Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Melchior Wańkowicz „Ziele na kraterze” - charakterystyka Marty

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

„Rąćki – tili... Nóziećki – tili... Malusieńka - tili...” - tak mała Krysia Wańkowiczówna pokazywała, na rozstawionych paluszkach, rozmiary swojej nowo narodzonej siostrzyczki Marty. Przezwisko „Tili” przylgnęło do Marty i było przez rodzinę używane częściej niż jej prawdziwe imię. Marta Wańkowiczówna to młodsza córka Melchiora Wańkowicza i bohaterka jego autobiograficznej powieści pt.: „Ziele na kraterze”.

Tili urodziła się w Jerce, w posiadłości dzierżawionej przez brata Melchiora Wańkowicza - Tola. Pierwsze pół roku życia spędziła na wsi. Po powrocie do Warszawy mieszkała wraz z rodziną w małym mieszkanku na ulicy Elektoralnej. Nie była ładnym dzieckiem, jednak nie miała na tym punkcie kompleksów. „Muszą być i ładne i brzydkie” mawiała.

Była bardzo rezolutnym i odważnym dzieckiem. Kiedy miała trzy lata oświadczyła, że jedzie na wieś. Ubrała się, spakowała kapciuszki, pożegnała się z mamą i babcią i wyszła. Służąca dogoniła ją w momencie, gdy prawie udało jej się przekonać woźnicę, by zawiózł ją na stację.

Tili od najmłodszych lat była optymistką. We wszystkim widziała dobre strony. Chętnie brała udział w wyprawach organizowanych przez ojca. Jej ciekawość świata znalazła odzwierciedlenie w pierwszych artykułach, które napisała w wieku dwunastu lat. Radosne, pogodne usposobienie i szczera prostolinijna dusza sprawiły, że zyskała kolejne przydomki: „Chłopek - Roztropek”, „Sanczo Pansa” czy „Tirliporek”.

Po maturze rozpoczęła naukę w Szwajcarii. Okazała się bardzo pracowitą i zaangażowaną uczennicą. Najbardziej doskwierała jej tęsknota za „domeczkiem” i rodzicami. Gdy wybuchła wojna, wróciła do Polski, do rodziców.

Pierwsze wojenne miesiące wypełniała jej służba w szpitalu polowym. Wykazała się niezwykłą odwagą i poświęceniem. Jako jedyna została z ciężko rannymi w szpitalu podczas bombardowania. Bardzo ciężko pracowała, często musiała znosić głód, a mimo to oddawała chorym swoje porcje. Pewnego razu mama zawiozła jej kawałek mięsa. Zjadła go w całości bo już nie mogła wytrzymać. Jednak ze łzami w oczach i bólem w sercu przyznawała, że powinna się podzielić. Gotowa była nieść pomoc każdemu, swoją krew oddawała nawet niemieckim żołnierzom.

Gdy udało się jej dostać do Stanów Zjednoczonych nie przestała żyć wojenną rzeczywistością Europy. Uczyła się, pisała artykuły, wygłaszała odczyty. Dodatkowo organizowała pomoc w postaci paczek. Własnoręcznie robiła na drutach swetry, które potem wysyłała do obozów jenieckich.

W Stanach opiekowali się nią rodzice jej koleżanki z czasów nauki w Szwajcarii. Traktowali ją jak własne dziecko. Imponowała im jej pracowitość i oddanie. Byli nawet gotowi ponieść koszty jej nauki na uniwersytecie. Nie było to jednak konieczne, bo Tili uzyskała stypendium.

Marta Wańkowiczówna była dobrym człowiekiem. Jej rodziców, zwłaszcza ojca, często nachodziły wątpliwości, czy dobrze wychowuje dzieci, dając im tyle swobody. Okazało się, że cudowne, beztroskie dzieciństwo było gruntem, na którym wyrosła silna, mądra i pełna miłości do świata kobieta.

Podobne wypracowania