Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Stefan Żeromski „Echa leśne” - streszczenie skrótowe

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

W lesie, wokół ogniska, zgromadziło się kilka osób – dymisjonowany generał Rozłucki, podleśny Guńkiewicz, geometra Knopf, pisarz gminny – Olszakowski, wójt Gała oraz narrator i jego ojciec. Powodem spotkania było wydzielenie części lasu, która zostanie dołączona do majątku dworskiego dzierżawionego przez rodzinę opowiadacza. Wszystko zostało pomierzone i przygotowane, jednak praca toczyła się bardzo opieszale. Podjęto decyzję, że tej nocy podział ma zostać ukończony.

Zgromadzonym dopisywały humory. Guńkiewicz wypił sporo herbat z arakiem, wójt Gała także nie skąpił sobie przyjemności. Nawet geometra Knopf, człowiek na co dzień uciążliwy i męczący, włączył się do rozmów. Nieco bardziej wstrzemięźliwy był pisarz gminny – Olszakowski – mistrz wszelkich przekrętów, zdzierca, ale człowiek bystry i przebiegły. Krępowała go nieco obecność generała Rozłuckiego. Był to już starszy mężczyzna, który ostentacyjnie afiszował się ze swoją polskością (co niekoniecznie mogło być mile widziane w tamtych czasach) i nawet w urzędach mówił w ojczystym języku. Teraz siedział, powoli spożywał potrawy i rozmawiał głównie z Guńkiewiczem i Knopfem.

Pomimo panujących ciemności, las żył. Z głębi dobiegały różne odgłosy, a najsilniejszym był niesiony przez echo trzask upadających drzew. Zza potężnej zasłony puszczy wypłynął olbrzymi, czerwony księżyc. Wszystkim zrobiło się chłodno, a narrator począł przyglądać się swojej klaczy – starej już i zmęczonej. Oczy konia wydawały się rozmyślać nad płonącym ogniskiem i zebranymi wokół niego ludźmi.

Ciszę przerwała rozmowa generała z Guńkiewiczem. Rozłucki pytał o drogę na Suchedniów, o drogę od Zagnańska ku Wzdołowi, o karczmę stojącą przy tej trasie i rosnące w pobliżu brzozy. Znacznie ożywił go komunikat, że karczmarz wyciął niemal wszystkie drzewa poza tym, na którym oparty był krzyż. Okazało się, że święty symbol został tam postawiony przez Guńkiewicza, by upamiętnić spoczywającego w wydmie człowieka. Tą postacią był niejaki Rymwid – bratanek generała i porucznik jego pułku. Kiedyś Rozłucki złożył obietnicę, że wychowa synów swego brata po żołniersku i dotrzymał jej. Piotr służył na Kaukazie, a Jan pozostał z wujem. Walczyli razem w powstaniu (styczniowym), ale Rymwid zdezerterował i dołączył do Polaków. Stryjowi zostawił kartkę, by ten uczynił to samo.

Następnie generał rozpoczął opowieść o tym, jak przebiegała walka z oddziałami powstańczymi. Były to krótkie, podjazdowe starcia, szczególnie niebezpieczne dla nieprzystosowanego do takich manewrów wojska. Jednak przewaga militarna była po stronie Rosjan i ostatecznie grupki powstańców zostały rozgromione. Wielu z nich schwytano w niewolę, także Rymwida, którego przyprowadzono przed oblicze jego stryja – wtedy jeszcze podpułkownika Rozłuckiego. W celu wydania wyroku na dezertera, zwołany został sąd polowy. Rymwid stał hardo naprzeciw mających nad nim władzę. Wynik głosowania był nierozstrzygnięty – 2 za odesłaniem do Kielc, 2 za natychmiastową egzekucją. Ostatnie słowo należało do Rozłuckiego. Oficer podjął decyzję, że powstańców należy wyeliminować. Przed egzekucją podszedł do niego Rymwid i poprosił, by jego syn – Piotr – został wychowany jako prawdziwy Polak.

Rankiem Rozłucki wyjrzał przez okno i dostrzegł swego bratanka siedzącego na kupie piachu. Powstaniec trzymał w rękach fotografię syna i wciąż się jej przyglądał. W końcu podeszli do niego egzekutorzy i zaczęli przygotowywać go na rozstrzelanie. Na twarz Rymwida wróciła pogarda, którą okazywał zaborczej armii podczas procesu. Ostatecznie rozległ się wystrzał, a mężczyzna skonał. W tym samym czasie oficer Rozłucki zaszył się w swojej izbie.

Opowieść skłoniła zebranych do refleksji. Jeden tylko – pisarz gminny – zwrócił się do generała z pytaniem, o to co stało się z dzieckiem powstańca. Rozłucki udzielił wymijającej odpowiedzi, a pisarz „patrząc swymi szelmowskimi oczami, z bezczelną drwiną, prosto w oczy starego generała — ja się też od razu dorozumiałem, że z tej twojej ostatniej woli, mój ty „kapitanie Rymwidzie”, tęgo się diabeł musiał uśmiać…”

Podobne wypracowania