Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Charles Dickens „Opowieść wigilijna” - opis spotkania z duchem Bożego Narodzenia

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Dochodziła północ. Była wigilia Bożego Narodzenia. Na środku salonu stała ogromna, pachnąca choinka przystrojona kolorowymi lampkami, łańcuchami i bombkami. Samego świątecznego drzewka niemal nie było widać spod tej barwnej powłoki. Pod choinką nadal nie było długo wyczekiwanych prezentów. W tym roku prosiłam o to, żeby na uroczystości pojawili się moi rodzice.

Ojciec od lat był biznesmenem, zarabiał krocie, nieustannie był w rozjazdach. Z mamą poznał się właśnie podczas służbowego spotkania, ale jeszcze wtedy nie miał takich dochodów. Od tamtej pory współpracowali ze sobą i oboje wyjeżdżali na wielomiesięczne delegacje. Po raz ostatni widziałam ich w czerwcu. Zaprosili mnie na kolację do ekskluzywnej restauracji i powiedzieli, że podpisują nowy kontrakt. Obiecali wrócić na Boże Narodzenie. Siedziałam w opustoszałych czterech ścianach całkowicie sama. Guwernantkę odesłałam do domu, służba spędzała święta osobno, w przestronnej kuchni. Tak było tutaj od wielu lat.

Podeszłam do szerokiego, błyszczącego okna salonu i spojrzałam w kłębiącą się ciemność. Zauważyłam jakiś niewyraźny ruch, który odbijał się w nieskazitelnym lustrze szyby. Wyostrzyłam wzrok i pierwsze, co zrobiłam, to krzyknęłam przerażona. Oczywiście w tym wielkim domu, w którym można było się zgubić, nikt mnie nie usłyszał. Zobaczyłam ducha. Wyglądał na bardzo sympatyczną istotę, dlatego nie uciekłam. Uśmiechnął się do mnie łagodnie i poprosił, abym się nie smuciła z powodu nieobecności rodziców. Miał zamiar zabrać mnie w przyszłość. Jak się okazało, nie była to daleka przyszłość, ale dzień jutrzejszy. Zobaczyłam zastawiony dwunastoma potrawami stół wigilijny. Wokół krzątała się służba. Czułam nawet zapach świeżo podanych dań oraz przyjemną woń pomarańczy, które od dziecka kojarzyły mi się ze tymi właśnie świętami. Usłyszałam nawet dziwnie znajome głosy. Po chwili ujrzałam moich rodziców. Byli radośni, rozmawiali ze mną z zapałem, chcąc dowiedzieć się jak najwięcej szczegółów z mojego życia. Nie dyskutowali na temat zachowań ich kontrahentów czy strategicznej pozycji firmy. Sprawy służbowe odłożyli na bok, poświęcili ten dzień wyłącznie mnie.

Mało tego ogłosili, że dla firmy zrobili już wszystko, co mogli i że teraz muszą odpocząć, zająć się mną. Widziałam siebie płaczącą ze szczęścia. Podzieliliśmy się opłatkiem, a potem rozdaliśmy sobie prezenty. Od mamy dostałam naszyjnik, od taty propozycję wyjazdu na rodzinną wycieczkę do kraju, który sobie wybiorę. Widziałam też siebie rozdającą rodzicom drobne upominki. Faktycznie wczoraj zdążyłam kupić tacie elegancki krawat a mamie markowy zegarek. Najważniejsze jednak było to, że byliśmy razem. Po raz pierwszy od wielu miesięcy. Duch, który stał nieopodal spojrzał na mnie łagodnie i pomachał mi ręką. Wiedziałam, co chciał mi przekazać tym prostym gestem. Nie mogłam zamartwiać się na zapas. Już teraz byłam pewna, że tegoroczne święta Bożego Narodzenia będą tymi wymarzonymi. Nie mogłam się ich doczekać.

Jeszcze tej nocy do domu wrócili rodzice. Wyglądali dokładnie tak samo, jak podczas wizji, jaką rozpostarł przede mną Duch Świąt Bożego Narodzenia. Nie wierzyłam w to wszystko, ale kiedy zrozumiałam, że to prawda, przytuliłam mamę i tatę i powiedziałam im, jak bardzo ich kocham. Uśmiechnęli się, przekazali mi wiadomość, na którą czekałam całe swoje smutne życie. Chociaż wiedziałam, co się wydarzy, nie potrafiłam opanować łez szczęścia – same napływały mi do oczu. Duch Świąt Bożego Narodzenia dał mi nadzieję na nowy początek. Tego samego dnia postanowiłam, że chwycę się tej szansy jak tonący brzytwy i pokażę sobie samej, czym może być szczęście.

Podobne wypracowania