Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
unikalne i sprawdzone wypracowania

Inkowie - Cywilizacja Inków - opracowanie

JUŻ 9902 WYPRACOWANIA W BAZIE!

W Ameryce Południowej - tam, gdzie dziś istnieje wiele pomniejszych, mniej lub bardziej stabilnych państw i państewek, istniało niegdyś duże imperium, które zarządzało olbrzymimi połaciami ziem tegoż kontynentu. Było to Imperium Czterech Części, czyli Królestwo Inków.

Zalążki przyszłego Imperium Inków sięgają XII wieku n.e. Już w XVI wieku jego włości ciągnęły się wzdłuż Andów przez całe wybrzeże Pacyfiku, a zamieszkiwało je około 12 milionów ludzi. Tak rozległe państwo wymagało dobrej organizacji - zarówno od strony gospodarki, jak i samego obiegu informacji. Jak to wyglądało u Inków?

Gospodarka Inków opierała się głównie na rolnictwie, skupiając się na produkcji kukurydzy, ziemniaków, trzciny cukrowej, bawełny oraz koki. Gałęzią wspierającą była hodowla lam i alpak, głównie dla wełny, ale i kaczek i świnek morskich dla mięsa, a także - psów, które służyły głównie celom towarzyskim. W zakresie rzemiosła Inkowie zajmowali się m.in. wyrobem mis i charakterystycznych dzbanów, które nierzadko miały wysokość powyżej 1 metra. Zdobiono je prostymi figurami geometrycznymi, rzadko kiedy sięgano po proste elementy zoomorficzne. Posługiwano się głównie barwnikami: białym, czarnym i czerwonym. Niekiedy dzbany również rzeźbiono, choć tego typu wyroby przybierały zwykle postać małych figurek - lam i pum, wykonanych ze złota oraz kobiet i mężczyzn, wykonanych ze srebra. Srebrne były również naczynia wykorzystywane w celach rytualnych. Do dziś zachowały się także nieliczne przykłady inkaskich wyrobów jubilerskich, które prezentują się dość skromnie na tle innych cywilizacji. Wełnę uzyskiwaną z lam i alpak wykorzystywano głównie w tkactwie, gdzie dominowały wzory złożone ze skośnych linii skrzyżowanych ze sobą. Głównym wyrobem w tej dziedzinie były tuniki oraz tradycyjne poncha.

Dobrze rozwinięte było górnictwo, w ramach którego stworzono pewnego rodzaju delegacje. W systemie tym wysyłano ludzi z wiosek na okres do trzech miesięcy do pracy przy wydobyciu miedzi czy srebra, przy czym długość wykonywanej pracy uzależniona była od jej uciążliwości. Na podobnych zasadach funkcjonowało budownictwo.

Dużo bardziej imponująco wygląda inkaski dorobek w zakresie architektury. Tradycyjne dla tej cywilizacji są sanktuaria wykute w skale, wiszące mosty, ale i monumentalne budowle kamienne wzniesione bez żadnej zaprawy. Ich konstrukcja opiera się na idealnie dobranych kształtem małych odłamkach skalnych oraz dużych kamieniach o wymiarach sięgających 5/5 metrów. Nie znający sklepienia łukowego Inkowie budowali okna i otwory drzwiowe w kształcie trapezu. Dachy kryto strzechą słomianą.

Zresztą architekturę inkaską charakteryzuje spory rozmach, o czym świadczą nie tyle miasta, które rozwijały się i ewoluowały na przestrzeni dziejów (burzono jedne budynki i stawiano nowe, bardziej imponujące, wytrzymalsze), co miasta zaprojektowane i wybudowane według owych planów zupełnie od podstaw. Świadczyło to o dużej pomysłowości, zmyślności i umiejętności docenienia ukształtowania terenu przez dawnych Inków. Widać w tym również zmysł taktyczny, gdyż wiele miast powstawało w miejscach dogodnych strategicznie, dobrze chronionych przez przyrodę, nieźle zaopatrzonych w żywność i wreszcie - położonych na dogodnych szlakach handlowych.

