Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Paulo Coelho „Alchemik” - Santiago jako człowiek wytrwały. Reportaż

Paulo Coelho, Alchemik, Paulo Coelho Alchemik

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Santiago spotkałam w oazie oddalonej o trzy dni drogi od piramidy Cheopsa. Pełnił tu rolę naczelnika plemienia, jednak w czasie wszystkich obrad na przeznaczonym dla niego podwyższeniu stały zawsze dwa dokładnie takie same siedziska – prawe zajmowała jego żona, Fatima, lewe zaś jej ojciec, czczony przez klan jako prorok.

Moje zainteresowanie wzbudził przede wszystkim fakt, iż najwyższą pozycję w hierarchii oazy zajmował człowiek o ewidentnie różnym od jej mieszkańców pochodzeniu – w jego rysach bez trudu rozpoznałam Europejczyka, choć palące słońce pustyni przykryło je ciemnym barwidłem. Zapragnęłam usłyszeć o losach, które zaprowadziły go w tak egzotyczne miejsce, jednak opowieść Santiago przerosła moje domysły i wyobrażenia.

„Pewnego dnia poczułem, że moim przeznaczeniem jest Wielka Podróż. Zabrałem więc ze sobą moje owce i wyruszyłem w nieznane” – powiedział mi na wstępie tonem głosu, który odpowiadał najbardziej oczywistej i najnaturalniejszej decyzji w świecie. Jego twarz zmieniła się dopiero, gdy opowiadał mi o śnie, jaki przywiódł go w egzotyczne kraje. Mały chłopiec wskazywał w nim skarb ukryty za egipskimi piramidami, wzywając do szaleńczej wyprawy. Przekonany namowami tajemniczego starca, który podawał się za króla Salem, Santiago udał się do Tangeru.

„Mój pierwszy kontakt z Afryką okazał się również pierwszą poważną lekcją dorosłości. Z łatwością pozwoliłem oszukać się miejscowemu złodziejaszkowi i okraść ze wszystkich pieniędzy, jakie miałem przy sobie. Stojąc na samym środku gwarnego rynku, poczułem się nagi. Zaczynałem swoje życie zupełnie od nowa” – opowiedział Santiago. Mężczyzna znalazł pracę u sprzedawcy kryształów, który okazał się również jednym z mistrzów jego duchowej przemiany. Po roku, gdy młodzieniec żył już tylko nadzieją na odkupienie swojego stada i powrót do domu, kupiec namówił go do podjęcia na nowo jego mistycznej podróży.

Niedługo później Santiago dotarł do pustynnej oazy – tej samej, w której zastałam go w czasie swojej egipskiej wyprawy – a stąd wyruszył w dalszą drogę w kierunku piramid, tym razem jedynie w towarzystwie poznanego na miejscu alchemika; przewodnicy karawany musieli bowiem zostać w oazie, by bronić jej przez najeźdźcami. Niedługo przed osiągnięciem celu podróżni zostali zaatakowani przez opryszków, którym Alchemik oddał całe złoto Santiago, by jego podopieczny mógł dokończyć swoją wyprawę: „Przyznaję – wyznał. – byłem wtedy przerażony, pozbawiony jakiegokolwiek punktu oparcia. Zapytałem wiatru i pustyni, co mam czynić, żadne z nich nie potrafiło jednak dać mi odpowiedzi. Postanowiłem dokonać swego przeznaczenia samotnie, tak też dotarłem pod moje wyśnione piramidy. Tu znalazłem swój skarb – prawdziwą wiedzę o sobie samym, którą dała mi moja szaleńcza wyprawa”.

Santiago poznał samego siebie, bo zobaczył dawnego Santiago przez pryzmat wszystkich klęsk, niepowodzeń i cierpień, jakie przyniosła ze sobą podróż w poszukiwaniu tajemniczego skarbu; zobaczył, jak ów Santiago potrafi być silny, wytrwały, niezłomny. To dało mu przekonanie, że wobec jego woli nie istnieją rzeczy niemożliwe.

Patrzę z niedowierzaniem na tę twarz jeszcze nadal młodzieńczą, choć pobrużdżoną już licznymi troskami, widząc Santiago jako potencjalnego bohatera magicznej powieści. Na zakończenie pytam, co tak szczególnego dało mu owo odkrycie samego siebie w cieniu egipskich piramid. Uśmiechając się tajemniczo, odpowiada z pełnym przekonaniem:  „Jestem człowiekiem szczęśliwym”.

Podobne wypracowania