Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Ernest Hemingway „Stary człowiek i morze” - charakterystyka Santiago

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Santiago to jeden z bohaterów opowiadania Ernesta Hemingwaya, pt. „Stary człowiek i morze”. Jest rybakiem, łowiącym samotnie u wybrzeży Kuby. Od śmierci żony mieszka sam w małej i obskurnej chacie. Jest to tylko jedna izba, w której stoi łóżko, stół i jedno krzesło. Na ścianie wiszą obrazki przedstawiające Święte Serce Jezusa i Najświętszą Pannę z Cobre, jedyna pamiątka po zmarłej małżonce. Dawniej znajdowała się tam jeszcze kolorowa fotografia żony, ale rybak zdjął ją, gdyż spoglądając na nią czuł się zbyt samotny. Pewnego dnia starzec przyjął pod swoje skrzydła małego, pięcioletniego chłopca o imieniu Manolin, z którym się zaprzyjaźnił. Łączyła ich miłość do rybołówstwa  i baseballu. Życie Santiago połączone było nierozerwalnie z morzem. O tym, że spędził całe życie ciężko pracując, świadczy jego wygląd.

Starzec był bardzo chudy, wręcz suchy. Na karku miał bruzdy, a na policzkach ślady brunatnego koloru po niezłośliwym raku skóry. Jego dłonie również były pokryte głębokimi bruzdami, które powstały, w ciągu wielu lat, od trzymania liny. Wszystko w nim było stare, ale nie oczy – łagodne, radosne, o odcieniu morza.

Rybak Santiago był osobą niezwykle pokorną wobec przyrody i życia. Mówił o sobie, że jest człowiekiem prostym i faktycznie takie życie prowadził. Zdawał sobie sprawę ze swojego wieku i z tego, że nie jest już sprawny jak niegdyś. Nie poddawał się jednak. Każdego dnia wyruszał na połów stawiając czoła przeciwnościom. Starzec nie był religijny, sam to przyznaje przed sobą, jednak obiecał Matce Boskiej i Bogu, iż jeśli pomogą mu schwytać rybę, odmówi po sto razy Zdrowaś Mario i Ojcze nasz.

Był za to osobą przesądną. Wierzył w szczęście, w pecha i w szczęśliwe liczby. Można powiedzieć, że był optymistą, gdyż osiemdziesiątego piątego dnia wypłynął w morze z uśmiechem i przeświadczeniem, że po poprzednich osiemdziesięciu czterech dniach jałowych połowów, dziś uśmiechnie się do niego los. Tak też się stało. Stary rybak złowił ogromnego marlina. Mimo tego, że był odważny, doświadczony, pełen energii i wigoru nie udało mu się ocalić ryby, która została pożarta przez rekiny. Również w tej sytuacji „stary” nie poddał się bez walki. Ze świadomością nieuchronnej klęski walczył z bestiami do końca. Wiedział jednak, że jest to jego wina. Santiago potrafił przyznać się do klęski i błędu. Wiedział dobrze, że nie przygotował się właściwie do wyprawy, nie zabrał osełki, zapasowego noża, ani prowiantu. Nie poddawał się jednak i płynął dalej, wytrwale do brzegu.

Rybak kochał swego ucznia Manolina. Wielokrotnie wspominał na łodzi, iż chciałby, aby chłopiec z nim był. Odczuwał tęsknotę i smutek. Pragnął z nim porozmawiać o baseballu, o marlinie. Niestety był na łodzi sam, dlatego musiało mu wystarczyć mówienie do siebie i rozmowa z samym sobą o  rybach, grzechu, świecie i innych nurtujących rybaka sprawach.

Cokolwiek by o Santiago nie mówić, był profesjonalistą w swoim fachu. Patrząc na chmury potrafił przewidzieć, jaka będzie pogoda. Obserwując ławice i glony wiedział, gdzie można złapać dużą rybę. Z ogromną dokładnością zakładał przynęty. Santiago na morzu był królem. Jego panowanie kończyło się na lądzie. Tu był bezbronny, narażony na kąśliwe uwagi mieszkańców wioski, z których co prawda nic sobie nie robił, ale bolały Manolina. To właśnie chłopiec na lądzie był kapitanem dla trochę zdziecinniałego i dziwnego staruszka. Santiago był przyjacielsko nastawiony do świata. Żal mu było marlina, ponieważ zabił go niepotrzebnie, a zyskały na tym wyłącznie rekiny.

Santiago zdawał sobie sprawę z tego, że jesteśmy tylko ogniwami w tym wielkim łańcuchu życia i nie zawsze stoimy na jego szczycie. Jeśli jednak pokona się własne słabości można osiągnąć sukces. Mottem, a zarazem przesłaniem, jakie przekazuje nam rybak są słowa:  „(…) człowiek nie jest stworzony do klęski – powiedział. – Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać”. Tak było w przypadku rybaka, który zniszczony przez czas, pozbawiony sił powrócił na ląd triumfując. Pokonał przeciwności losu, ale też pokonał siebie – własne słabości.

Myślę, że powinniśmy wzorować się na postawie zarówno moralnej, jak i życiowej Santiago. Gdyby więcej osób próbowało pokonać przeszkodę, jaką stanowi nasz własny opór wobec życia, być może mniej byłoby smutku i złości wokół nas, a więcej optymizmu i radości.

Podobne wypracowania