do cukierni i kupuję ogromnego pączka, którego zostawię sobie na dużą przerwę. Teraz mogę już spokojnie przekroczyć furtkę szkoły. Jeszcze tylko witam się z kolegami stojącymi pod akacją i pospiesznym krokiem zdążam w stronę szkolnej szatni. Zakładam kapcie, odwieszam worek z butami i jasnozieloną, wiosenną kurtkę. Biegnę przez korytarz wypatrując, czy moi koledzy i koleżanki są już w klasie. W ostatniej chwili przed dzwonkiem udaje mi się zająć miejsce w ławce. To właśnie jest koniec mojej drogi do szkoły. W tym miejscu się kończy, ale nie jest mi smutno z tego powodu, bo za kilka godzin będzie to początek mojej drogi do domu.

Podobne wypracowania