Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Krzysztof Kamil Baczyński „Deszcze” - interpretacja i analiza wiersza

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

Wiersz Krzysztofa Kamila Baczyńskiego pt. „Deszcze” powstał w lutym 1943 roku, a swojej publikacji doczekał się w wydanym konspiracyjnie w 1944 roku tomiku „Śpiew z pożogi”.

Utwór cechuje typowy dla epoki Młodej Polski nastrój dekadentyzmu połączony z elementami impresjonizmu, widocznego szczególnie wyraźnie w onomatopejach opisujących deszcz w pierwszej strofie:
„Deszcz jak siwe łodygi, szary szum,
(…)
Taki deszcz kocham, taki szelest strun,
deszcz – życiu zmiłowanie”.

Taki zabieg pozwala na stworzenie bardzo plastycznego, wyraźnego kolorystycznie i dźwiękowo obrazu, na tle którego podmiot liryczny snuje swoje rozmyślania o równie smutnej jak deszczowa pogoda rzeczywistości. W kolejnych wersach zwraca się on do adresata/ adresatki swojej wypowiedzi, nadając wierszowi ton liryki bezpośredniej:
„Dalekie pociągi jeszcze jadą dalej
bez ciebie. Cóż? Bez ciebie. Cóż?”.

Owa postać oddala się od „ja” mówiącego w dal postrzeganą w kategoriach ostatecznego zatracenia w owym mglistym, smutnym nastroju, który zostaje tu przedstawiony za pomocą akwarystycznej metafory emocji podmiotu lirycznego, te zostają bowiem nazwane „jeziorami żalu”, co odwołuje się do bardzo często używanej w języku potocznym hiperboli w postaci sformułowania o wylewaniu morza łez. Nieprzypadkowym jest też środek lokomocji, jaki zabiera ukochaną osobę w ową nieprzyjazną dal – pociąg, który umiejscawia czas „akcji” wiersza w okresie drugiej wojny światowej, odwołując się do składów towarowych przewożących więźniów obozów koncentracyjnych w miejsca ich masowej zagłady.

W dalszych strofach podmiot liryczny opisuje tytułowy deszcz jako czynnik oczyszczający świat w sposób tragiczny – zmywa człowieka i jego krew z bojowisk, wypłukując jednocześnie ostanie emocje z serc tych, którzy przetrwali. Ci obserwują ów smutny świat zza okien, pozwalając spływać po swej twarzy deszczowi utożsamianemu tu z ludzkimi łzami, tych bowiem jest już tak wiele, iż przypominają prawdziwą ulewę. W podobnym „deszczu” pogrąża się również podmiot liryczny, którego wypowiedź w kolejnych strofach przeradza się w końcu w swego rodzaju łkanie ukazane dzięki celowej, anakolutycznej niepoprawności i niejasności stylistycznej jego wypowiedzi:
„I to, że miłość, a nie taka,
i to, że nie dość cios bolesny,
a tylko ciemny jak krzyk ptaka,
i to, że płacz, a tak cielesny”.

Płacz ma przynieść „ja” mówiącemu wiersza ukojenie w jego tragicznej sytuacji życiowej – gdy drogie mu osoby odchodzą każdego dnia, jego zaś śmierć nadal nie zabiera, zmuszając do obserwowania swoich okrutnych żniw. W takiej sytuacji samo życie staje się powodem do poczucia winy wobec bliskich, których śmierć, nazwana tu „mijaniem” i „ginięciem w mroku” jest nieuchronna. Jej przeczucie generuje w podmiocie lirycznym ogromną pustkę i osamotnienie, które każe błagać „u wrót kościoła” o jakikolwiek zdecydowany wyrok wobec jego osoby wyzwalający go z owego pośredniego stanu – ni to życia (gdy śmierć czyha na każdym kroku), ni śmierci (kiedy życie uparcie i mimowolnie trzyma go w centrum spełniającej się apokalipsy). Finałem wiersza staje się więc przepowiednia samotności ostatecznej, tragicznej i niemożliwej do zniesienia:
„Zostanę sam. Ja sam i ciemność.
I tylko krople, deszcze, deszcze
coraz to cichsze, bezbolesne”.

Tytułowy deszcz symbolizujący beznadziejne łzy podmiotu lirycznego stanie się wtedy jego jedynym towarzyszem, jedynym świadkiem jego cierpienia. Cichy szelest kropel – zarówno tych padających za oknem, jak i tych spływających po twarzy „ja” mówiącego – stopniowo uśpi jego ból tak, jak łkanie usypia zmęczone dziecko. Jego sen nie będzie jednak błogim i niosącym ukojenie – będzie snem śmierci, fizycznej lub moralnej, do jakiej nieuchronnie prowadzą okrucieństwa wojennej codzienności.

Podobne wypracowania