Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

List Tomka Wilmowskiego do ciotki - „Tomek w krainie kangurów” Alfreda Szklarskiego

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Droga Ciociu Janino!

Na wstępie mojego krótkiego listu chciałbym serdecznie Ciocię i całą rodzinę Karskich pozdrowić. Mam nadzieję, że wszyscy w domu są zdrowi. Tęsknię za Wami. Odkąd wyjechałem z Warszawy wiele się w moim życiu zmieniło. Nareszcie spotkałem się z ojcem, świetnie sicze sobą dogadujemy.

Od czasu, kiedy widziałem się z Ciocią po raz ostatni wydarzyło się wiele interesujących rzeczy. Przede wszystkim podróżowałem statkiem o wdzięcznej nazwie „Aligator”, którym mieliśmy dopłynąć do dalekiej Australii. Z początku trudno mi było przyzwyczaić się do tego kołysania, jednak od razu znalazłem sobie ciekawe zajęcie. Wiem, że Ciocia by tego nie pochwalała, ale nauczyłem się sprawnie posługiwać sztucerem. Kiedy statkiem chybotało bardzo mocno, puszki do których strzelałem, latały we wszystkie strony. I w te ruchome cele już umiem trafić za pierwszym razem.

Na statku zawsze jest co robić. Tatuś opowiadał mi o polowaniach na szybkonogie kangury. Często słucham o jego szalonych przygodach. Chciałbym przeżyć takie! Zwiedziliśmy sporą część Australii. Widziałem stepy i sawanny. Odbyło się nawet polowanie Wszystko tutaj jest takie ciekawe! Ujrzałem zwierzęta, o których do tej pory jedynie czytałem w książkach. Kangury naprawdę biegają tak szybko! A w torbach noszą swoje małe. Obejrzałem również drzewo trawiaste. Ciocia sobie wyobrazi, jaka to wielka roślina! Australia jest zupełnie inna niż Polska. Chociaż nie wiem, czy to dobrze porównywać cały kontynent do jednego kraju. 

W czasie wyprawy podróżowaliśmy pociągiem. Podczas przejazdu koleją musieliśmy oddać swoje bagaże do przechowalni. Australia pod względem zwyczajów jest nieco dziwna, ale co kraj to obyczaj i musieliśmy się zgodzić. Poznaliśmy też tubylców, którzy nawet ubierają się inaczej niż my. Mieliśmy wiele przygód. Spotkaliśmy się oko w oko z tygrysem bengalskim, którego przewoziliśmy statkiem z Cejlonu. Załączam Cioci zdjęcie, które zrobił mi tata, gdy siedziałem na grzbiecie słonia cejlońskiego. Z początku się go bałem, ale koniec końców zaprzyjaźniłem się z nim. Bardzo lubi owoce, karmię go nimi często.

Mieliśmy też duże problemy z tygrysem. Nie wiem dokładnie, jak to się stało, ale wyszedł z klatki. Z początku nie wiedziałem, co robić. Wyglądał na zagniewanego, ryknął głośno, jakby chciał przestraszyć i tak już przerażonego pana Smugę i zaczął gotować się do skoku. Nie pamiętam, kiedy zareagowałem, ale strzeliłem do niego ze sztucera, z którego wcześniej uczyłem się strzelać i zabiłem bestię, ratując życie i panu Smudze i mojemu ojcu. Byliśmy w śmiertelnym niebezpieczeństwie, ale na szczęście wszystko skończyło się dobrze.

Nadarzyła się także okazja do rozmowy z krajowcami. Z początku nie wiedziałem, co mogę mówić, aby ich czymś przypadkiem nie obrazić, w końcu to inny lud. Udało nam się dogadać. Zapytałem więc, czy kiedykolwiek widzieli słonia. Gdy zaprzeczyli, pokazałem im zdjęcie ze zwierzęciem. Byli bardzo zdziwieni z tego, że zajmujemy się zarabianiem na zwierzętach, chociaż to łatwiejsze od pracy innych białych ludzi na tej wyspie. Chcieli też sprawdzić moją celność strzału ze sztucera. Przyznaję że był to przejaw braku rozsądku z mojej strony, ponieważ nie dość, że samowolnie opuściłem obóz, to na dodatek wystraszyłem wszystkich w obozie.

Pewnego dnia zwiedzę też Polskę, Europę, albo i cały świat. Obiecuję Cioci, że na początku kolejnej podróży przyjadę do Warszawy. Muszę kończyć mój list, nazajutrz o świcie wyruszamy na łowy. Potem napiszę do Cioci o tym, co się jeszcze wydarzyło.

Gorąco pozdrawiam,
Tomek Wilmowski

Podobne wypracowania