Najbardziej zadziwiającym jest jednak system inkaskich dróg, liczących sobie 20 tysięcy kilometrów! Nie były to drogi wydeptane w lesie, a doskonałej jakości brukowane trakty, które przetrwały setki lat. Głównym traktem była tzw. Wielka Droga Królewska, która pięła się na szerokości 8 metrów, a ciągnęła - przez 5300 km wzdłuż Andów! Równie kunsztownym wyczynem okazała się budowa równoległej drogi, lecz ciągnącej się wzdłuż wybrzeża Oceanu Spokojnego, liczącej 4300 km i szerokości 8 metrów. Dla Inków żadne przeszkody naturalne nie stanowiły problemu, ich trakty przecinały również zbocza górskie i wspinały się na wysokość ok. 5500 metrów.

Wzdłuż dróg wznosiły się liczne tambosy, tj. gospody zapewniające nocleg i odpoczynek dla podróżnych, w tym dla członków sztafety imperialnej poczty. To właśnie dzięki poczcie mogło doskonale funkcjonować i prosperować tak rozległe imperium. Członkowie sztafety przemieszczali się wzdłuż brukowanych dróg, między określonymi punktami i przekazywali kolejnym pocztowcom kipu (kijek ze sznureczkami o odpowiednio splecionych węzłach – różne kombinacje węzłów były nośnikiem różnych informacji). Poprzez taką organizację wszelkie wieści - czy to o wojnie, czy pokoju - roznosiły się po całym państwie w błyskawicznym tempie.

Wydawałoby się, że tak doskonale zorganizowane państwo Inków powinno przetrwać wiele stuleci, bez większych zmartwień o czynniki zewnętrzne. Dobre drogi zapewniające szybki obieg informacji, transport towarów i wojska, trwałe konstrukcje, przyjazne dla obrońców ukształtowanie terenów, to same atuty w prowadzeniu wszelkich działań wojennych. A jednak Imperium Czterech Części okazało się nazbyt kruche ze względu na swoją słabość u szczytów władzy.

Kiedy do Ameryki przybyli Hiszpanie i odkryli omawianą cywilizację na zachodnim brzegu tego kontynentu, nazwali miejscowych „Rzymianami Ameryki Południowej”. Pokazuje to, że tubylcy zrobili dobre wrażenie na przybyszach. Jednakże w roku 1527, kiedy to umarł wielki i wspaniały władca imperium, Huyana Capac, rozpoczęły się walki o tron, które działały destrukcyjnie na stabilność państwa. Zresztą wkrótce spór między synami wielkiego władcy – Huascarem i Atahuallpą – przyczynił się do wybuchu długotrwałej wojny domowej. Nie mogli tego przeoczyć Hiszpanie, którzy pragnęli nowych podbojów. Wystarczyły trzy lata (1531 – 1534), by wojska Francisco Pizzara dobiły kulejącego olbrzyma, jakim było państwo Inków.

Warto również zauważyć, iż do upadku przyczyniła się sama religia Inków. W jej ramach istniał mit, który wspominał o wysłanniku boga Wirakoczy – białym brodatym bogu, który miał powrócić zza Oceanu. Wzięcie Hiszpanów za przedstawicieli Wirakoczy było jednym z powodów paraliżu decyzyjnego na szczytach władzy. Tymczasem okazało się, że byli to jedynie bezwzględni przybysze z Europy, którzy potrafili zaprosić inkaską szlachtę na pokojową ucztę, a później – w jej trakcie - zgładzić wszystkich poza samym królem, za którego zażądano okupu (mimo otrzymania okupu króla uśmiercono). Przybysze nie mieli skrupułów, by niemal doszczętnie zniszczyć tak wielką i wspaniałą kulturę, której dziedzicami są dzisiaj Indianie zamieszkujący tereny Boliwii, Peru czy też Ekwadoru.

Podobne wypracowania