Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Juliusz Słowacki „Balladyna” - Mowa sądowa w obronie Balladyny - napisz mowę sądową

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Szanowny Sędzio!

Spotykamy się dzisiaj, aby podjąć kontrowersyjną sprawę Balladyny. Zasiadająca na ławie oskarżonych kobieta, oskarżana jest między innymi o zabójstwo siostry Aliny ze szczególnym okrucieństwem (bratobójstwo), wyparcie się matki oraz własnego pochodzenia, zabójstwo nieznanego Pustelnika, zdradę królewską i cudzołóstwo, zabójstwo Kostryna poprzez otrucie oraz o wystąpienie wraz z wojskiem przeciwko prawowitemu władcy Polski – królowi Kirkorowi.

Szanowni Państwo! W samych zarzutach istnieje wiele niedomówień i odważę się powiedzieć, niedociągnięć. Oskarżenie próbuje udowodnić, że Balladyna dopuściła się tych zbrodni, jednak wszystkie dowody, jakie miałyby potwierdzić wyżej wymienione postępki, to przyniesiony przez jakiegoś chłopa dzbanek z malinami i ciało dziewczyny, której nikt nie jest w stanie rozpoznać, a także słowa wiejskiej staruszki, która podaje się za matkę oskarżonej.

Wróćmy do początku. Załóżmy, że Balladyna faktycznie pochodziła z niewielkiej wsi, (co poświadczał po ich ślubie również król Kirkor). Z pewnością przydarzyło nam się, że ktoś nam czegoś zazdrościł i nienawidził nas z tego powodu. Cóż to bowiem za szczęście, że do naszej małej, skromnej chatki, przybywa książę na koniu i prosi o rękę jednej z pięknych córek. Historia niemal jak z taniego romansu. Jedynym faktem, jakiego jesteśmy pewni, to nagłe zaginięcie siostry Balladyny – Aliny w czasie ich turnieju o to, kto zerwie szybciej cały dzbanek malin. Nie wiadomo, co się stało z drugą dziewczyną, ale jak zeznała Balladyna, ta uciekła z nowo poznanym kochankiem. Proszę Państwa! Czy nie jest to bardziej prawdopodobna wersja wydarzeń niż zabójstwo siostry? Ludzie przekształcili tę historię na własne potrzeby, bo zazdrościli Balladynie awansu społecznego.

Czy kobieta, która wychowywała się pod jednym dachem z własną siostrą i matką, byłaby zdolna do zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem tylko dla dzbanka malin? Przecież to śmieszne. Balladyna oskarżana jest również o śmierć wielu innych osób – między innymi o otrucie Kostryna, z którym ponoć miała romans. Prawdą niezaprzeczalną jest, że to właśnie on stanął na czele wojsk, które wyszły naprzeciw wojskom króla Kirkora. To nie Balladyna, ale właśnie on dowodził tymi ludźmi. Przypomnijmy, że Balladyna nie miała żadnego przygotowania żołnierskiego i zaprawy w polu walki. Zresztą, jakże to kobieta mogła zbuntować się przeciwko własnemu mężowi i na dodatek jako poddana przeciwko królowi.

Wracając z kolei do sprawy domniemanej matki oskarżonej… Do pałacu, na prywatne audiencje, wpadła jakaś szalona, przypadkowa kobieta. Nikt jej tam nie poznał (matka Balladyny rzekomo mieszkała z nią w zamku, aż sama zdecydowała się go opuścić). Jeżeli byłaby to ta sama osoba, z pewnością ktoś by ją rozpoznał. Problem tkwi tutaj w tym, że kompletnie nikt nie miał pojęcia, że to może być była mieszkanka pałacu królewskiego. Sala w czasie audiencji była przepełniona mieszkańcami dworu. To niemożliwe, że nikt nie wskazałby, że to jednak matka Balladyny. Najwyraźniej była to jedynie wariatka, która chciała wyciągnąć pieniądze od zamożnej pani domu Kirkora.

Jedynymi dowodami oskarżenia są słowa – zeznania nawet nie naocznych świadków wydarzeń. Jakże więc możemy udowodnić winę Balladyny? Słowami? Niech więc będzie – słowo przeciwko słowu, a moje rzucane przeciwko słowom oskarżenia. Jeszcze raz wyraźnie powtarzam – nie można udowodnić niczyjej winy w jakimkolwiek zarzucie, kiedy nie ma się na to ewidentnych dowodów – bo co to za dowód – sprzeczne zeznania świadków? 

Podobne wypracowania